– Zjawiłem się tutaj nie w poszukiwaniu pieniędzy, bo je mam. Nie w poszukiwaniu sławy, bo ją mam. Pojawiłem się tutaj, bo uważałem, że dla pana w moim wieku i w mojej sytuacji zawodowej to ma pewien wdzięk. Nie przyjechałem do Płocka, żeby coś zrobić i uciec w krzaki. Zaangażowałem się do tego teatru, żeby dać poczucie sobie, moim kolegom, a także widowni, że jestem aktorem stąd – mówił w wywiadzie dla „Tygodnika Płockiego” Jan Nowicki. W latach 2009-2012 był aktorem Teatru im. J. Szaniawskiego w Płocku. Zmarł nagle, 7 grudnia, w swoim domu w Krzewencie koło Kowala. Miał 83 lata.
Stworzył wiele wybitnych ról w teatrze i filmie. Niepokorny, wyrazisty, zawsze miał własne zdanie. Nie chciał grać wszystkiego i za wszelką cenę. Nie musiał szukać. To o niego zabiegali znani reżyserzy. Jeszcze kilka dni temu, ubrany w mundur strażacki, uczestniczył w promocji książki „120 lat Ochotniczej Straży Pożarnej Królewskiego Miasta Kowala na Kujawach”. To tutaj się urodził 5 listopada 1939 roku, tutaj brał ślub i przez ostatnie lata mieszkał. W 1999 roku otrzymał tytuł Honorowego Obywatela Miasta.
Jan Nowicki był absolwentem Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST (wcześniej studiował w łódzkiej filmówce). Debiutował w 1964 roku na deskach Starego Teatru w Krakowie rolą Piotra w spektaklu „Wariatka z Chaillot” w reż. Zygmunta Hübnera. Kolejnymi ważnymi rolami na tej scenie były: podwójna kreacja braci bliźniaków w „Zaproszeniu do zamku” Anouilha w reżyserii Zdzisława Tobiasza (1965), Artur w „Tangu” Mrożka w znakomitej insceniacji Jerzego Jarockiego (1965), Lucensjusz w „Poskromieniu złośnicy” Szekspira w reż. Zygmunta Hübnera, Jack we „Wszystko w ogrodzie” Edwarda Albeego w reż. Jarockiego (1970), Doktor Faust w „Tragicznych dziejach doktora Fausta” w reż. Bohdana Korzeniowskiego (1971), Józef K. w „Procesie” Kafki w reż. Jarockiego (1973), Michał Płatonow w „Płatonowie” Czechowa w reż. Filipa Bajona, Aleksander Sieriebriakow w spektaklu „Wujaszek Wania. Sceny z życia ziemian” Czechowa w reż. Rudolfa Zioły. Zagrał także Iwana Czebutykina (gościnnie) w „Trzech siostrach” Czechowa w reż. Andrzeja Domalika w Teatrze Bagatela w Krakowie.
Wybitne kreacje stworzył w spektaklach reżyserowanych przez Andrzeja Wajdę: Mikołaj Stawrogin w „Biesach” Dostojewskiego (1971), Wielki Książę w „Nocy listopadowej” Wyspiańskiego (1974) oraz Rogożyn w „Nastazji Filipownie” (1977). O tym przedstawieniu tak opowiadał: – „Nastazja Filipowna” to było aktorskie zatracenie. To jest coś, co mi się nie zdarzyło ani wcześniej ani później i chwała Bogu dlatego, że taki eksperyment jest nieprawdopodobnie powalający. Aktor wystarczy, że się chowa poza ustaleniami, które pojawiają się na próbach, za sprawą tego, co mu proponuje autor, sugeruje reżyser, własna intuicja i kontakt z partnerem. (...) To była sytuacja, w której aktor żyje w absolutnej panice, bo nie wie, co go za chwilę spotka. Ten dramat aktora postawionego w sytuacji bez wyjścia udzielał się postaciom, które żeśmy grali. Stąd sytuacja Radziwiłowicza i moja.
W 2009 roku Nowicki obchodził u „Szaniawskiego” w Płocku jubileusz 45-lecia pracy artystycznej. W benefisie „Siedem grzechów głównych Jana Nowickiego” wzięli udział m.in. Jerzy Trela, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Halina Mlynkova, Małgorzata Potocka i orkiestra dęta OSP w Kowalu. Wcześniej aktor wystąpił w widowisku Zespołu Pieśni i Tańca Wisła „Z życia płockiego flisaka”.
Nowicki był także dowcipnym felietonistą i autorem książek. W 2000 roku opublikował zbiór „Między niebem a ziemią” złożony z listów adresowanych do Piotra Skrzyneckiego. Korespondencja stała się kanwą spektaklu „Rozmowy z Piotrem”, wyreżyserowanego przez Nowickiego w 2011 roku w płockim teatrze. W rozmowie z „Tygodnikiem Płockim” mówił:
– Nie wolno reżyserować i jednocześnie grać. Ale lubię to przedstawienie, bo spełnia, na czym mi zależało. Po pierwsze jest w nim pamięć o przyjacielu. O tym mówię podczas spektaklu, cytując mój ulubiony fragment z Myśliwskiego, że „trwałość pamięci jest miarą rozpaczy”, a rozpacz to dumny związek człowieka z samym sobą. Trzeba cały czas pamiętać i na dobrą sprawę żyć w permanentnej rozpaczy, że świat jest taki, jaki jest, że życie ludzkie jest tak skonstruowane, jak jest. Tylko ludzie bezmyślni uważają, że się nic nie dzieje. Dzieją się straszne rzeczy dookoła. Ale myśmy się już tak skonstruowali, że trzymając w jednej ręce piwo, patrzymy na mordowanych ludzi w Libii i to nam w niczym nie przeszkadza. Tacy jesteśmy.
Nowicki współpracował również z Teatrem STU, warszawskim Teatrem Sabat, Mazowieckim Teatrem Muzycznym, Teatrem Telewizji i Teatrem Polskiego Radia.
Filmowym debiutem Jana Nowickiego był obraz „Pierwszy dzień wolności” Aleksandra Forda. Grał w „Popiołach” Wajdy, w „Panu Wołodyjowskim” Hoffmana, „Anatomii miłości” Załuskiego, „Sanatorium pod Klepsydrą” Hassa. Publiczność zapamiętała go jako księcia Hansa Henricha XV von Teussa w „Magnacie” Filipa Bajona i „Wielkiego Szu” w filmie wyreżyserowanym porzez Sylwestra Chęcińskiego. Przejmującą postać starego aktora stworzył w obrazie „Jeszcze nie wieczór” Jacka Bławuta. W ostatnich latach zagrał m.in. w „11 minutach” Skolimowskiego i „Liczbie doskonałej” Zanussiego.
Jan Nowicki spocznie w grobowcu rodzinnym na cmentarzu w Kowalu. Na płycie nagrobnej jest fragment Hymnu Kowala, do którego sam napisał słowa: „żyć można wszędzie – umieraj gdzie... DOM”.
Aktor zawsze podkreślał swoje przywiązanie do Kujaw. – Kujawy to moje Macondo, mój świat, z którego nigdy nie zrezygnuję. To nie jest odbicie rzeczywistości. Tam jest prawdopodobnie tak jak wszędzie masę chamstwa, donosicielstwa i tych cholernych plotek, których nienawidzę. Ale to miejsce mojego urodzenia i mojej śmierci, moich cmentarzy, moich najbliższych. Więc skazany na miłość, ciągle do niego wracam.
Lena Szatkowska
Fot. Waldemar Lawendowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze