Reklama

Przed premierą „Szalonych nożyczek”

03/01/2018 08:28
– Ta sztuka jest w Księdze Rekordów Guinnessa, zaraz za „Pułapką na myszy” Agathy Christie. Wyjątkowo nie napisał jej ani Amerykanin, ani Anglik, tylko Niemiec, który był fachowcem od radia, autorem słuchowisk i audycji. Zdecydowałem się na nią, bo lubię bawić się komedią i to umiem robić najlepiej. Nie przerabiam sztuk szlachetnych na jeszcze bardziej szlachetne, tylko realizuję je w swoim stylu – wyjaśniał reżyser Stefan Friedmann. Na konferencji prasowej opowiedział o przygotowaniach do styczniowej premiery „Szalonych nożyczek” w Teatrze im. Jerzego Szaniawskiego.
Sztuka Paula Pörtnera powstała w 1963 roku i od tej pory nie schodzi z afisza. W 1997 trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdłużej grana w Ameryce. Została przetłumaczona na kilkanaście języków (w Polsce przez Elżbietę Woźniak), zdobyła nagrodę Charliego Chaplina i America’s Raven Award dla utworu z wątkiem kryminalnym. – Spektakl jest niezwykły, bo publiczność ma wpływ na to, jak będzie się rozwijał. Wszędzie, gdzie jest grany, cieszy się wielkim powodzeniem – powiedział dyrektor Marek Mokrowiecki.
Akcja toczy się w modnym salonie fryzjerskim. Nad nim mieszka pianistka, która pewnego dnia ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Kto przyczynił się do jej śmierci? Może ktoś z rodziny, a może sam mistrz grzebienia? Znalezienie winnego jest zadaniem dla publiczności. – To ona decyduje o zakończeniu. Wybiera sprawcę, a my aktorzy staramy się udowodnić, że ma rację i wybrała właściwie. Przebieg tego przedstawienia będzie za każdym razem inny – mówił Stefan Friedmann. W obsadzie zobaczymy: Sylwię Krawiec, Łukasza Mąkę, Piotra Bałę, Hankę Chojnacką-Gościniak, Mariusza Pogonowskiego. Sam Friedmann zagra handlarza antykami. W scenografii przygotowanej przez Jacka Marię Hohensee, tak jak i w warstwie tekstowej, pojawią się akcenty płockie, m.in. kopia pochodzącego ze zbiorów Muzeum Mazowieckiego obrazu „Wiosna” Axentowicza czy miejscowe gazety. – Pomysł na scenografię miał autor sztuki, zaznaczając, że powinna nawiązywać do miejsca, w którym się ją gra. Staliśmy przed dylematem, czy kupić nowe sprzęty do salonu, czy wypożyczyć. Oryginalne fotele, suszarki, stanowisko do mycia są z najwyższej półki. To jest tak dobry sprzęt, że będzie nam długo służył – opowiadał scenograf.
Friedmann, który od wielu sezonów przygotowuje dla płockich widzów noworoczne farsy, podkreślał, że dzięki kolegom aktorom realia płockie zostały dobrze odwzorowane. – Ja też lubię to miasto. Bardzo przywiązałem się zwłaszcza do Wisły Płock, która wygrywa z Legią – żartował. Aktorzy zaczynają grać jeszcze przed rozpoczęciem sztuki i nie opuszczają sceny także w trakcie przerwy. A jeśli nawet ktoś z widzów postanowi wyjść, salon wciąż jest pełen podejrzanych. W trakcie spektaklu publiczność będzie mogła zadawać pytania, dyskutować, weźmie udział w policyjnym śledztwie, znajdzie winnego. Ważną rolę w przedstawieniu pełni muzyka. – Starałem się, żeby warstwa muzyczna też była interesująca. Bez muzyki nie ma sztuki, więc zawsze długo wybieram muzykę na finał i na początek. Lubię wprowadzić widza i aktorów w fajny nastrój. Wtedy lepiej się gra. Można powiedzieć, że jest to też trochę muzyczny spektakl – przekonywał Friedmann. Premiera odbędzie się 6 stycznia. Pierwszy nieoficjalny pokaz miał miejsce w sylwestrowy wieczór.

(lesz)

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości