Dyrektor Marek Mokrowiecki, tak jak przed stu laty Juliusz Osterwa, zaprosił nowego reżysera, by zainscenizował nieobecną dotąd w repertuarze komedię patrona teatru, Jerzego Szaniawskiego. Czy napisany dla Reduty, rzadko grany „Papierowy kochanek” powtórzy tamten sukces w Płocku? Czy jak zapowiadał reżyser Paweł Paszta, tekst bawiący się konwencjami jest ciągle aktualny?
Zacznijmy od teatru. To nie Sale Redutowe, ale ogromna płocka scena teatru, którą reżyser pokazuje wraz z zapleczem – dekoracjami, sztankietami, sznurownią, nowoczesną techniką i orchestronem na przodzie – robi wrażenie. Widz ciekawy „teatralnych bebechów” akceptuje taką konwencję i zastanawia się, co dalej. Wchodzi orkiestra, udaje, że gra, ale ze skrzypiec i fortepianu nie wydobywa się żaden dźwięk. Natomiast w finale rozlegnie się krzyk aktorów. To protest, pieśń żałobna, krzyk rozpaczy?
Akcja I aktu rozgrywa się w gospodzie „Pod trzema latarniami”. Mieszkają tam postacie wyjęte z komedii dell'arte (też teatr) aczkolwiek bliższe już XX-wiecznemu realizmowi. Colombina (Gospodyni) usługuje kilku osobom bez szanowanego zajęcia: byłym artystom, których Agent (Jakub Matwiejczyk) w żaden sposób nie może przekonać, aby wzięli się do roboty i Staremu Poecie (Krzysztof Bień). Jego opowieść o papierowych, wyjętych z kart książki ludziach zdaje się rozumieć tylko Izabella (Sylwia Krawiec). Dialogi czy raczej monologi toczą się niespiesznie. Wchodzimy w ten rytm, urzeczeni kostiumami jak z weneckiego karnawału (scenografia Ewelina Brudnicka), klimatyczną grą światła i muzyki (Krzysztof Misiak).
Nic się nie dzieje, aż zjawia się Stróż (w spektaklu Anioł Stróż) i oznajmia, że pod płotem leży głodny i zziębnięty człowiek.

Kup e-wydanie Tygodnika Płockiego .
Lena Szatkowska
fot. Waldemar Lawendowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze