Zbliża się referendum, politycy coraz częściej pukają do szkół albo wysyłają tam różnych emisariuszy, na przykład aktorów, którzy mają nakłonić młodzież do głosowania na “tak”. Zdarza się, że rodzice protestują.Przykład z lokalnego podwórka znakomicie ilustruje nowy społeczny problem: zezwalać czy nie zezwalać politykom na spotkania z młodzieżą w szkołach? Część rodziców młodzieży uczącej się w I LO im. H. Dąbrowskiego w Kutnie zaprotestowała przeciwko zaproszeniu do szkoły na spotkanie z młodzieżą polityka Unii Wolności Władysława Frasyniuka. Może rodziców przestraszył fakt, że dyskusja miała w jednostronny tylko sposób przekonywać, “dlaczego chcemy przystąpić do Unii Europejskiej”. Dyrekcja mimo to była za. Oficjalnie wiadomo, że Pan Bóg nad zwaśnionymi czuwał i tak pokrzyżował szyki niepożądanemu gościowi, że ten nie mógł zdążyć na czas i do spotkania nie doszło. Tymczasowo sprawy rozwiązały się same. Problem jednak pozostał i pewnie nieraz jeszcze da o sobie znać. To niebanalne zdarzenie zmusza, by na nowo przemyśleć, jakie kompetencje w dziedzinie wychowania i edukacji przysługują rodzinie i szkole i jakie na styku tych dwu instytucji rodzą się napięcia. Po pierwsze zaprotestowali rodzice przeciwko takim działaniom szkoły, które kłóciły się z ich systemem wartości, z ich poglądami politycznymi. I trudno w tym miejscu rodzicom odmówić słuszności. Pierwszym i najważniejszym wychowawcą jest i musi pozostać rodzina, działania wychowawcze szkoły mają wspierać ją w tym zakresie. Dzieci i młodzież nie są własnością państwa (ani tym bardziej szkoły) i państwo poprzez szkołę nie może narzucać rodzinie modelu wychowania, który kłóciłby się z systemem wartości rodziny, nie tylko zresztą tak zwanego wychowania obywatelskiego, ale także na przykład tak kontrowersyjnego wychowania seksualnego. Dlatego w tym kontekście niepokojąco zabrzmiały słowa wicedyrektora kutnowskiego liceum: “nasza młodzież jest otwarta na sprawy Unii Europejskiej, nie zgadzamy się z protestem”. Tu nie ma nic do rzeczy otwarcie czy zamknięcie młodzieży na sprawy Unii, tu chodzi o uszanowanie woli rodziców. Szkoła jest tylko placówką usługową, zleceniodawcami i płatnikami są rodzice (niestety za pośrednictwem budżetu państwa) i wobec nich szkoła ponosi odpowiedzialność. Tak przynajmniej powinno być w normalnym ustroju. Ale że ustrój u nas nie jest do końca normalny, stąd musimy “bohatersko przezwyciężać trudności nieznane w żadnym innym ustroju”, jak mawiał śp. Kisiel. Dlatego jest też druga strona całego zajścia, która stawia je w jeszcze innym świetle. Z doniesień prasowych wynika, że zaprotestowała tylko część rodziców. Można stąd wnosić, że reszta rodziców nie miała wobec spotkania ich dzieci z politykiem żadnych zastrzeżeń, że uznała je za wartościowe, pożądane. Jak wobec tego pogodzić wolę jednych z wolą drugich? To oczywiście niezbyt trudne zadanie dla obrotnego dyrektora szkoły. Trudno byłoby się zgodzić z żądaniem całkowitego zamknięcia szkół przed polityką i politykami. Różne aspekty polityki po prostu obecne są w programie wielu przedmiotów, od historii poczynając, na wiedzy o społeczeństwie kończąc. Nie można odseparować młodzieży od istotnych spraw życia społecznego, bo w tym życiu młodzież powinna aktywnie uczestniczyć, a nie biernie z boku je obserwować, nierzadko z piwkiem w ręku. Trzeba tylko zaoferować młodzieży szerszą być może ofertę, która nie będzie naznaczona piętnem jednostronnej indoktrynacji, a stworzy szansę autentycznego wyboru, zawsze zgodnie z wolą rodziców. Bardzo dobrze wybrnęła z tego problemu płocka Jagiellonka. Młodzież wysłuchała rzeczowych argumentów przeciw akcesji, które przywiózł tu polityk prawicy Janusz Korwin-Mikke, dano też szansę młodzieży na wysłuchanie argumentów nakłaniających do akcesji, które zaprezentował polityk lewicy, sam Prezydent Aleksander Kwaśniewski. Konfrontacja argumentów “za” i “przeciw” stwarza chyba właściwe podwaliny pod kształcenie samodzielnego myślenia i uczy dokonywać wyborów. Jednostronnej agitacji natomiast zawsze będzie towarzyszył niemiły swąd politykierstwa, niezależnie od tego, czy będzie dziełem polityka, czy aktora. I łatwo da się jako taki zdemaskować.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze