Czy w Płocku mieszkają wielbiciele golfa? Na to pytanie chyba mało kto zna odpowiedź. Nawet jeśli są, to by grać, muszą szukać pól w okolicach Warszawy. Do tej pory sporo się mówi, że na pięknych mazowieckich terenach dałoby się pole golfowe zrobić, ale szczegółów brak.Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że pierwsze pole golfowe w okolicach Płocka powstanie na terenie gminy Łąck. – Prowadzimy rozmowy z kilkoma zainteresowanymi grupami – tłumaczy Zbigniew Białecki, wójt gminy Łąck. – Nie chcemy podejmować decyzji zbyt pochopnie, bo nie wyobrażam sobie, żeby dziś była mowa o polu golfowym, a za kilka lat na tym terenie powstałoby coś zupełnie innego. Musimy mieć pewność, że jest zainteresowany zbudowaniem takiego właśnie obiektu. Rozmawiamy z grupami ze Szwecji, z Duńczykami, Niemcami i Francuzami, a nawet z grupą biznesmenów z Poznania.
Rozmowy dotyczą terenu należącego do Państwowego Stada Ogierów, leżącego po lewej stronie za kościołem, o powierzchni około 220 ha. Jest jeszcze inny teren, którym inwestorzy są zainteresowani. To Wicentów, teren w pobliżu rezerwatu przyrody, wspaniale ukształtowany. Z tym terenem jest trochę problemów, bo ziemia należy do rolników. Istnieje taki pomysł, by rolnicy byli jedną ze stron, która aportem wnosi tereny do spółki budującej pole golfowe. Na razie jednak nie wiadomo, czy takie rozwiązanie miałoby szansę powodzenia.
Pola golfowe na pewno przyciągnęłyby do Łącka pewną grupę ludzi, którzy zechcieliby wypoczywać na tym terenie. A jest prześliczny z jeziorami i lasami. Na dodatek natura wykonała połowę roboty, kształtując go tak, by mógł spełniać swoją rolę.
Temat pola golfowego w Łącku nie jest nowym pomysłem. W strategii rozwoju gminy zaznaczono, że lokalizacja na terenie Stada Ogierów byłaby doskonałym rozwiązaniem. – Zanim powiemy tak dla którejś z grup, musimy mieć 100 % pewność, że inwestor zrobi na tym terenie właśnie pole golfowe – wyjaśnia wójt. – Bez gwarancji nie będzie decyzji.
Pole mogłoby przyciągnąć bogatych turystów do gminy, ale najpierw trzeba zagospodarować odpowiednio brzegi jezior. Póki co jest to niemożliwe, bo jeziora należą do Skarbu Państwa. W praktyce wygląda to tak, jakby nie było właściciela. No, nie do końca. Pieniądze każdy by chciał brać, ale dbać o czystość i odpowiednie zagospodarowanie, nie ma komu.
W gminie już przystępują do tego, by opracować szczegółowy plan zagospodarowania terenu wokół Jeziora Zdworskiego. Chodzi o uporządkowanie 2-kilometrowego pasa. – Mam nadzieję, że będzie to pierwszy krok do komunalizacji tych terenów – mówi Z. Białecki. – Obecni zarządcy działają tak, jak im się podoba, a zwykle nie ma to nic wspólnego z dobrem gminy, jej mieszkańców i turystów. Mam nadzieję, że doczekam się czasów, kiedy będą to tereny gminne, a wtedy mogę pani obiecać, że nigdzie nie będzie ani papierka. Turyści będą chętnie tu odpoczywać.
Na razie mieszkańcy okolicznych domów skarżą się, że wakacje to dla nich była gehenna. – „Na szczęście lato się skończyło, bo to co dzieje się w weekendy w Grabinie, to woła o pomstę do nieba. Przez całe dnie, nawiedzony „diskdżokej” lub „kaowiec” na plaży Patelnia, będącej w zarządzie Zakładu Energetycznego, dręczy całą okolicę hałaśliwą muzyką, którą słychać przy zamkniętych oknach w odległości ponad kilometra od plaży. Rozumiem, że to jest dla turystów, ale oni chyba nie są głusi. Tymczasem my nie możemy w domach normalnie rozmawiać. Mamy dosyć weekendów. Ale to nie jedyny nasz problem. Chodzi także o drogę dojazdową do Grabiny. Na całym odcinku od szosy Płock – Gostynin obowiązuje zakaz zatrzymywania się, ale jest stale lekceważony. Samochody parkują wszędzie, w lesie, na chodniku, na poboczu, skutecznie utrudniając ruch pieszy i kołowy. Do tego dochodzi problem śmieci, które są zostawiane wszędzie. Mam nadzieję, że w przyszłym roku coś się poprawi. Może pojawi się patrol policyjny, który wlepi kilka mandatów albo wywiezie parę zawalidrogów na lawecie. Może też założyć kilka blokad. Może „letnicy” zostawią po sobie porządek, a nie sterty śmieci i wreszcie będę mógł w sobotę wyjść do ogrodu, by porozmawiać z rodziną, nie będąc zagłuszony przez „przeboje” – napisał do Tygodnika Płockiego mieszkaniec Grabiny Jerzy L.
Taka wizja, jakiej pragnąłby mieszkaniec Grabiny jest chyba na razie niemożliwa. Być może jednak uda się tak zagospodarować brzegi jezior, by umożliwić spokojny wypoczynek tym, którzy przyjeżdżają w te okolice po to, by wypocząć, a nie głuchnąć. Na właścicieli i zarządców plaż na razie nikt nie ma sposobu. Każdy walczy o swoje dojście do wody i robi tam co chce, nie bacząc na innych.
Do przyszłego roku może się coś zmienić. Wójtowi gminy marzy się, by przy pomocy płockich parlamentarzystów doprowadzić do komunalizacji jezior. Ale to zależy od sejmu. Na razie w gminie robią wszystko, by tereny stały się przyjazne dla ludzi.
Za kilka dni rozpocznie się budowa kolejnej ścieżki rowerowej. – Będzie ona prowadzić od Woli Łąckiej w kierunku Płocka do granicy gminy – dodaje wójt Białecki. – Planowana długość to około 8-9 km. W sumie przez ostatnie 4 lata wybudowaliśmy około 40 km ścieżek. Dobrze byłoby, gdyby zostały one połączone z Płockiem, by rozwiązać sprawę przejazdu przez most. Jeśli to się nie uda, to my mamy kilka ciekawych pomysłów, jak przyciągnąć do nas miłośników dwóch kółek. Być może otworzymy wypożyczalnię rowerów.
W październiku rozpocznie się budowa ronda w centrum Łącka. To też ułatwi przejazd. Pod koniec roku oddana zostanie hala sportowa. Łąck będzie żył przez cały rok.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze