Problem występuje już od kilku lat, jednak z roku na rok staje się coraz poważniejszy. Bobry, skądinąd sympatyczne i nie zagrażające bezpośrednio człowiekowi, postanowiły budować sobie siedliska oraz wiodące do nich korytarze w wiślanych wałach.W ten sposób dość skutecznie przyczyniają się do niebezpieczeństwa powodzi. O wynikających z tego kłopotach rozmawiali: Marek Kołodziejak – dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego w Starostwie Powiatowym w Płocku, Bogumił Trębala – biegły w zakresie gospodarki wodnej, Magdalena Walewska – telewizja „Tele-Top” i Elżbieta Grzybowska – „Tygodnik Płocki”. Magdalena Walewska: Czy w naszym regionie w ogóle występują bobry? Bogumił Trębala: Tak i dużo. Oceniam, że od Wlocławka po wyszogród jest ich ponad 200 par, czyli ponad 400 sztuk. MW: Na jakiej podstawie można podać takie dane? Marek Kołodziejak: Po jesiennym przeglądzie wałów przeciwpowodziownych w 2001 r. stwierdzono 45 otworów bobrowych w wałach od Wyszogrodu do Płocka, po lewej i prawej stronie Wisły. Te wszystkie dziury zrobione przez bobry zostały zasypane, ponieważ tworzą one zagrożenie dla stabilności wałów. Na tej podstawie można stwierdzić, że skoro było 45 dziur, każda została stworzona przez jedna rodzinę bobrową. Żadne służby starostwa nie prowadziły dokładniejszych obliczeń, bo nie jest to technicznie możliwe. BT: Jedna para bobrów na jedną dziurę, plus pokolenia maluchów, które oddzielają się po czterech latach od rodziców, w sumie przypada 6-8 bobrów na jeden gon, czyli dziurę z tunelami nawet o długości 60 metrów. Wewnętrzna komora ma średnicę do dwóch metrów, jest wysoka na pół metra, wyłożona gałęziami, żeby nie sypał się piasek. Jeśli takie „mieszkanie” znajduje się w wale powodziowym, to jest on poważnie osłabiony. Elżbieta Grzybowska: Nadleśnictwo Łąck szacuje, że na terenie powiatów płockiego i sierpeckiego mieszka około 300 sztuk bobrów, w tym 170 w powiecie płockim. Oczywiście trudno to dokładnie oszacować. Bobry niewątpliwie urozmaicają płocką faunę, ale ich obecność w znacznym stopniu przyczynia się do niebezpieczeństwa powodzi. BT: W budowie wału nie przewidziano, że będzie osłabiony korytarzem o średnicy ponad pół metra (sam bóbr może mierzyć 80 cm i ważyć do 40 kg). Taka dziura tworzy bardzo duże parcie hydrostatyczne. MW: Parcie jest, dziury są, ale co starostwo z tym robi? Przypomnijmy, że bóbr jest pod ochroną. MK: Dwa razy w roku – w maju i październiku - wykonywane są przeglądy stanu technicznego wałów. W miejscu bobrzego korytarza i mieszkalnej dziury wal jest rozkopywany, po czym jakby budowany od nowa zagęszczanym piachem. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że nie wszystkie dziury odkryjemy, nie wszystkie zostaną usunięte na czas. To powoduje osłabienie wału. Szczególnie niebezpieczne jest to w momencie, kiedy może wystąpić zagrożenie powodziowe zimą, gdy będzie pochód lodu. Kiedy kra uderzy w wał w miejscu, w którym jest dziura, spowoduje przerwanie wału i zalanie terenu. EG: Miastu Płock na razie taka sytuacja chyba nie grozi. BT: Miastu nie grozi, bo w wałach na Radziwiu jeszcze tego nie stwierdzono. Pamiętajmy jednak, że bobry rozprzestrzeniły się z Jeziora Rakutowskiego. Prawie spod Włocławka zeszły już pod Wyszogród. Znajdują się na Skrwie prawej i lewej oraz bocznych, dostatecznie czystych wodach, jeżeli robią sobie gony w skarpach i nie grozi to powodzią, to ich szczęście. Najgorzej, gdy zaczyna się kolizja interesów ludzi i bobrów, co ma miejsce w przypadku działalności zwierząt w wałach. MW: Dziury można likwidować, a znajdujące się pod ścisłą ochroną bobry? BT: W Wigierskim Parku Krajobrazowym wyłapuje się bobry z miejsc, w których szkodzą, po czym wysyła sąsiednim parkom. U nas mogłyby znaleźć miejsce w Gostynińsko-Włocławskim Parku Krajobrazowym, na przykład nad Jeziorem Białym, gdzie jest dużo ryb i dużo roślinności. Kilkanaście bobrzych rodzin spokojnie może tam znaleźć swoje miejsce. MW: Czy starostwo ma do tego wyspecjalizowanych ludzi, pieniądze? MK: Starostwo nie dysponuje służbami, które zajęłyby się odławianiem bobrów. Dwukrotnie zwracaliśmy się do Ministerstwa Ochrony Środowiska, obecnie Ministerstwa Środowiska, z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu. Niestety, do tej pory nie otrzymaliśmy jakiejkolwiek odpowiedzi. BT: Doradziłbym kontakt ze służbami Gostynińsko-Wlocławskiego Parku Krajobrazowego. Oni sprowadzili bobry w nasz rejon i umieją się z nimi obchodzić. Wiem o ich kilku akcjach przesiedlania bobrów w miejsce, gdzie nie szkodzą. MK: Dobrze, że wskazał pan drogę. EG: Sugestia jest cenna. MK: Na pewno z niej skorzystamy, skontaktujemy się z Zarządem Parku i przedstawimy nasz problem, z prośbą o pomoc w ograniczeniu ilości bobrów. BT: Najistotniejsze jest usunięcie bobrów z rejonu wałów, żeby ograniczyć ich ilość. 40 dziur to jest strasznie dużo. MK: Problem polega na tym, że wały biegną w powiecie na całej długości Wisły, to jest ponad 80 km po obu stronach Wisły. Kiedy powstawał powiat, problem zaczął się najpierw pod Wyszogrodem, w Rakowie-Drwałach, gdzie stwierdzono pierwsze poważne uszkodzenia wałów. Ale bobry migrują i w ubiegłym roku odnotowano już ich występowanie na Słupiance. BT: Na Słupiance nie szkodzą, a na Wiśle bardzo. MK: Na Słupiance są w wałach wstecznych, a więc ograniczających cofkową część, kiedy woda z Wisły wchodzi w koryto Słupianki, co zapobiega wylewaniu się wody na pola. Natomiast wały Wisły ochraniają mieszkańców tzw. zawala. EG: ...gdzie znajdują się gospodarstwa rolne. MK: I to jest już bezpośrednie zagrożenie dla życia ludzi. EG: Na Skrwie także nie wyrządzają szkód. Na Wiśle nie są zresztą jedynymi winowajcami, które uszkadzają wały. MK: Wały uszkadzają piżmaki, krety, myszy. Winowajców jest wielu. BT: Ludzie też, na przykład polując na krety. EG: Również ludzie, którzy pędzą po wałach bydło. MK: Z jednej strony służby przeciwpowodziowe robią wszystko, żeby wały utrzymać w dobrym stanie technicznym i chronić ludzi mieszkających za wałami, natomiast ci, którzy powinni także dbać o stan techniczny wałów, niestety je niszczą. Na przykład nie korzystają ze specjalnie utwardzonych przejść przez wały. Bydło pędzone bywa przez nieuzbrojony wał. BT: Jeśli na dodatek współpracuje krowa z kretem, to już jest klops. MK: Wały są niszczone i osłabiane. MW: Jak często w roku naprawia się zniszczenia w wałach? MK: Praktycznie po kontrolach w maju i październiku. Po całościowym rozkopaniu praktycznie następuje budowa wału od początku, a więc nawożenie piachu, zagęszczanie. Są to duże pieniądze i duży nakład pracy. MW: Czy największe szkody są jednak dziełem bobrów? BT: Przy tej liczebności to jeszcze nie, piżmaki jednak bardziej uszkadzają wał. Znam trzy siedliska piżmaków, gdzie dość często bywały z nimi kłopoty. MK: Trudno mi powiedzieć, czy dziura jest dziełem bobra, czy piżmaka. Problemy narastają, coraz więcej stwierdzamy dziur i coraz więcej jest ich usuwanych. BT: W roku 1928 na terenie ówczesnej Polski było 235 sztuk bobrów, a dzisiaj przekroczony został stan 10 tysięcy sztuk. MW: Bobry są ładne. EG: ...i sympatyczne. BT: I cenne. MW: Tylko żeby wałów nie niszczyły. BT: Proponuję cofać je do parku. EG: Jest nadzieja na zgodną koegzystencję człowieka i bobra. MK: Pod warunkiem, że skoordynowana akcja przenosin bobra nie będzie jednorazowa, ponieważ bobry migrują i kilka lat po odłowieniu okaże się, że wróciły. Nie może to być jednorazowe działania. MW: Miejmy nadzieję, że te akcje będą powtarzane i uda się przenieść bobry. BT: I że znajdą się na to i środki, i chęci. Zanotowała (eg) Fot. D. Ossowski Zapraszamy na kolejne wydania programu „Kamera i Literą”. Emisja telewizyjna odbywa się w każdy poniedziałek o godz. 17.45, pisemną relację z nagrania zamieszczamy we wtorkowym numerze „TP”.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze