Reklama

Poezja, która boli

28/07/2015 11:22
Lech Franczak jest autorem 20 książek poetyckich o bardzo różnorodnej tematyce. Ostatnie tomiki jego wierszy odnoszą się do najważniejszych wydarzeń z naszej historii najnowszej, które odcisnęły piętno nie tylko na losach narodu, ale także na życiu poszczególnych osób. Autor również należy do pokolenia „naznaczonych historią”. W tomie Nieśmiertelni wołają z Wołynia zmaga się z dramatycznymi doświadczeniami polskiej społeczności żyjącej na Wołyniu, które były udziałem jego i jego rodziny. To bardzo trudny i bolesny temat, ale jak zaznacza autor: „poezja pragnie być głosem tych, którzy zostali zgładzeni tylko dlatego, że byli Polakami, czerpie z pamięci rodzinnej i relacji świadków, co daje jej moc duchową”. Jest poezją – świadectwem i jednocześnie poezją – oczyszczeniem. Tomik ukazał się w 72. rocznicę rzezi wołyńskiej.
Lech Franczak urodził się w 1939 roku w Gurowie na Wołyniu. Cudem uniknął rzezi, jaką ukraińscy nacjonaliści zgotowali miejscowym Polakom. Dzieciństwo spędził w Hrubieszowie, gdzie zamieszkali dziadkowie. Pod koniec lat 50. wraz z rodzicami przeniósł się do Leszna. W Szczecinie skończył Technikum Wychowania Fizycznego, w Płocku – Studium Nauczycielskie. Pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego w Zespole Szkół Zawodowych FMŻ. Po ukończeniu studiów na warszawskiej Akademii Wychowania Fizycznego dołączył do grona pedagogicznego LO im. Władysława Jagiełły, gdzie był również trenerem zawodników piłki ręcznej i badmintona. W 2015 roku otrzymał Srebrny Medal Za zasługi dla Polskiego Ruchu Olimpijskiego.
Lech Franczak współtworzył Grupę literacką „Gościniec”. Należy do Związku Literatów Polskich. Jest laureatem wielu konkursów. Zdobył m.in. I nagrodę w ogólnopolskim konkursie „O statuetkę Apostoła Narodów”. Za wiersze o tematyce olimpijskiej Bieg nad Olimpią został wyróżniony przez Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie.
Najnowszemu tomikowi patronuje Zygmunt Rumel – oficer i zdolny poeta, którego wiersze doceniali Leopold Staff i Jarosław Iwaszkiewicz. Jemu dedykowany jest utwór tytułowy – Nieśmiertelni wołają z Wołynia. Jako oficjalny delegat Rządu RP, 28-letni Rumel został wysłany na rozmowy z nacjonalistami ukraińskimi z OUN-UPA na Wołyń. Pojechał tam razem z posłem Krzysztofem Markiewiczem. Obydwaj, wraz z woźnicą, zostali zamordowani. Publikację rozpoczyna przedmowa, która wprowadza historyczny rodowód wierszy. Znajdziemy w niej daty, nazwy spalonych wsi, autentyczne nazwiska zamordowanych. Są tam również fragmenty świadectw ocalałych, które autor cytuje w dalszej części (relacja Szczepana Siekierki ze Stowarzyszenia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu, relacja Władysława Kobylańskiego). Wstrząsającym opisom dodaje swoje wspomnienia: Sączenie nienawiści nastąpiło w początkach 1943 roku na Wołyniu, który był moim krajem ojczystym. (...) Moja matka miała oczy otwarte. Ona była dobrą obserwatorką ówczesnego życia na Wołyniu. Wiedziała o zebraniach przeprowadzanych w izbach szkolnych na cztery dni przed rzezią. Mówiono o wymordowaniu wszystkich Polaków. Podawano nawet zakres mordu: wyrżnąć Lachów aż do siedmiu pokoleń, nie wyłączając tych, którzy nie mówią już po polsku. Nieco wcześniej w cerkwiach miała miejsce „sakralizacja” narzędzi mordu – poświęcenie ich wodą święconą. Święcono również bochenki chleba pełniące funkcje wici posyłanych jako znak rozpoczęcia akcji. (...) W moim rodzinnym Gurowie było podobnie. W sercu wsi odbywała się rzeź, bandyci wpadali do chałup, zabijali po kolei także dzieci. Robili to siekierami i widłami i czym popadło. Część opornych zabrali do szkół, stodół i kuźni (...) Polaków zaatakowano w lipcu i sierpniu w około stu miejscowościach powiatu włodzimierskiego, horochowskiego i zdołbunowskiego. Atakowali członkowie UPA – tak zwani banderowcy i bulbowcy, wspomagani przez uzbrojone grupy chłopów ukraińskich. Szczególnie perfidne były ataki na niedzielnych mszach świętych, gdzie w dużej liczbie spotykali się Polacy – mieszkańcy danej wioski. Oprawcy wpadali do kościoła i zabijali wszystkich. Nie było się gdzie schronić. Ocalenia zdarzały się rzadko. Na Wołyniu zamordowano około 70 tysięcy Polaków. 400 Ukraińców zapłaciło śmiercią za pomaganie swoim polskim sąsiadom. Dzięki tym, którzy ratowali Polaków, ostrzegając ich przed napadami UPA, pomagając tworzyć kryjówki, opatrując rannych czy dostarczając jedzenia, przeżyło kilka tysięcy osób.
nigdy nie rozumiałem tych którzy przychodzili/ do drugiego człowieka aby go zamordować/dla takich co zabijali nie liczył się wiek ofiar/ głosili – kąkol to Lachy pszenica to Ukraińcy – czytamy w wierszu Symbol który boli. Znany motyw z obrazu Józefa Chełmońskiego użyty został jako szczególnie przemawiająca do wyobraźni metafora: chłopcy z kresowych pejzaży jak u Chełmońskiego/umierali przebijani widłami na rękach matek/których miłość wielka z bólem się bratała/w pamięci woła popiół niewystygły/by wzorce barbarzyńców nie znalazły miejsca/gdzie mogłyby się ukryć i zostawić ślady krwawe (Chłopiec z obrazu Chełmońskiego). Pozornie zwyczajne „opowiadanie” o sukience podarowanej córce przez ojca ma zaskakującą puentę (Z opowieści córki. Jedwabna zdobycz).
Wszystkie wiersze w tomiku zwracają uwagę na problem pamięci i pojednania. Autor pisze: „marzę o pojednaniu na fundamencie prawdy”, ale podkreśla, cytując słowa swojego ojca, że nie będzie przyszłości bez pamięci o minionych dramatycznych wydarzeniach. Tomik Nieśmiertelni wołają z Wołynia wydało wydawnictwo „Korepetytor”. Opracowanie redakcyjne: Zbigniew Chlewiński. Skład komputerowy i projekt okładki: Arkadiusz Grzeszczak. Zdjęcia pochodzą z książki Żywa historia ks. T. Isakowicza-Zaleskiego.
Lena Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości