Reklama

Pomoże, pouczy i wlepi mandacik

08/03/2006 10:35
- W naszym bloku na czwartym piętrze staruszka od lat suszy pranie na rozwieszonych sznurkach na korytarzu klatki schodowej. Do tej pory nikomu to nie przeszkadzało. Znalazła się jednak sąsiadka, która zadzwoniła do Straży Miejskiej ze skargą na bałagan na klatce i kapiącą wodę. Przyjechali dwaj rośli strażnicy i naskoczyli na staruszkę, jakby popełniła zbrodnię. Stanęliśmy w jej obronie, żeby strażnicy opłacani z naszych podatków zajęli się poważniejszymi sprawami, niż kalesony chłopa suszące się na klatce. A jeśli ktoś ma “obsztorcować” staruszkę to prawo do tego ma administrator budynku – opowiada pan Andrzej. Sprawdziliśmy, w jakich przypadkach wzywanie strażników w Płocku jest jak najbardziej uzasadnione. Do dyżurnego Straży Miejskiej codziennie dzwoni ponad 20 płocczan. Problemy są przeróżne. W dużej mierze to właśnie od dyżurnego zależy, czy w miejsce zdarzenia skierowany zostanie patrol.
– Ludzie często nie potrafią sprecyzować o co im chodzi. Jesteśmy jednak od tego, by reagować na sygnały mieszkańców – tłumaczy Jolanta Głowacka, rzecznik Straży Miejskiej w Płocku. W przypadku nielegalnego śmietniska, czy źle zaparkowanego samochodu sprawa wydaje się jasna.
– W tym przypadku patrol nie pojechał sprawdzać, czy pranie jest rozwieszone na klatce, choć pewnie można by podłączyć to do łamania przepisów prawa lokatorskiego, ale po to by sprawdzić sytuację. Doprowadzić do tego, by skłócone sąsiadki dogadały się polubownie, ewentualnie by uświadomić osoby bardziej lub mniej świadomie łamiące przepisy, w tym przypadku prawa lokalowego – zaznacza Jolanta Głowacka, dodając, że jeśli zgłoszenie nie jest w gestii Straży Miejskiej przekazywane jest ono do innych kompetentnych instytucji. Taka interwencja nie jest z pewnością marnowaniem czasu. A płocczanie mają codziennie bardzo różne problemy i dylematy.
– Co by było, gdybyśmy nie wzięli pod uwagę zgłoszenia, że od godziny w jakimś bloku nie ma światła. W takim przypadku dyżurny sprawdza problem w zakładzie energetycznym, w razie gdy awaria się przedłuża informowane jest Centrum Zarządzania Kryzysowego. W ten sposób pomagamy ludziom, którzy nie wiedzą co mają robić – dodaje rzecznik.
W ostatnim czasie najwięcej zgłoszeń dotyczyło nie odśnieżonych chodników na płockich osiedlach. Tylko w tej sprawie dziennie Straż Miejska przyjmowała po 60 telefonów. Można więc mówić o zaufaniu społecznym, ale czasem też o złośliwości ludzkiej, gdy sąsiad na sąsiada skarży do strażników, że źle zaparkował samochód pod domem.
W ostatnim czasie dochodzi jeszcze element ogólnej paniki, związanej z ptasią grypą, która zmusza płocczan do chwytania za telefon i wzywania strażników, by zabrali zza okna siedzące na gałęziach winogronu wróble.
– Patrol pojechał na taką interwencję po to, żeby wyjaśnić kobiecie, w jaki sposób można zarazić się ptasią grypą i że ptaki za oknem nie stanowią dla niej zagrożenia – tłumaczy rzecznik Straży Miejskiej, dodając że strażnicy reagują praktycznie w każdym przypadku, choćby wydawało się to z pozoru nieistotne. Ważne jest, by ludzi choćby uświadomić i w ten sposób uspokoić.
Niechby tylko strażnicy nie przyjechali, pewnie od razu podniosłyby się głosy, że nic w mieście nie robią, prócz zakładania blokad na koła i wlepiania mandatów za spożywanie alkoholu w miejscach publicznych.

BeeS


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości