Reklama

Podobno są niczyje

14/10/2004 17:41
Wystarczy być mieszkańcem Stróżewka, Rogozina czy Maszewa, żeby coraz częściej móc obserwować następujący widok: niedaleko za miastem zatrzymuje się samochód osobowy na płockich numerach rejestracyjnych, kierowca wyrzuca z niego psa i odjeżdża. Pies biegnie za samochodem, póki starczy mu tchu, wreszcie rezygnuje. Albo inaczej: samochód podjeżdża pod przystanek autobusowy, kierowca wyprowadza psa, którego następnie przywiązuje do słupka i odjeżdża w siną dal. Potem ze statystyk prowadzonych przez służby weterynaryjne jasno wynika, że w ostatnim czasie wzrosła liczba pokąsań ludzi przez psy, podobno niczyje. W lesie koło Srebrnej niedawno znaleziono psa... w worku. Worek zazwyczaj przyporządkowany jest kotom – one też, pozostawione same sobie, potrafią pokąsać z głodu i z rozpaczy. Kilka tygodni temu w Maszewie Dużym na oczach ludzi stojących na przystanku KM właściciel samochodu dobrej marki wysypał z worka kilka małych kotów. I psy, i koty, jeśli nie mają szczęścia i nie zostaną przygarnięte, mogą stać się agresywne.
Ze statystyk powiatowego lekarza weterynarii w Płocku wynika, że w ostatnim czasie znacznie wzrosła liczba pokąsań przez psy, dużo rzadziej gryzą koty. Jeśli pies nie był szczepiony (a w przypadku psa bezpańskiego nie można tego ustalić), musi zostać poddany 15-dniowej obserwacji przez lekarza weterynarii. W tym roku weterynarze przeprowadzili 217 obserwacji zwierząt (w tym 205 psów i 12 kotów), które pokąsały człowieka, aby wykluczyć wściekliznę. W przypadku psów, o których mowa, budżet państwa kosztuje to 120 zł: – Efektem tak dużej liczby pokąsań jest nieodpowiedzialne zabezpieczenie psa przez właściciela – pies był bez smyczy i bez kagańca, ale również zwykła ludzka nieodpowiedzialność – drażnienie psa i nieodpowiednie z nim postępowanie oraz bezdomność zwierząt – mówi Jacek Gruszczyński, powiatowy lekarz weterynarii w Płocku. – Żadne z obserwowanych zwierząt nie było chore na wściekliznę, ale koszty obserwacji są niebagatelne. Uważam, że problemem bezdomnych psów powinny bardziej energicznie zająć się samorządy gminne.
A gminy są między młotem a kowadłem. Jeśli na swoim terenie widzą bezdomnego psa, mają obowiązek go odłowić i dostarczyć do schroniska, albo zapłacić za to oraz za miesięczny pobyt psa w schronisku – łącznie może to być nawet 800 zł (jeden dzień pobytu w schronisku kosztuje 20 zł): – Więcej się płaci za pobyt bezdomnego psa w schronisku niż daje zapomogi podopiecznemu. A to znaczy, że pies jest droższy od człowieka – ubolewa Janina Góral, sekretarz gminy w Słupnie. Mimo to psy, których właścicieli nie można w żaden sposób ustalić są odławiane i trafiają do płockiego schroniska. – Bezpańskie psy to już plaga – dodaje sekretarz.
Gryzą ze strachu
Plaga w Słupnie i plaga w gminie Stara Biała. W podpłockim Maszewie strach rano iść na autobus, bo nawet liczące kilkanaście psów, zachowują się mało przyjaźnie: – W 99% pies gryzie ze strachu – mówi Jerzy Okoński, przewodniczący płockiego oddziału Związku Kynologicznego. – Agresywne zachowanie może zdarzyć się na przykład wówczas, gdy kiedyś został nakarmiony przez kobietę, która wyszła ze sklepu i coś z siatki dała psu do jedzenia. Potem on się nauczył, że siatka z zakupami oznacza jedzenie. Potem zdarza się, że idzie za kimś innym, kto też niesie zakupy i liczy na to, że coś dostanie. Nie dostaje, osoba odgania psa, wymachuje siatką, pies zaczyna się bać i może się stać agresywny – wyjaśnia kynolog.
Zdarza się, że do kynologa przychodzi młody mężczyzna, który życzy sobie, żeby jego psa nauczyć atakowania ludzi, ale to jest już niebezpieczne ekstremum. Tak wytresowany pies jest podobno groźniejszy od broni. W większości przypadków pies, przyzwyczaja się do życia w stadzie, czyli w rodzinie. W okolicach 6 miesiąca życia wybiera sobie jednego rodzica i do niego przywiązuje się do końca swych dni. Można go jeszcze przemieścić do jednego roku życia, po tym czasie zmianę otoczenia i opiekuna odbiera jako traumę, jest zagubiony. Ale może być szczęśliwy, jeśli po zamierzonym wyrzuceniu z domu znajdzie nowego, odpowiedzialnego właściciela: – Wprost masowo trafiają do nas psy wywożone przez mieszkańców Płocka. Czasowo je przygarniamy, karmimy, szczepimy, leczymy, po jakimś czasie dobrzy ludzie zabierają je do swojego domu – relacjonuje pracownik DPS w Brwilnie. Najwięcej bezpańskich psów błąka się w tej okolicy w tzw. lesie brwileńskim, w okolicach Murzynowa, na pętli autobusu linii 23. Kiedyś można tam było spotkać psa, który w tym miejscu został wyrzucony i... czekał na właściciela. Na szczęście dla niego znalazł się nowy, lepszy pan.
„Powodzeniem” cieszy się także przystanek autobusowy w Rogozinie: – Najwięcej psów jest tam zostawianych przed wakacjami – mówi wójt Radzanowa Tadeusz Pokorski. – Generalnie jednak zjawisko porzucania psów się potęguje. Niestety, trzeba powiedzieć, że to sprawka płocczan.
Tych, którym znudził się dotychczasowy przyjaciel. Albo dziecko, które do tej pory marzyło o psie, nie chce się już nim zajmować. Albo ktoś w domu ma alergię na psią sierść. Sławomir Wawrzyński, wójt gminy Stara Biała często jest informowany przez mieszkańców gminy o wyrzucaniu psów z samochodów, które potem szybko odjeżdżają: – W ciągu roku z terenu gminy do schroniska trafia od kilku do kilkunastu psów, to bardzo duże koszty. Ludzie nie rozumieją, że pies to nie przedmiot. Porzucanie psów jest narastającym problemem, zwłaszcza, że wiele z nich to mieszańce, po których nie wiadomo, czego można się spodziewać.
W każdym przypadku udowodnić można jedno – brak ludzkiej odpowiedzialności: – Każdy właściciel psa jest za niego odpowiedzialny. Jeśli nie chce już go mieć, powinien komuś oddać. W ostateczności pies może trafić do schroniska. Kilka dni temu znaleźliśmy psa przywiązanego do drzewa niedaleko schroniska – słyszymy od Grażyny Pełki, kierownika płockiego Schroniska dla Psów przy ul. Parowej.
Jeśli w Płocku ktoś zostanie ugryziony przez psa, może zgłosić to Straży Miejskiej. Stamtąd, z woli poszkodowanego, sprawa może trafić do Sądu Grodzkiego – kara może wynieść do 250 zł. Straż Miejska może wystawiać 200-złotowy mandat za psa, który jest bez smyczy i bez kagańca. Jeśli pies nie ma właściciela, pies mandatu nie zapłaci, ale problem pozostaje.
Niehumanitarny proceder porzucania psów nie ustanie, dopóki ich właściciele nie zrozumieją, że pies to nie przedmiot i nie można go wyrzucić do kosza, czyli do lasu.
Elżbieta Grzybowska
Fot. (m)


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości