Jedenaste – nie porzucaj!
Można pokusić się o stwierdzenie, że ludzie dzielą się na tych, którzy opiekują się zwierzętami i na tych, którzy najchętniej pozbyliby się z planety Ziemia wszystkich stworzeń. Niestety tych pierwszych jest mniej, a co gorsza – za mało, by pomóc wszystkim, jak to kiedyś rozpoczynała się audycja telewizyjna „i kudłatym, i łaciatym, pręgowanym i skrzydlatym”.
Na osiedlach mieszkaniowych trwają spory. „Kociary”, jak mało elegancko nazywają miłośniczki kotów przeciwnicy zwierząt, karmią, walczą o otwarte okienka w piwnicach, stawiają domki dla czworonogów. Nie chcą się z tym pogodzić wszyscy ci, którym przeszkadzają zapachy, pchły i zostawione resztki jedzenia. Osoby, które nie lubią zwierząt, zabijają gwoździami okna w piwnicy, nie wpuszczając zwierzaków do środka.
Większość oferowanych do wynajęcia mieszkań ma adnotację, że właściciel absolutnie nie zgadza się na przetrzymywanie zwierząt w pomieszczeniach. Masz kota lub psa, nawet rybki czy chomika – szukaj mieszkania gdzieś indziej. Na szczęście nie dla wszystkich wygoda ważniejsza jest niż radość obcowania z czworonogami.
Pani Jola wraz z mężem mieszkała w bloku w Płocku i działała w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami. W pewnym momencie swojego życia, gdy dzieci były już dorosłe, postanowili przeprowadzić się na wieś. Znaleźli śliczny drewniany domek, z podwórkiem w Nowym Trzepowie. Jak się okazało, właściciel nie miał nic przeciwko temu, by trzymali tam zwierzęta, więc siedlisko szybko stało się przytułkiem dla okolicznych, głównie bezdomnych kotów, ale nie tylko.
– Z bezdomnymi zwierzętami stale są kłopoty. Ktoś wyrzuca, zostawia, bo już niepotrzebny albo się znudził, nie ma kto dbać, opiekować się i pies lub kot lądują na bruku. Stale odbieram telefony z informacjami, że gdzieś ktoś nie ma wyjścia – musi oddać zwierzę, a nie chce – do schroniska. Co ja mam zrobić? Nie mogę nie pomóc – mówi pani Jola.
Na posesji jest około 25 kotów. Ta liczba nie jest stała, bo raz jest ich więcej, raz mniej. Ostatnio trafiło tu 6 osesków, cudownych, wesołych, figlarnych, dla których trzeba będzie znaleźć dom. Ale najpierw trzeba je trochę odchować. Są też psy domowe i biegające luzem, także po okolicy.
Z psami różnie bywa. Czasem wracają do domu z przetrąconymi nogami – być może uczestniczyły w jakiejś bójce, uległy wypadkowi drogowemu, a może ktoś z sąsiadów zbyt emocjonalnie zareagował na ich widok. Faktem jest, że trzeba coś zrobić, by psiaki były bezpieczne.
Mimo różnych czyhających na psy niebezpieczeństw jest im i tak lepiej niż w „schronisku” przy klinice weterynaryjnej, gdzie trafiają na rekonwalescencję. Opiekują się nimi wtedy „sierpcowe wolontariuszki”, panie, które nie mogą się pogodzić, że taki los czeka chore zwierzaki. Ostatecznie i tak proszą panią Jolę, by przyjęła te uratowane.
Na podwórzu siedliska w Nowym Trzepowie jest stara szopa.
– Za zgodą właściciela postanowiliśmy przerobić ją na kociarnię z prawdziwego zdarzenia, do której dobudowalibyśmy wolierę, gdzie koty mogłyby spędzać czas, leniwie się wylegując. Marzy nam się oddzielne pomieszczenie, kwarantannik, żeby kociarnia spełniała wymagania przede wszystkim zwierząt – snuje swoją wizję.
Ale sami z mężem wszystkiego nie zrobią. – Potrzebujemy pomocy wolontariuszy. Dach na szopie jest z płyt azbestowych, ktoś, kto się na tym zna, powinien je zdjąć. Mamy trochę obiecanych materiałów, ale brak ciężarówki do ich przewiezienia. Nie mamy też fachowców, którzy mogliby na nowo postawić budynek – dodaje.
W przypadku opieki nad niechcianymi, bezdomnymi zwierzętami trzeba przede wszystkim liczyć na pomoc innych. Opiekunom tymczasowej kociarni wystarcza pieniędzy tylko na codzienne wydatki. Część bieżących potrzeb załatwiają za pieniądze „z bazarka”. Wstawiane są tam różne rzeczy, podarowane do sprzedaży za niewielkie pieniądze przez innych miłośników zwierząt. Cały dochód „zjadają” psy i koty.
W najbliższych planach pani Jola ma utworzenie Fundacji Pomagamy Płockim Zwierzętom. Funkcjonuje od dawna tak zatytułowana strona na Facebooku, gdzie zainteresowani, którzy mają zwierzaka, mogą podzielić się doświadczeniami z tymi, którzy planują powiększyć swoją rodzinę o czworonożnego członka. Są tam zamieszczane zdjęcia czworonogów, które natychmiast potrzebują pomocy.
Gotowy jest już statut Fundacji. Kiedy zostanie zarejestrowana, będzie można starać się o 1% podatków od miłośników zwierząt. Jednak na razie sprzedają to, co ludzie podarują im na licytację, a gdy na coś nie ma chętnego, wystawiają rzecz na wyprzedaży garażowej. Jak uda się znaleźć dom dla jednego zwierzaka, to za chwilę dostają wiadomość, że gdzieś w okolicy błąka się inny chory kot lub pies po przejściach, którym trzeba się zaopiekować.
– Kociarnia rozwiązałaby sporo problemów, bo moglibyśmy przyjąć znacznie więcej zwierząt, wyleczyć je, odrobaczyć, a potem szukać dla nich nowego domu. Nawet niekoniecznie na stałe. Szukamy też tymczasowych, gdzie mogłyby znaleźć przyjazne miejsce do czasu znalezienia tego właściwego. Dlatego bardzo prosimy, pomóżcie – apeluje do mieszkańców Mazowsza Płockiego, podając swój nr tel.: 603 179 634. Czeka na konkretne propozycje.
Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze