Reklama

Potrzebna dobra wola

07/03/2012 08:45
Wzdłuż drogi na granicy działki pana Wiesława z Siecienia przed wieloma laty wykopano niewielki rów. Miał kilkadziesiąt cm głębokości, a wykopano go po to, by z sąsiednich posesji odpływała woda – tłumaczy nasz czytelnik. – Ten rowek już dawno przestał spełniać swoją funkcję, za to teraz jest wykorzystywany przez moich sąsiadów do wylewania tam ścieków, zrzucania śniegu. Z daleka śmierdzi, bo wylewane są tam różne dziwne, często trujące płyny.
Rowu nie ma na żadnym planie, ale pewne jest, że przed około 12 laty został wykopany przez służby gminne. Dzięki niemu odpływała woda deszczowa i topniejący śnieg z pól. Ta „inwestycja” była tylko prowizorką, która niestety okazała się bardzo trwała. Choć dzisiaj rów nie jest już potrzebny, to nikt nie odważy się go zasypać. Ten rów niezgody to zwykły, szeroki na 20 cm i głęboki na 40 cm, wykop w ziemi. Nie ma w nim rur, którymi woda i zanieczyszczenia mogłyby odpływać w wyznaczone do tego celu miejsce.
Zdaniem pana Wiesława, sąsiedzi uważają, że mają prawo wylewać tam wszystko, co zbyteczne w gospodarstwie. Bywa, że woda z rowu przelewa się na drogę, ale najczęściej na jego działkę. – Tyle razy prosiłem wójta, by coś z tym zrobić, najlepiej zasypać, i nic – mówi. – A przecież wystarczyłyby 4 m sześcienne ziemi i rów zostałby zakopany. Ale nie, wójt nie chce tego zrobić. Na dodatek ostatnio przywieźli jakieś krótkie rury, pogłębiali rów, sypali ziemię na moją posesję, nawet tuje mi zniszczyli. A ja się z takim rozwiązaniem nie zgadzam. Chcę, by został zasypany, wtedy problem zniknie.
Na pytanie, dlaczego sam tego nie zrobi, w końcu rów nie jest oficjalnym obiektem budowlanym, odpowiada z przekonaniem. – Boję się, że jeśli to zrobię, to dojdzie do bójki. Sąsiedzi nie pozwolą mi na to, pilnują, bym nie zasypał. Stale się z tego powodu kłócimy, często słychać wyzwiska. Ja za bardzo nerwowy jestem.
Dodatkowy problem to zalane budynki na działce pana Wiesława. Zalana jest piwnica, budynek mieszkalny zniszczony. Cały teren jest podmokły, a dodatkowe woda i ścieki sprawiaja, że nie można osuszyć posesji. Przez większą cześć roku rodzina brodzi po podwórku w błocie.
Zapytaliśmy wójta gminy Brudzeń Stary Andrzeja Dwojnycha, dlaczego nie chce zasypać rowu, który tak bardzo utrudnia życie mieszkańcowi Siecienia. – Tam jest większy problem niż tylko rów – mówi. – Chodzi o konflikt między sąsiadami. I to nie konflikt z powodu rowu, ale o inne ich sprawy od lat rozpatrywane przez sądy. Niestety od dawna jest to jedna z przyczyn, które uniemożliwiają dojście do porozumienia.
Jak się okazuje, już poprzedni wójt Brudzenia Henryk Kisielewski próbował rozwiązać ten problem, przede wszystkim odwodnić drogę. – My dalszych prac wykonywać nie będziemy – tłumaczy wójt Dwojnych. – To, co było możliwe do naprawienia, dawno zostało zrobione. Ale myślę, że najważniejsza jest dobra wola obu stron. Jeśli sąsiedzi doszliby do porozumienia, wtedy łatwiej byłoby znaleźć rozwiązanie. Czynnik społeczny jest w tym wypadku decydujący. Niestety w sporach, których fundamentem jest konflikt rodzinny, małe są szanse na porozumienie. A tam i policja musiała interweniować, i sąd rozpatruje problem. Bez aktu dobrej woli niczego nie możemy zrobić.
Wójt Dwojnych nie wierzy, że rów wykorzystywany jest dodatkowo jako miejsce wylewania ścieków. Ta okolica jest skanalizowana, więc mało jest prawdopodobne, by mieszkańcy wylewali nadmiar płynów poza posesję. Jest też mało prawdopodobne, by to był powód zalewania budynków pana Wiesława. Bez względu na to, po czyjej stronie leży wina, problemu nie da się rozwiązać, dopóki sąsiedzi nie będą chcieli tego zrobić. Bez ich dobrej woli rów pozostanie.    Jol.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości