Reklama

Powódź nam nie grozi?

25/03/2005 10:14
W sprawie powodzi opinie fachowców z wydziałów zarządzania kryzysowego zmieniają się z godziny na godzinę. Jeszcze we wtorek 15 marca rozważano możliwość wprowadzenia na Wisłę lodołamaczy, ale już dnia następnego nie było takiej potrzeby, ponieważ deszcze i dodatnie temperatury dały nadzieję na stopniowe roztapianie się pokrywy lodowej od Wyszogrodu do Włocławka. Nie bez znaczenia były też minusowe temperatury w nocy. W ubiegłym tygodniu pokrywa lodowa na Wiśle w okolicach Płocka rozciągała się od Czerwińska do tamy we Włocławku. Zagrożenia nie było, bo woda płynęła dołem. Dodatnie temperatury w całej Polsce oraz nocne przymrozki zapewniały równomierne topnienie tak lodu, jak i zalegających wokół rzeki śniegów: – Ziemia chłonie wodę z topniejących śniegów, ponieważ są zachwiane stosunki wodne: jest mniej wody, niż ziemia może przyjąć – wyjaśnia Marek Kołodziejak, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego w Starostwie Powiatowym w Płocku. – Stan wody na Wiśle w powiecie płockim zależy od tego, ile wody napłynie z południa oraz przez Bugo-Narew wpadnie do Wisły pod Modlinem. Ten zespół rzek przyjmuje wodę z Ukrainy i Białorusi. Ale stamtąd woda również spływa powoli, więc niebezpieczeństwa powodziowego jako takiego na razie nie ma.
Wprawdzie w ubiegłym tygodniu starosta płocki wystąpił do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie o rozważenie możliwości użycia lodołamaczy do skruszenia lodu na Wiśle, ale sprzyjające warunki atmosferyczne sprawiły, że niebawem okazało się, iż nie ma takiej potrzeby. Gdyby jednak warunki atmosferyczne były niesprzyjające, na tamie we Włocławku jak co roku czekało 8 lodołamaczy. Lodołamacze utworzyłyby rynnę, która umożliwiłaby spływ wody na zbiornik i tamę we Włocławku.


– W powiecie płockim najbardziej niebezpieczne miejsce to rejon Kępy Polskiej, bo tam w lutym utworzył się korek lodowy, potem dodatnie temperatury przyczyniły się do powstania tzw. śryżu – drobnej, lodowej kaszki, a że wróciły niskie temperatury, śryż tworzył większe połacie zmarzliny. To spowodowało zahamowanie przepływu wody za Kepę Polską. Boimy się korka lodowego – wyjaśnia M. Kołodziejak.

Uratuje nas pogoda
Na szczęście dla mieszkańców nadwiślańskich miejscowości sytuacja się ustabilizowała. W ubiegłym tygodniu 15 marca w Kępie Polskiej (patrz zdjęcie-dop.autorski) stan lustra wody wynosił 498 cm i było 22 cm poniżej stanu ostrzegawczego i 52 cm poniżej alarmu, a w Wyszogrodzie wynosił 432 cm, czyli 68 cm poniżej stanu ostrzegawczego i 118 cm poniżej alarmu.
Zdaniem specjalistów od powodzi o niebezpieczeństwie można by mówić dopiero wówczas, gdyby na południu Polski temperatura powietrza wynosiła 10 st. C, a u nas 2 st. C: – Prowadzimy monitoring bez alarmu – opiniuje Waldemar Ciesielski, kierownik Nadzoru Wodnego w Płocku, który podlega pod Inspektorat RZGW we Włocławku. – Na razie nie ma potrzeby wszczynania natychmiastowych działań, bo woda nie ciągnie lodu na jaz. Nie ma też zagrożenia od Zawichostu. Gdyby tam był przybór, to mamy tydzień na wykonanie rynny w lodzie. W sytuacji kryzysu wystarczy jedna doba na natychmiastowe działania.
Jan Piątkowski, kierownik Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego uważa, że na obecną chwilę tzw. sytuacja powodziowa jest w Płocku stabilna: – Miała zapaść decyzja o użyciu lodołamaczy, ale przepływ wody w zbiorniku jest zbyt mały: wynosi 800 metrów sześciennych, na sekundę, a powinien wynosić 1500 metrów. W Kępie Polskiej stan wody podniósł się wprawdzie o 2 cm, ale i tak jest poniżej stanu alarmowego. Czoło lodu znajduje się w okolicach Rakowa, grubość pokrywy lodowej wynosi do 18 cm, w Płocku około 20 cm. Lód topnieje, idzie pod spód i spływa we Włocławku na tamę – mówi Piątkowski.
Wycięcie rynny w lodzie w kierunku Rakowa będzie konieczne tylko wtedy, jeżeli na południu Polski, w Karsach woda będzie podchodzić pod stan alarmowy, a w okolicach Płocka lód się nie stopi, trzeba będzie wyciąć rynnę w kierunku Rakowa. Ale na razie to tylko gdybanie.

Warto znać kolory
Zdaniem J. Piątkowskiego na ewentualność powodzi miasto jest jednak przygotowane. Co 6 godzin sprawdzany jest stan wody w dwóch miejscach: na wodociągu na Grabówce i bramie przeciwpowodziowej w Stoczni Rzecznej w Płocku. Prowadzi się całodobowy monitoring stanu wody na Wiśle. Uważnie śledzi codzienne komunikaty lodowe nadsyłane przez Regionalny Ośrodek Koordynacyjno-Informacyjny Ochrony Przeciwpowodziowej przy RZGW w Warszawie. W miejskim magazynie przeciwpowodziowym na terenie Muniserwisu, zgromadzono sprzęt przeciwpowodziowy do akcji ratowniczej. Gdyby nadchodziła powodziowa fala, natychmiast pracę zacznie zespół reagowania kryzysowego.
Służby hydrologiczne podają, że do 31 marca w Wiśle notować się będzie nadal wzrost stanu wody, w związku z topnieniem śniegu i spływem wód roztopowych. Na większości dopływów Wisły, w wyniku powolnego, systematycznego wzrostu, stan wody osiągnie strefę wody wysokiej.
A że w kwestii powodzi podobno lepiej dmuchać na zimne, Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Płocku wydała dla mieszkańców „Poradnik na wypadek powodzi”. W sytuacji, gdy ktoś znajdzie się w niebezpieczeństwie, powinien wiedzieć, że flaga biała symbolizuje, iż chce opuścić miejsce, w którym się znajduje. Flaga czerwona to prośba o jedzenie i wodę. Flaga niebieska oznacza prośbę o lekarza. W poradniku radzą także, aby nauczyć dzieci, jak wzywa się służby ratownicze.
A najlepiej wcześnie ubezpieczyć siebie i swój dobytek. Tylko czy w ogóle możliwe jest ubezpieczenie się od ogółu nieszczęścia, jakie niesie za sobą wielka fala?

Elżbieta Grzybowska
Fot. D. Ossowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości