Reklama

Rozmowa z Bartkiem Dębickim, płocczaninem, kapitanem reprezentacji Polski w Socca, czyli piłce nożnej 6-osobowej, zawodnikiem Bartist Toruń po mistrzostwach świata w Omanie

Z Bartkiem Dębickim, płocczaninem, kapitanem reprezentacji Polski w Socca, czyli piłce nożnej 6-osobowej, zawodnikiem Bartist Toruń rozmawia Jola Marciniak

Przed laty byłeś zawodnikiem 11-osobowej piłki nożnej. Jak to się stało, że trafiłeś do piłki 6-osobowej?

Do piłki 6-osobowej trafiłem 10 lat temu. W Płocku istniała liga PlayAreny, moi znajomi grali w jednej z drużyn i ktoś zapytał, czy nie pograłbym z nimi. Mój debiut przypadł na ogólnopolski turniej w 2014 roku. Zacząłem grać, zainteresowałem się tą dyscypliną, a w 2015 roku trafiłem do reprezentacji Polski, w której gram od tamtej pory i pełnię funkcję kapitana drużyny.

Na przełomie listopada i grudnia razem z drużyną występowałeś na mistrzostwach świata w Omanie. To nie były Twoje pierwsze mistrzostwa...

Reklama

Od 2018 roku należymy do International Socca Federation, która co roku organizuje mistrzostwa świata. Ja jeżdżę od początku, czyli to są moje piąte mistrzostwa. W 2018 i 2019 roku zdobywaliśmy srebrne medale, potem była covidowa przerwa, w 2022 stanęliśmy na najniższym stopniu podium, a w 2023 odpadliśmy po meczu z Brazylią, czyli ówczesnym mistrzem świata po rzutach karnych.

Mistrzostwa w 2024 roku były w Omanie. Kompletna egzotyka.

Najpierw polecieliśmy do Abu Zabi, tam przenocowaliśmy i następnego dnia rano wyruszyliśmy autokarem do stolicy Omanu – Muskatu. Podróż miała trwać pięć godzin, ale trwała osiem. Dotarliśmy na miejsce w niedzielę, a pierwszy mecz mieliśmy w poniedziałek. Różnica czasu jest niewielka, klimat też nam odpowiadał, więc zaczęliśmy zawody w dobrych nastrojach. Pierwszy mecz zagraliśmy z Francją, w barwach której grał były reprezentant Polski  Ludovic Obraniak oraz słynny Djibril Cissé. Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie i wygraliśmy 3:1. Zwykle radziliśmy sobie z tym zespołem, ale teraz trochę się obawialiśmy, bo skoro został wzmocniony znanymi piłkarzami, to pozostali też będą wyższej klasy. Nie była to słaba drużyna, wręcz przeciwnie, ale to my byliśmy mocniejsi. Drugi mecz był z Turcją, wygraliśmy 7:0, choć wynik nie odzwierciedla tego, co działo się na boisku, mogliśmy wygrać wyżej. Trzecim przeciwnikiem było Tahiti. Rywal miał problemy z dotarciem na mistrzostwa. Czekaliśmy na nich, a potem wygraliśmy 4:1. W tym spotkaniu zdobyłem dwie bramki. Ostatni pojedynek w grupie zagraliśmy z Pakistanem. Byliśmy już pewni pierwszego miejsca w grupie, trener dał pograć zmiennikom, ale i tak wygraliśmy 3:1, strzeliłem jedną z bramek.

Reklama

Cel, czyli wyjście z grupy, został osiągnięty?

Byliśmy niepokonani w grupie i w dobrym nastroju, bo rzeczywiście graliśmy bardzo fajnie, awansowaliśmy do najlepszej szesnastki. Dla wyjaśnienia, było 8 grup po 5 zespołów, czyli 40 ekip. Po dwie najlepsze wychodziły do dalszej fazy. Trafiliśmy na Egipt, który wydawał się bardzo mocny. Miał dużo indywidualności, a to ważne w tej dyscyplinie, że zawodnicy potrafią grać jeden na jednego, są dynamiczni, szybcy. Egipcjanie mieli w grupie Brazylię i przegrali tylko 1:2 po bardzo zaciętym spotkaniu. A Brazylia to były mistrz świata. Muszę nieskromnie przyznać, że mecz z Egiptem był wyśmienity w naszym wykonaniu. Wygraliśmy pewnie 6:0, a gdyby skończyło się wynikiem 10:0, to nikt nie miałby pretensji, bo mieliśmy tyle sytuacji. Ale potem było coraz trudniej. Ja od lat powtarzam, że grupa jest do przejścia, trzeba wygrać, a jak się zaczyna faza pucharowa, to wtedy trzeba zacząć grać, bo przegrany od razu odpada.

Reklama

I tym razem, niestety, nie udało się przejść rywala.

Myśleliśmy, że będziemy grać z Niemcami, bo naszym rywalem miał być zwycięzca pojedynku Niemcy – Rumunia. Ku naszemu zdziwieniu Niemcy, którzy byli lepsi w tym meczu, zaledwie zremisowali 1:1, a przegrali rzuty karne. Rumunia to przyzwoita drużyna, od lat mająca sukcesy. Niestety, jak się okazało, ten mecz był naszym ostatnim.

W tej dyscyplinie jest przepis, że czerwona kartka, tak jak w piłce 11-osobowej, wyklucza zawodnika do końca meczu. Ale kiedy w piłce 11-osobowej, zabraknie jednego zawodnika, to nie jest problem tak duży, jak w 6-osobowej, gdy na boisku zostaje w polu tylko czterech piłkarzy. My czerwoną kartkę otrzymaliśmy już w drugiej minucie meczu. To się zdarza, jest małe boisko, dużo przepychania, kolega walczył przy bramce, żeby się ustawić do podania, zastawił się rękami i niefortunnie uderzył łokciem w twarz rywala. To nie było celowe, później oglądaliśmy powtórki i nie wyglądało to na czerwoną kartkę, ale sędziowie, którzy tego nie widzieli, po wideorejestracji stwierdzili, że jest czerwona. W rezultacie przez 40 minut graliśmy w osłabieniu. Przegrywaliśmy 0:1, ale udało się wyrównać. Dopiero w 33. minucie straciliśmy bramkę na 1:2.

Reklama

Później, jakby tego było mało, sędziowie podjęli dosyć kontrowersyjną decyzję na naszą niekorzyść. Zabrzmi to śmiesznie, ale zawodnik się potknął o własne nogi. A sędziowie myśleli, że któryś z nas go kopnął i gwizdnęli faul. Nasza ławka zareagowała, jeden z kolegów dostał żółtą kartkę, czyli zgodnie z przepisami zawodnik z pola musiał zejść na dwie minuty z boiska. Zostało nas trzech przeciwko pięciu rywalom i od razu straciliśmy bramkę, było 3:1 dla Rumunii. Pod koniec meczu musieliśmy zaryzykować. Wycofaliśmy bramkarza, czyli w polu mieliśmy tyle samo zawodników, ale pustą bramkę. W 40. i 41. minucie strzeliliśmy dwie bramki i było 3-3. Chyba pierwszy raz zdarzyła się taka sytuacja. Pozostały rzuty karne, byliśmy przekonani, że już mamy wygraną, bo zrobiliśmy coś niesamowitego, doprowadzając do remisu. Ale te karne przegraliśmy i to rywale cieszyli się z awansu. A my, tak szczerze, czujemy ogromny niedosyt. Wszyscy wokół nas chwalili, dostałem dużo e-maili, SMS-ów, pochwał, że byliśmy na turnieju najlepsi, zasługiwaliśmy na złoto. Ale taki jest sport,

Jak przygotowujecie się do turniejów?

Reklama

Mamy w reprezentacji taki swój model gry. Zwykle spotykamy się dwa dni przed turniejem, żeby odbyć kilka treningów i żeby przetrenować nasze schematy. Trener wybiera zawodników i oni się dostosowują do naszego stylu gry. Na tym turnieju wszystko zagrało i wyglądało super. Pewnie gdyby nie zdarzyła się sytuacja z czerwoną kartką, to mogłoby być zupełnie inaczej, ale do nikogo nie mamy pretensji. Piłka 6-osobowa jest inna od tej 11-osobowej. Tak naprawdę nie ma tu wślizgów, ale gra jest bardzo kontaktowa, bo jest małe boisko, dużo więcej pojedynków jeden na jednego i przez to też jest więcej walki, żeby sobie wypracować lepszą pozycję. Pech chciał, że sędziowie się dopatrzyli uderzenia łokciem.

Trener reprezentacji ustala skład drużyny, obserwując zawodników na turniejach. W 2024 roku wzięliście udział w kilku takich zawodach.

Reklama

Zwykle pierwszy turniej przygotowawczy rozgrywany jest w Kaliszu, z udziałem czterech reprezentacji. W 2024 roku były to kadry narodowe: Niemiec, Francji, Anglii i Polski. Turniej rozgrywany był systemem „każdy z każdym”, w jeden dzień. Były trzy mecze, dosyć intensywne, ale można się sprawdzić, przetrenować. Turniej w 2024 roku udało nam się wygrać, w trzech meczach byliśmy lepsi od rywali. To było fajne przetarcie. Później, w październiku rozgrywaliśmy turniej klubowy – Ligę Mistrzów w Retimno na Krecie. Po zakończeniu LM mieliśmy dwudniowy turniej reprezentacji, w którym zagraliśmy my, Grecja, Włochy i Chorwacja. Na tym turnieju mieliśmy trochę inny skład, trener próbował różnych zawodników, to nie była jeszcze taka kadra docelowa, która miała jechać na mistrzostwa w Omanie. Trener miał możliwość eksperymentowania składem. No i w Retimno zajęliśmy drugie miejsce, ulegliśmy Chorwacji. Wtedy też graliśmy w formule „każdy z każdym”, czyli każda drużyna zagrała trzy mecze w grupie. Później był jeszcze mały finał i duży finał, czyli pierwszy grał z drugim w finale, trzeci z czwartym, żeby dołożyć trochę meczów. I właśnie z Chorwacją w tym finale przegraliśmy. Turniej został zorganizowany bardziej pod kątem przygotowań, a nie wyniku, który był drugorzędną sprawą.

Mistrzostwa to nie jedyne ważne zawody, w jakich startowałeś w grudniu.

Reklama

Ja i moi dwaj koledzy z reprezentacji i drużyny Bartist Toruń dostaliśmy zaproszenie do ICON League w Niemczech, którą organizował między innymi Toni Kroos. Jedną z drużyn tworzyli ludzie, którzy na co dzień działają w niemieckiej kadrze Socca. Znamy się od lat, oni doszli do wniosku, że im pomożemy. W rozgrywkach ligowych było 14 drużyn, w poniedziałki rozgrywaliśmy mecz, było 13 kolejek. Na koniec, według tabeli, pierwszych 8 drużyn kwalifikowało się do turnieju głównego, finałowego, który odbył się w Monachium 15 grudnia. Mecze obserwowało 15 tysięcy ludzi, wszystkie bilety były wyprzedane. Emocje były niesamowite, na szczęście troszeczkę sobie odbiliśmy Oman i wygraliśmy ten turniej.

Skoro wspomniałeś o Omanie, to opowiedz trochę o tym mało znanym kraju. Dali radę organizacyjnie?

Reklama

Bylem mile zaskoczony, że organizacyjnie sobie poradzili doskonale. Przed rokiem graliśmy w Essen w Niemczech, tam na trybunach był komplet, nawet ludzie czekali przed stadionem. W Omanie nie było aż takiego zainteresowania. Muszę przyznać, że nie mieliśmy chwili, żeby poznać ten kraj. Prawie cały czas spędzaliśmy na stadionie. Pojechaliśmy tylko raz do miasta po pamiątki.

Ale przygoda była wspaniała?

Przygoda była super. 30 stopni w grudniu – nie każdy może to przeżyć. Organizatorzy fajnie rozwiązali problem gorąca. Graliśmy trzy mecze od rana, o godz. 9, 10 i 11. My akurat graliśmy trzy o godz. 11, więc nie czuło się upału. Później była przerwa do godz. 15, a potem to już słońce zachodziło i im później, tym robiło się chłodniej.

Reklama

Rozmawialiśmy o roku 2024, ale to już jest historia. Jakie plany ma drużyna polskiej kadry narodowej na rok 2025?

W tym roku mamy jeszcze bardziej rozbudowane plany, bo 18 stycznia, przy okazji turnieju Stomil Cup w Olsztynie, jest też turniej Socca, w którym w różnych grupach wiekowych grają dzieci i drużyny seniorów. 16 marca będzie turniej w Kaliszu,  miasto wyraziło chęć organizowania zawodów, znaleźli się sponsorzy. To cieszy, że ludzie interesują się nie tylko piłką nożną 11-osobową, ale także 6-osobową. Wiemy, że to będzie impreza cykliczna, coroczna. Wiadomo, że będą cztery, a może sześć reprezentacji, ale jeszcze nie wiemy, które to będą drużyny. Na przełomie kwietnia i maja odbywa się turniej Euro Cup, będą to takie nieoficjalne mistrzostwa Europy w Mołdawii, w Kiszyniowie. Jest tam wybudowany mały stadion, specjalnie pod piłkę 6-osobową. Na razie nie wiadomo, czy turniej się odbędzie, sytuacja jeszcze nie jest do końca pewna, bo w Mołdawii sytuacja polityczna nie jest jasna. Czekamy na rozwój sytuacji. Jesteśmy przygotowani nawet na to, że turniej może się nie odbyć. Później mamy zaplanowany turniej na Krecie. Retimno ma podpisaną umowę na organizację Ligi Mistrzów przez trzy kolejne lata. Oczywiście może się okazać, że jeszcze jakieś turnieje dojdą. A na koniec roku najlepsi z całego świata spotkają się w Meksyku, w Cancun. Poznamy kolejne bardzo ciekawe, także turystycznie miasto.

Reklama

Jesteś nie tylko kapitanem reprezentacji Polski, występujesz także w rozgrywkach ligowych, w barwach Bartist Toruń. Z tą drużyną grasz, choćby o mistrzostwo kraju...

Oczywiście przez cały rok mamy do rozegrania turnieje ogólnopolskie, w których gramy każdy w swoich drużynach. W lipcu i sierpniu zaplanowane są turnieje ogólnopolskie, czyli Puchar Polski, mistrzostwa Polski. Mam nadzieję, że wystartujemy w tych imprezach i będziemy chcieli tam coś ugrać. Turnieje też można zaliczyć do kolejnego etapu przygotowań reprezentacji. Na zawodach zawsze jest trener reprezentacji, który ogląda zawodników, weryfikuje ich formę, czy nadal będą należeli do kadry narodowej.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 03/01/2025 13:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości