Reklama

Politycy w szkole

08/05/2003 14:37

Zbliża się referendum, politycy coraz częściej pukają do szkół albo wysyłają tam różnych emisariuszy, na przykład aktorów, którzy mają nakłonić młodzież do głosowania na “tak”. Zdarza się, że rodzice protestują.Przykład z lokalnego podwórka znakomicie ilustruje nowy społeczny problem: zezwalać czy nie zezwalać politykom na spotkania z młodzieżą w szkołach? Część rodziców młodzieży uczącej się w I LO im. H. Dąbrowskiego w Kutnie zaprotestowała przeciwko zaproszeniu do szkoły na spotkanie z młodzieżą polityka Unii Wolności Władysława Frasyniuka. Może rodziców przestraszył fakt, że dyskusja miała w jednostronny tylko sposób przekonywać, “dlaczego chcemy przystąpić do Unii Europejskiej”. Dyrekcja mimo to była za. Oficjalnie wiadomo, że Pan Bóg nad zwaśnionymi czuwał i tak pokrzyżował szyki niepożądanemu gościowi, że ten nie mógł zdążyć na czas i do spotkania nie doszło. Tymczasowo sprawy rozwiązały się same. Problem jednak pozostał i pewnie nieraz jeszcze da o sobie znać. To niebanalne zdarzenie zmusza, by na nowo przemyśleć, jakie kompetencje w dziedzinie wychowania i edukacji przysługują rodzinie i szkole i jakie na styku tych dwu instytucji rodzą się napięcia. Po pierwsze zaprotestowali rodzice przeciwko takim działaniom szkoły, które kłóciły się z ich systemem wartości, z ich poglądami politycznymi. I trudno w tym miejscu rodzicom odmówić słuszności. Pierwszym i najważniejszym wychowawcą jest i musi pozostać rodzina, działania wychowawcze szkoły mają wspierać ją w tym zakresie. Dzieci i młodzież nie są własnością państwa (ani tym bardziej szkoły) i państwo poprzez szkołę nie może narzucać rodzinie modelu wychowania, który kłóciłby się z systemem wartości rodziny, nie tylko zresztą tak zwanego wychowania obywatelskiego, ale także na przykład tak kontrowersyjnego wychowania seksualnego. Dlatego w tym kontekście niepokojąco zabrzmiały słowa wicedyrektora kutnowskiego liceum: “nasza młodzież jest otwarta na sprawy Unii Europejskiej, nie zgadzamy się z protestem”. Tu nie ma nic do rzeczy otwarcie czy zamknięcie młodzieży na sprawy Unii, tu chodzi o uszanowanie woli rodziców. Szkoła jest tylko placówką usługową, zleceniodawcami i płatnikami są rodzice (niestety za pośrednictwem budżetu państwa) i wobec nich szkoła ponosi odpowiedzialność. Tak przynajmniej powinno być w normalnym ustroju. Ale że ustrój u nas nie jest do końca normalny, stąd musimy “bohatersko przezwyciężać trudności nieznane w żadnym innym ustroju”, jak mawiał śp. Kisiel. Dlatego jest też druga strona całego zajścia, która stawia je w jeszcze innym świetle. Z doniesień prasowych wynika, że zaprotestowała tylko część rodziców. Można stąd wnosić, że reszta rodziców nie miała wobec spotkania ich dzieci z politykiem żadnych zastrzeżeń, że uznała je za wartościowe, pożądane. Jak wobec tego pogodzić wolę jednych z wolą drugich? To oczywiście niezbyt trudne zadanie dla obrotnego dyrektora szkoły. Trudno byłoby się zgodzić z żądaniem całkowitego zamknięcia szkół przed polityką i politykami. Różne aspekty polityki po prostu obecne są w programie wielu przedmiotów, od historii poczynając, na wiedzy o społeczeństwie kończąc. Nie można odseparować młodzieży od istotnych spraw życia społecznego, bo w tym życiu młodzież powinna aktywnie uczestniczyć, a nie biernie z boku je obserwować, nierzadko z piwkiem w ręku. Trzeba tylko zaoferować młodzieży szerszą być może ofertę, która nie będzie naznaczona piętnem jednostronnej indoktrynacji, a stworzy szansę autentycznego wyboru, zawsze zgodnie z wolą rodziców. Bardzo dobrze wybrnęła z tego problemu płocka Jagiellonka. Młodzież wysłuchała rzeczowych argumentów przeciw akcesji, które przywiózł tu polityk prawicy Janusz Korwin-Mikke, dano też szansę młodzieży na wysłuchanie argumentów nakłaniających do akcesji, które zaprezentował polityk lewicy, sam Prezydent Aleksander Kwaśniewski. Konfrontacja argumentów “za” i “przeciw” stwarza chyba właściwe podwaliny pod kształcenie samodzielnego myślenia i uczy dokonywać wyborów. Jednostronnej agitacji natomiast zawsze będzie towarzyszył niemiły swąd politykierstwa, niezależnie od tego, czy będzie dziełem polityka, czy aktora. I łatwo da się jako taki zdemaskować.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości