Mimo licznych reform i zmiany przepisów pacjenci nie mają łatwo. Czekają w długich kolejkach na wizytę, trzymają się za portfel, by opłacić kolejne badania, a i tak na końcu nie wiadomo, czy będą się mogli spotkać z lekarzem i usłyszeć diagnozę.
Każda rozmowa na temat służby zdrowia, kolejek w przychodniach czy niekompetencji lekarzy kończy się konkluzją, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Trudno pogodzić się z tym, że pacjent do końca życia skazany jest na czekanie, a kolejki mają być jego chlebem powszednim. Brakuje pieniędzy na wszystko, nie ma odpowiedniej informacji, o wszystko trzeba się wykłócać. Coraz częściej słychać o agresywności pacjentów, ale ci grzeczni nie mają w tym systemie czego szukać.
Jednym z przykładów, że czasami pacjenci traktowani są przez służbę zdrowia jak zło konieczne, jest przypadek pani Jadwigi, która opowiedziała nam swoją historię. – Jestem osobą w wieku średnim, ale cierpiącą na problemy gastryczne. Nie mam zwyczaju czekać z problemami zdrowotnymi na ostatnią chwilę, ale jestem emerytką i muszę się liczyć z zasobami mojego portfela przy planowaniu leczenia. Niestety stać mnie tylko na korzystanie z publicznej służby zdrowia.
Pani Jadwiga 20 sierpnia 2012 roku otrzymała skierowanie od lekarza rodzinnego do poradni gastrologicznej. Kto otrzymał podobne skierowanie, wie, jakie są problemy z zapisaniem się na wizytę. Nasza czytelniczka od razu zaczęła szukać poradni, obeszła przychodnie specjalistyczne, ale nigdzie nie przyjmował gastrolog. Wreszcie trafiła do poradni mieszczącej się w płockim „Novatorze”, gdzie została zapisana na 6 maja 2013 roku na godz. 16.20. Recepcjonistka poinformowała ją, co ma ze sobą zabrać na wizytę, jakie badania zrobić wcześniej, zapisała numer telefonu i zaprosiła za 9 miesięcy.
Pani Jadwiga zrobiła wszystkie potrzebne badania. Doczekała do wyznaczonego terminu i poszła do przychodni. – Jakież było moje zdziwienie, gdy zastałam zamknięte drzwi, bez żadnej informacji, co się stało. Zapytałam przechodzącą sprzątaczkę, a ta mi powiedziała, że od nowego roku już nie ma tu przychodni. Byłam w szoku. Czekam na wizytę, myślę, że jest wszystko w porządku, że zaraz lekarz mi pomoże, a tu nic: wszystko zostało zlikwidowane, tylko ktoś zapomniał poinformować pacjenta. Szkoda mi tych dziewięciu miesięcy, już dawno zapisałabym się prywatnie i pewnie byłabym po wizycie. Czy nie po to zostawiałam numer telefonu, żeby w takiej sytuacji ktoś poinformował mnie, że przychodnia przestaje istnieć? Dlaczego nikt tego nie zrobił? Przecież tam rejestrują się ludzie chorzy, nikt nie czeka na wizytę u lekarza dziewięć miesięcy, bo lubi, tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia. I co ja mam teraz zrobić? Szukać nowej poradni, dopytywać się, czy istnieje i znowu czekać kilka miesięcy?
Zbulwersowani opowieścią pani Jadwigi poprosiliśmy o wyjaśnienia Narodowy Fundusz Zdrowia. – Świadczenia w zakresie gastroenterologii w powiecie płockim były udzielane przez Centrum Diagnostyczno-Lecznicze Gastroenterologii „Ochrona Zdrowia”. Świadczeniodawca ten pod koniec 2012 r. wypowiedział umowę Mazowieckiemu Oddziałowi NFZ, wobec czego umowa wygasła 31.12.2012 roku. Do dzisiaj do Oddziału nie wpłynął wniosek z żadnej placówki medycznej z tego terenu z propozycją ogłoszenia postępowania w przedmiotowym zakresie. Świadczenia w poradni gastroenterologicznej udzielane są wobec tego jedynie w pobliskich powiatach: sierpeckim, płońskim i ciechanowskim – wyjaśniła Agata Sochaczewska z zespołu prasowego Mazowieckiego OW NFZ.
Wielka szkoda, że przy okazji nie dowiedzieliśmy się, co – oprócz wyprawy do przychodni w innych miastach i kolejek – czeka pacjentów z Płocka. Pani Jadwigi nikt nie przeprosił za narażenie jej zdrowia. Wszyscy powtarzają, że trzeba się badać i podkreślają, jak ważna jest profilaktyka, tymczasem przychodnia została zamknięta i nikt nie podejmuje w związku z tym jakichkolwiek działań.
Czy będzie przychodnia sportowa?
Nie tylko pacjenci ze schorzeniami gastrologicznymi mają problemy ze znalezieniem publicznej przychodni. Od kilku tygodni płoccy sportowcy muszą korzystać z przychodni prywatnej i płacić za każdą wizytę u lekarza, a potem za badania i stempel w książeczce podczas kolejnej wizyty. Alternatywą jest wyprawa trenera i drużyny do innego miasta.
– W przypadku rozwiązania umowy z poradnią medycyny sportowej informuję, iż z uwagi na potrzebę zabezpieczenia świadczeń Oddział odstąpił od rozwiązania umowy i przedłużył do 31 maja 2013 r. okres na dostosowanie poradni do wymogów zawartych w Zarządzeniu Prezesa NFZ – mówi Agata Sochaczewska. O tym, czy przychodnia będzie działać nadal, napiszemy w jednym z kolejnych numerów TP. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze