Okazuje się, że służby zajmujące się ochroną środowiska w regionie płockim, głównie płocka filia Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, ma znacznie mniej problemów związanych z ingerencją w środowisko przemysłu petrochemicznego, niż z małymi, lokalnymi firmami i zanieczyszczeniem akustycznym.Bywa, że stwarzają one bardzo uciążliwe sytuacje dla lokalnej społeczności, a przepisy prawne nie pozwalają WIOŚ na szybką i skuteczną ingerencję w ich działalność. Natomiast z nutą optymizmu można przyjąć wiadomość, że stan naszego środowiska naturalnego ulega poprawie. O kwestiach związanych z ochroną środowiska z Andrzejem Hasą - kierownikiem płockiej Delgatury WIOŚ rozmawiały Jolanta Głowacka z Telewizji “Tele Top” i Elżbieta Grzybowska z “Tygodnika Płockiego”. Jolanta Głowacka: Czym zajmuje się Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska i jaki jest zasięg jego działania? Andrzej Hasa: Inspekcja ochrony środowiska prowadzi działania kontrolne w zakresie przestrzegania prawa w ochronie środowiska. Mówimy o prawie przez duże P, realizowanego przez ustawy , rozporządzenia Rady Ministrów, Ministra Środowiska, jak również o tym prawie, które jest stanowione lokalnie, prawie opartym o decyzje, które reglamentują środowisko. Mówi ono o działalności poszczególnych podmiotów w zakresie środowiska. Drugi rodzaj działalności związany jest z monitoringiem środowiska, badaniem stanu środowiska, określaniem zmian i występujących trendów. Na tej podstawie sporządza się raporty o tym, co się dzieje w środowisku dobrego, a co złego. Tego rodzaju materiały mogą stanowić m.in. podstawę do dalszej działalności dla organów administracji państwowej i samorządowej. Elżbieta Grzybowska: Jakie prawa, jeśli chodzi o ochronę środowiska, są najczęściej łamane na naszym terenie? Z czym WIOŚ ma największe problemy? AH.: Trudno się odnieść do łamania prawa, natomiast mogę powiedzieć o problemach, jakie występują na naszym obszarze, ponieważ obszar płocki jest specyficzny. Przede wszystkim na swoim terenie mamy dwa największe podmioty związane z chemią: PKN “Orlen” oraz PERN “Przyjaźń”. E.G.: A więc ma kto przekraczać normy ochrony środowiska. A.H.: Głównie chodzi o stwarzanie potencjalnych zagrożeń. “Orlen” jest największym zakładem petrochemicznym w Polsce, ma największy przerób: 12,5 mln ton ropy oraz cały szereg substancji, które są transportowane samochodami, pociągami, rurociągami. Mamy do czynienia z bardzo wyrafinowaną technologią, bardzo trudną, bardzo niebezpieczną, z otrzymywaniem różnych substancji chemicznych, które same w sobie zawierają zagrożenie, ponieważ są toksyczne, łatwopalne, wybuchowe. Przypomnę, że jeśli chodzi o rurociąg “Przyjaźń” przez obszar płocki przechodzi około 40 mln ton ropy rocznie ze wschodu na zachód, przy czym część zostaje w Płocku. Stąd wychodzi cała sieć rurociągów produktowych, więc istniejemy w miejscu, w którym zagrożenia zdecydowanie występują. Dodatkowo “Orlen” to zakład, który emituje duże ilości zanieczyszczeń do atmosfery, nie zawsze bezpośrednio jest tym obciążone miasto, natomiast globalnie są to ilości bardzo duże i stąd jest to na tyle ciekawy i ważny obszar wart zainteresowania służb ochrony środowiska. W zasadzie z tymi dużymi jednostkami problemów nie mamy. Ponieważ już w tej chwili funkcjonuje europejskie prawo, które jest wdrażane i coraz lepiej funkcjonuje, dokładnie też opisuje wszystkie możliwe sytuacje, jakie mogą wystąpić. W związku z tym na naszym obszarze nie występują jakieś bezpośrednie zagrożenia. Duże zakłady dobrze znamy, wiemy, co nam z ich strony grozi i z czym mamy do czynienia. Natomiast coraz częściej mamy problemy z małymi jednostkami, takimi, które nie są opisywane w sposób jednoznaczny, ponieważ działają na granicy istniejącego prawa, nie podlegają przepisom prawa... E.G.: Czynniki ekonomiczne sprawiają, że gminy chcą mieć dużo inwestycji na swoim terenie, ale część z nich to tzw. firmy “samosiejki”, bo o nich teraz Pan mówi? A.H.: Jeżeli są to inwestycje prowadzone przez gminę, wtedy większych obaw nie mam, dlatego, że są tam najczęściej wyspecjalizowane kadry i gmina zna prawo, wie, gdzie i na co można sobie pozwolić, i jakie spoczywają na niej obowiązki. Natomiast trudniej jest z osobami fizycznymi, które podejmują działalność na małą skalę, w sensie globalnym ona nie skutkuje negatywnie dla środowiska, natomiast oddziałuje znacznie lokalnie i stąd nie zawsze i nie do końca dajemy sobie radę z takimi jednostkami. Problemy dotyczą małych piekarni w środku miasta, warsztatów samochodowych, lakierni, niedużych hodowli... EG.: Na przykład zwierząt futerkowych w środku wsi, które oględnie mówiąc, brzydko pachną. A.H.: Tak, choć w środku wsi to jest jeszcze mały problem, bo to akurat jest charakterystyczne dla wsi, to stanowi pewną uciążliwość, ale charakterystyczną dla tego środowiska. Jest gorzej, jeśli dzieje się to w mieście, w pobliżu miasta i wśród mieszkańców, którzy nie są przyzwyczajeni do tego rodzaju zapachów. Jest kwestia prawna i odczucie mieszkańców, którzy bezpośrednio się z tym stykają. Chciałbym jeszcze dodać, że przez wiele lat “Orlen” oddziaływał na środowisko w sposób znaczny m.in. poprzez emitowanie odorów, zapachów z rozlewania, produkcji asfaltów. W pewnym okresie zaprzestano robienia tego w zakładzie i w związku z tym inni, prywatni odbiorcy znaleźli swoją niszę w tym interesie, odbierają to w cysternach i rozładowują gdzieś na polu. Przeniosła się uciążliwość: z dużego zakładu w mieście na wieś i bardzo często mieliśmy do czynienia ze skargami z miejsc, gdzie coś takiego występować w zasadzie nie powinno. J.G.: Przyniósł Pan do studia dwie pokaźne książki - raporty. Co zawierają i czemu służy monitorowanie danych? A.H.: Najtrudniejsza byłaby odpowiedź na pytanie, kto je czyta. Są to raporty mówiące o stanie środowiska w województwie mazowieckim, chciałbym się tym pochwalić, ponieważ jest to akurat tworzone w Płocku. Jeden z nich dotyczy stanu czystości wód powierzchniowych w województwie mazowieckim. Opracowania te dotyczą tych wszystkich zagrożeń w zakresie ochrony środowiska, z którymi mamy do czynienia. Powstały na postawie naszych badań i pomiarów w zakresie środowiska, swoje dane dołączyły też inne instytucje. Chcielibyśmy, aby te dokumenty trafiły pod strzechy, żeby stanowiły podstawę do dalszej pracy dla samorządów, jak i administracji państwowej, jak również jakiś element edukacji ekologicznej. E.G.: Co z nich wynika, jaki jest stan naszego środowiska? A.H.: Szczególnie w ostatniej dekadzie sytuacja w zakresie stanu środowiska zmieniła się na korzyść, choć oczywiście nie we wszystkich elementach. Z całą odpowiedzialnością możemy powiedzieć, że nie ma już stanu klęski, nie ma już stanu zagrożenia, są niektóre niepokojące objawy, które trzeba mieć na uwadze, natomiast generalnie dużych zagrożeń nie ma. Jest lepiej, jeśli chodzi o czystość wód powierzchniowych, płynących i stojących, czyli rzek i jezior (chociaż w przypadku jezior bywa różnie). W powietrzu ten stan również ulega poprawie, można poobserwować naszą tablicę na płockim teatrze, która precyzyjnie pokazuje obecną sytuację. Na gorsze zmienia się bez wątpienia sytuacja związana z zanieczyszczeniem akustycznym - chodzi o hałas, zwłaszcza komunikacyjny. W Płocku w ostatnich latach co najmniej dwukrotnie zwiększyła się ilość samochodów, jeżdżą po tych samych ulicach, stan nawierzchni jest coraz gorszy, w związku z tym uciążliwość z tytułu komunikacji, transportu jest znaczna. E.G.: Prawo ochrony środowiska jest dostosowywane do wymogów Unii, czy staje się bardziej rygorystyczne? A.H.: Nie do końca można powiedzieć, że staje się bardziej rygorystyczne. Pewne jest, że w tej chwili w Polsce obowiązuje prawo europejskie. Normy i obowiązki są takie same. Jest jedna bardzo poważna kwestia: w ostatnim czasie w prawie ochrony środowiska nastąpiła rewolucja, w mediach zresztą zbyt mało na ten temat się mówi, to taka “aksamitna rewolucja”, powstająca po cichu. Proszę sobie uzmysłowić, że w zasadzie, jeśli chodzi o wszystkie przepisy w zakresie ochrony środowiska, one generalnie uległy zmianie. W tej chwili od początku wprowadzamy to nowe prawo. Jest to trudne, ponieważ nie tylko ci, którzy prowadzą podmioty gospodarcze, ale również my sami musimy się tego wszystkiego uczyć, sami nie jesteśmy w stanie szybko to prawo do końca opanować. Optymistyczne jest to, że to prawo będzie funkcjonowało coraz lepiej, że w środowisku nastąpią korzystne zmiany. Na pewno będą jednak lokalnie występować problemy i na pewno będzie potrzebna policja ekologiczna, która będzie musiała kontrolować przestrzeganie ekologicznego prawa. Zapraszamy na kolejne wydania programu z cyklu Płocki Kalejdoskop “Kamera i Literą”, powstającego we współpracy redakcji Telewizji “Tele Top” i “Tygodnika Płockiego”. Na emisje telewizyjne zapraszamy w każdy poniedziałek o godz. 17.45. Pisemną relację zamieszczamy we wtorkowym numerze “TP”. Notowała: (eg) Fot. Radosław Zielski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze