Reklama

Poradnia została zamknięta

29/05/2013 07:48
Mimo licznych reform i zmiany przepisów pacjenci nie mają łatwo. Czekają w długich kolejkach na wizytę, trzymają się za portfel, by opłacić kolejne badania, a i tak na końcu nie wiadomo, czy będą się mogli spotkać z lekarzem i usłyszeć diagnozę.
Każda rozmowa na temat służby zdrowia, kolejek w przychodniach czy niekompetencji lekarzy kończy się konkluzją, że jest źle, a będzie jeszcze gorzej. Trudno pogodzić się z tym, że pacjent do końca życia skazany jest na czekanie, a kolejki mają być jego chlebem powszednim. Brakuje pieniędzy na wszystko, nie ma odpowiedniej informacji, o wszystko trzeba się wykłócać. Coraz częściej słychać o agresywności pacjentów, ale ci grzeczni nie mają w tym systemie czego szukać.
Jednym z przykładów, że czasami pacjenci traktowani są przez służbę zdrowia jak zło konieczne, jest przypadek pani Jadwigi, która opowiedziała nam swoją historię. – Jestem osobą w wieku średnim, ale cierpiącą na problemy gastryczne. Nie mam zwyczaju czekać z problemami zdrowotnymi na ostatnią chwilę, ale jestem emerytką i muszę się liczyć z zasobami mojego portfela przy planowaniu leczenia. Niestety stać mnie tylko na korzystanie z publicznej służby zdrowia.
Pani Jadwiga 20 sierpnia 2012 roku otrzymała skierowanie od lekarza rodzinnego do poradni gastrologicznej. Kto otrzymał podobne skierowanie, wie, jakie są problemy z zapisaniem się na wizytę. Nasza czytelniczka od razu zaczęła szukać poradni, obeszła przychodnie specjalistyczne, ale nigdzie nie przyjmował gastrolog. Wreszcie trafiła do poradni mieszczącej się w płockim „Novatorze”, gdzie została zapisana na 6 maja 2013 roku na godz. 16.20. Recepcjonistka poinformowała ją, co ma ze sobą zabrać na wizytę, jakie badania zrobić wcześniej, zapisała numer telefonu i zaprosiła za 9 miesięcy.
Pani Jadwiga zrobiła wszystkie potrzebne badania. Doczekała do wyznaczonego terminu i poszła do przychodni. – Jakież było moje zdziwienie, gdy zastałam zamknięte drzwi, bez żadnej informacji, co się stało. Zapytałam przechodzącą sprzątaczkę, a ta mi powiedziała, że od nowego roku już nie ma tu przychodni. Byłam w szoku. Czekam na wizytę, myślę, że jest wszystko w porządku, że zaraz lekarz mi pomoże, a tu nic: wszystko zostało zlikwidowane, tylko ktoś zapomniał poinformować pacjenta. Szkoda mi tych dziewięciu miesięcy, już dawno zapisałabym się prywatnie i pewnie byłabym po wizycie. Czy nie po to zostawiałam numer telefonu, żeby w takiej sytuacji ktoś poinformował mnie, że przychodnia przestaje istnieć? Dlaczego nikt tego nie zrobił? Przecież tam rejestrują się ludzie chorzy, nikt nie czeka na wizytę u lekarza dziewięć miesięcy, bo lubi, tylko dlatego, że nie ma innego wyjścia. I co ja mam teraz zrobić? Szukać nowej poradni, dopytywać się, czy istnieje i znowu czekać kilka miesięcy?
Zbulwersowani opowieścią pani Jadwigi poprosiliśmy o wyjaśnienia Narodowy Fundusz Zdrowia. – Świadczenia w zakresie gastroenterologii w powiecie płockim były udzielane przez Centrum Diagnostyczno-Lecznicze Gastroenterologii „Ochrona Zdrowia”. Świadczeniodawca ten pod koniec 2012 r. wypowiedział umowę Mazowieckiemu Oddziałowi NFZ, wobec czego umowa wygasła 31.12.2012 roku. Do dzisiaj do Oddziału nie wpłynął wniosek z żadnej placówki medycznej z tego terenu z propozycją ogłoszenia postępowania w przedmiotowym zakresie. Świadczenia w poradni gastroenterologicznej udzielane są wobec tego jedynie w pobliskich powiatach: sierpeckim, płońskim i ciechanowskim – wyjaśniła Agata Sochaczewska z zespołu prasowego Mazowieckiego OW NFZ.
Wielka szkoda, że przy okazji nie dowiedzieliśmy się, co – oprócz wyprawy do przychodni w innych miastach i kolejek – czeka pacjentów z Płocka. Pani Jadwigi nikt nie przeprosił za narażenie jej zdrowia. Wszyscy powtarzają, że trzeba się badać i podkreślają, jak ważna jest profilaktyka, tymczasem przychodnia została zamknięta i nikt nie podejmuje w związku z tym jakichkolwiek działań.

Czy będzie przychodnia sportowa?

Nie tylko pacjenci ze schorzeniami gastrologicznymi mają problemy ze znalezieniem publicznej przychodni. Od kilku tygodni płoccy sportowcy muszą korzystać z przychodni prywatnej i płacić za każdą wizytę u lekarza, a potem za badania i stempel w książeczce podczas kolejnej wizyty. Alternatywą jest wyprawa trenera i drużyny do innego miasta.
– W przypadku rozwiązania umowy z poradnią medycyny sportowej informuję, iż z uwagi na potrzebę zabezpieczenia świadczeń Oddział odstąpił od rozwiązania umowy i przedłużył do 31 maja 2013 r. okres na dostosowanie poradni do wymogów zawartych w Zarządzeniu Prezesa NFZ – mówi Agata Sochaczewska. O tym, czy przychodnia będzie działać nadal, napiszemy w jednym z kolejnych numerów TP.    Jol.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości