stnieje czy nie istnieje „pokolenie JP2”? Jeśli tak, to gdzie można spotkać jego przedstawicieli, ile mają lat, czym wyróżniają się, jak myślą, co robią? Po raz pierwszy to nieco ekscentryczne pojęcie usłyszałem rok temu w czasie pamiętnego „wielkiego tygodnia” po śmierci Jana Pawła II. Poczułem się nieco zaskoczony, a może wręcz zaniepokojony, czy zdołałem albo czy zdołam się jeszcze do niego załapać. Taka zwyczajna tęsknota niesiona na fali emocji, które wtedy były tak mocne. Ponoć samo pojęcie funkcjonowało od wielu lat, ale zaistniało medialnie dopiero w chwili odejścia Papieża. Potem powracało jeszcze od czasu do czasu, ale chyba coraz mniej śmiało. Teraz w pierwszą rocznicę śmierci Wielkiego Papieża znowu powraca jako przedmiot dyskusji i poszukiwań. Jest zatem czy go nie ma? Nie jest to tak jednoznacznie pewne. Zbigniew Nosowski, znany publicysta katolicki, sprawę stawia jasno. „Od początku pojęcie „pokolenie JP2” miało wymiar nie tyle opisu zjawiska istniejącego, co raczej hasłowego programu na przyszłość. Mówienie o generacji JP2 było w dużej mierze, a wręcz przede wszystkim proroctwem, wyrazem pragnienia zmiany, zapowiedzią wielkich zadań, jakie stoją przed tymi, którzy utożsamiają się z nauczaniem Jana Pawła II”. A więc po trosze jest, a po trosze dopiero ma szansę zaistnieć. Nie o liczebność tu jednak chodzi, ale o fenomen przywiązania do pewnego systemu wartości, który wiąże się z osobą Ojca Świętego, a który przekracza jego samego i wiedzie jeszcze dalej. Zresztą spostrzeżenia innych obserwatorów tego zjawiska są nad wyraz zaskakujące. Kto bowiem miałby do tego pokolenia należeć? Sądzono, że chodzi przede wszystkim o ludzi młodych. Tymczasem okazuje się, że poziom utożsamienia z „pokoleniem JP2” jest w polskim społeczeństwie wysoki niezależnie od wieku, a najwyższy wśród osób najstarszych. Nie wiek i na pewno nie przynależność narodowa, ale przywiązanie do wartości głoszonych przez Papieża, akceptacja pewnego stylu życia i myślenia o życiu, poczucie pewnego rodzaju więzi z osobą Ojca Świętego, która kształtowała się przez cały długi pontyfikat i wpływała stanowczo na sposób życia, stanowią wyróżnik tego niezwyczajnego zjawiska.
I na koniec to, co chyba szczególnie ważne w myśleniu o „pokoleniu JP2”. To nie stopień akceptacji pewnych wartości utożsamianych z osobą Ojca Świętego, ale skuteczność ich publicznego reprezentowania jest najważniejszym wyznacznikiem przynależności do „pokolenia JP2”. Trzeba żywić nadzieję, że pokolenie to będzie stanowić skuteczną przeciwwagę dla programu tak aktywnego dziś w życiu społecznym i politycznym mocno lewicującego pokolenia roku 68, którego dziełem jest osławiona „rewolucja seksualna”, na fundamencie której wzrosła tak mocno krytykowana przez Jana Pawła II cywilizacja śmierci. Przed „pokoleniem JP2”, które, jak się często podkreśla, zobaczyło w zmarłym Papieżu swojego ojca i proroka, stoi dziś niewyobrażalnie trudne zadanie powstrzymania tej lawiny negatywnych zjawisk uznawanych za pozytywne standardy tej cywilizacji, takich choćby, jak nieograniczone przyzwolenie na aborcję, legalizacja związków jednopłciowych, eutanazja, eksperymenty na ludzkich embrionach. Nie śmierć, ale jej pokonanie ku nowemu życiu stanowi tu właściwą miarę dla godności człowieka. O czym tak mocno będą nam przypominać nadchodzące święta, do których przez pierwszą rocznicę swego odejścia Papież tak pięknie nas przygotował.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze