Reklama

Płocka inwazja tatuaży

26/06/2019 10:49
Są modne i powszechnie dostępne. Nie dziwi kasjerka w sklepie z wytatuowaną ręką czy urzędnik z dyskretnym wzorkiem na przedramieniu. Czy komuś się to podoba, czy nie, tatuaże już dawno przekroczyły granice sceny rockowej czy więziennej celi i trafiły wprost na nasze podwórka. W Płocku jest aż 12 miejsc, gdzie można je zrobić… W tych najlepszych chętni czekają w kolejce po tatuaż nawet i kilka miesięcy.

W Family Ink drzwi się nie zamykają. Para osiemnastolatków przyszła po voucher na tatuaż za 400 zł. Ma to być prezent urodzinowy dla kolegi. Nie ma co liczyć za tę kwotę na tatuaż na pół pleców, ale od jakiegoś mniejszego wzoru można już zacząć.
Trójka czterdziestolatków czeka już przy stanowiskach. Maciej, pracownik biurowy odkrywa swoje muskularne ramię. Przyszedł czas na odświeżenie starego, wypłowiałego po latach rysunku pokrywającego pół ręki.
Anka to debiutantka w tym gronie. – Znajomi twierdzą, że przechodzę kryzys wieku średniego. A ja po prostu spełniam swoje marzenie. W końcu się odważyłam – tłumaczy, oglądając w lustrze odbity na skórze wzór z kalki. Miał być drobny motyw wielkości pięciozłotówki na przedramieniu. Ostatecznie rozrósł się do wielkości banknotu pięćdziesięciozłotowego. To będzie typowy tatuaż w stylu oldschool – w grube, ciemne graficzne kontury surowego obrazka wkomponowana zostanie czerwona róża.
Magda, specjalistka od PR na łopatce planuje wytatuować sobie swojego ukochanego psa, a przy okazji przykryć mały błąd młodości sprzed 20 lat. To będzie już jej czwarty tatuaż. – Będą i kolejne, bo tatuaże wciągają – przekonuje atrakcyjna brunetka.
Magda trafiła do Sylwii Bednarczyk, filigranowej blondynki z charakterystyczną żółtą maszynką w dłoni. Przez to - podczas pracy - dziewczyna przypomina małą zaciętą osę. Tatuuje i żyje z pasją. Spod salonu odjeżdża czasami swoim motocyklem. Sylwia wcześniej pracowała w kinie, potem w sklepie, starała się też o pracę biurową. W wolnych chwilach dużo rysowała… – Szwagier miał hurtownię ze sprzętem do tatuażu. Któregoś razu dał mi maszynkę, żebym spróbowała swoich sił – wspomina Sylwia. Szło dość opornie, do momentu gdy siostra i szwagier stali się pierwszymi... dawcami skóry. Okazało się, że Sylwia ma swój wyjątkowy styl. I właśnie tej wyjątkowości ludzie szukają w studiach tatuażu. Do Sylwii trafiają m.in. fani techniki water color. To styl kojarzący się z obrazem namalowanym akwarelową farbą. Rządzą tu kolorowe plamy, kontrolowane jedynie przez wyraźny ciemny kontur. To technika dobra i do abstrakcji, i do rysunku realistycznego. Psiak Magdy w tej technice wyjdzie rewelacyjnie.[ads2]

Z fotela jeszcze nikt nie uciekł...
Jedna sesja tworzenia tatuażu może trwać i kilka godzin. Mały wzorek typu gwiazdozbiór, tworzący znak zodiaku może zająć znośną chwilę. Jednak dwa karpie koi skąpane w spienionych falach rzeki, płynące wzdłuż całego ramienia pośród kwiatów lotosu w pełnym rozkwicie to już zajęcie na cały dzień…
Najwięksi twardziele wytrzymują do 10 godzin wstrzykiwania milimetr po milimetrze kolorowych atramentów pod skórę. Najpierw powstają kontury z kalki, potem wypełnienia i cienie. Nakłuta skóra z każdą minutą coraz bardziej zaczyna się bronić. Puchnie i płonie, jak przypalana żelazkiem. Ciekną po niej ciemne stróżki krwi wymieszanej z tuszem… Nie przynoszą jednak ulgi.
Na sali toczy się więc walka z bólem. Gdyby nie ta bólowa bariera, wytatuowanych osób byłoby zdecydowanie więcej. Mateuszowi Januszkowi, znanemu też w kręgach jako „Janek”, jeszcze nikt jednak z fotela nie zwiał, choć prośby o chwilę odpoczynku były. Czy są miejsca do tatuowania bardziej lub mniej bolesne? – Każdy z nas ma inny próg bólu, a od tego wszystko zależy – tłumaczy tatuator.
W Family Ink nie stosuje się środków znieczulających. – To mogłoby osłabić przyjmowanie się kolorowego pigmentu w skórze – tłumaczą w studio. To i tak nikogo nie odstrasza.
Co jest istotne? Sterylność wykonania zabiegu. Patrząc na przykryty folią „stół oprawcy”, wszystkie specyfiki, świeżo wyjmowane z opakowań igły, jak i jednorazowe rękawiczki wszystko jest pod kontrolą. Do tego Mateusz jest z wykształcenia farmaceutą. Jednak odkąd pamięta, zamiast przekładać na półkach tabletki przeciwbólowe, chciał tatuować. – Już jako dzieciak byłem najbardziej wytatuowany na moim osiedlu. Oklejałem się tatuażami z gum – wspomina trzydziestolatek. Pierwszych swoich tatuaży wykonanych na żywym organizmie nie pamięta, ale przypominają mu je koledzy, którzy w latach młodzieńczych brawurowo decydowali się na tzw. „dziarę u kolegi”.

Banan, słonina i człowiek
– Pierwsze tatuaże testuje się na skórkach od banana albo na świńskiej skórze. W końcu jednak przychodzi moment, że trzeba wykonać pierwszy wzór na człowieku. Wtop nie było, ale do dziś mój styl zdecydowanie ewoluował – śmieje się Mateusz, specjalista od neo traditional. Nie gardzi też stylem oldschool. Spod jego maszynki najczęściej po mistrzowsku wychodzą demoniczne postacie zaplątane w siatkę ukrytych znaczeń.
Mateusz na koncie ma już 11 nagród. Lubi wyzwania, a więc i konwenty, które dają możliwość sprawdzenia się tatuatorom. Tam rodzą się gwiazdy, do których ustawiają się w kolejce chętni na tatuaż. Mateusz już w czerwcu jedzie na kolejny ogólnopolski konwent do Krakowa. Żeby tam się dostać, trzeba reprezentować wysoki poziom i przejść wstępną weryfikację. – Co ciekawe, jeśli chodzi o wykonywanie tatuaży Polacy są obecnie w czołówce. Doszło do tego, że z największą konkurencją spotkam się w Polsce, a nie na konwentach za granicą – tłumaczy Mateusz.
Przyjechał do Płocka z Lublina. Początkowo pracował w jednym z płockich studiów tatuażu. Szybko skrzyknął jednak własną ekipę i zaczął działać po swojemu. Zaczął się m.in. włączać w życie miasta. Dzięki temu z letniej imprezy Polish Hip Hop Festival uczestnicy mogli wyjechać z pamiątkowym płockim tatuażem. Grupa z Family Ink pomogła też stworzyć logo motocyklowej akcji charytatywnej Moto Mikołaje Płock 2018 i zbierała datki na prezenty świąteczne dla dzieci. Na licytacje do płockiego sztabu WOŚP-u tatuatorzy przekazali voucher na sesję. Ostatnio w płockim ZOO „adoptowali” (czyli objęli opieką sponsorską) sympatycznego wodnego żółwia o bardzo nietypowej urodzie. – Pokazujemy, że ludzie z tatuażami to nie żadne bandziory. To normalni, tyle że bardziej kolorowi ludzie, którzy chcą się wyróżniać z tłumu. To nasz pomysł na odczarowanie stereotypów, dotyczących traktowania ludzi z tatuażami, jak jakiś margines – tłumaczy „Janek”.
I faktycznie coś drgnęło. Tatuaż nie jest już zarezerwowany dla subkultur i określonych grup. Staje się oryginalną ozdobą ciała. Przestaje być stygmatem, zamykającym drogę do pracy w urzędzie. Jak się dowiadujemy np. w płockim ratuszu nie ma zakazu zatrudniania osób z tatuażami. Ważne są kompetencje. Do niedawna kandydaci ubiegający się o pracę w policji nie mogli mieć żadnego tatuażu. – Dziś nie mogą ich mieć w widocznych miejscach – mówi Marta Lewandowska, rzecznik komendy miejskiej Policji w Płocku.
W studiach tatuaży przekonują, że jeszcze parę lat i w Polsce będzie tak, jak za granicą. – Tam nie dziwią wytatuowani starsi ludzie, bo tam tatuaże wszyscy robią już z 50 lat. U nas dalej się straszy: „jak będziesz z tym tatuażem na starość wyglądał”. Mimo tego i tak fala poszła. Mamy do czynienia z pierwszym tak wytatuowanym pokoleniem, a za chwilę przyjdą kolejne, już bardziej odważne i świadome, zwłaszcza że coraz więcej wytatuowanych młodych osób inspiruje starszych – mówi Mateusz.
Ile też wytatuowanych osób, tyle pomysłów. Tatuaż podkreśla czyjś styl, przypomina motto życiowe, upamiętnia ważną rocznicę, znak zodiaku, jest ozdobą, niespodzianką dla partnera (zwłaszcza tatuaże robione w miejscach intymnych).
– Ludzie poprzez tatuaże chcą się czuć wyjątkowi, ciekawsi. Tatuaż przełamuje bariery. To szybki temat do rozmów, co on oznacza, czy bolało, jak powstawał, kto robił – tłumaczą specjaliści od zdobienia ciała.[ads2]

Tatuaże tylko dla pełnoletnich, ale…
W dobrym studio tatuaż mogą zrobić sobie tylko osoby pełnoletnie. Co w przypadku osób młodszych? Lepiej, by młodzieńcza fantazja nie prowadziła wprost do znajomych, którzy robią „dziary” gdzieś w piwnicy na osiedlu. Stąd też przezorni rodzice wybierają się osobiście z nastolatkami do sprawdzonych salonów. Taka wizyta potrafi wiele demonów odczarować. – A ostatnio nawet mama i jej 15-letnia córka we dwie zostały naszymi klientkami. Mama wybrała sobie motyw kwiatów na kostce, a córka znak przyjaźni na przegubie dłoni – dowiadujemy się w Family Inku.
I o tym, że warto postawić na jakość tatuażu chyba nikogo nie trzeba przekonywać. A na czym polega wysoka pozycja uznanego twórcy tatuaży? Przede wszystkim jest on artystą. Skóra jest dla niego jak płótno dla malarza.
– Nie kalkujemy wzorów z internetu, które przynoszą klienci. Przekleństwo tatuatorów to życzenia o tatuaż taki, jak ma jakaś gwiazda. Tatuaż to krok ostateczny… praktycznie na całe życie, a naszym zadaniem jest zrobić go tak, by był wyjątkowy, zdobił osobę, uzupełniał ją – tłumaczy Mateusz.
A klienci mają różne wizje… Są przecież tatuaże miłości, gdy uczucie kwitnie. Są tatuaże przyjaźni… No i są pewne mody na delfinki, kwiatki, tribale. Niestety, większość z tych rzeczy i mód przemija… I co? – Właśnie dlatego nie warto robić sobie gotowców. Zanim zabiorę się za tworzenie wzoru muszę być psychologiem, poznać tę drugą osobę, dowiedzieć się kim jest i co będzie jej najlepiej pasować. Przekonuję, że kopiowanie jest nudne, że warto mieć coś wyjątkowego i jedynego, że znak zodiaku nie musi być oklepany – mówi Mateusz.
Ile zrobił tatuaży? Liczył pierwsze sto. Pomogły w tym specjalne plastry, którymi zakleja się wykonane prace. W każdym pudełku jest ich 125 szt. Dziś nie ważne ile, ale jak, a przede wszystkim, by styl autora był rozpoznawalny. „Janek” sam oczywiście też jest wytatuowany.
– W tym przypadku jestem kolekcjonerem. Mam tatuaże artystów, których styl cenię i powoli zaczyna brakować mi wolnego miejsca na kolejne prace. Mama opłakuje każdy mój nowy tatuaż, ale z drugiej strony jest też dumna ze wszystkich osiągnięć i zaakceptowała wybór mojej życiowej drogi – opowiada Mateusz.
A czy warto zrobić sobie tatuaż? Ci, którzy je mają, przekonują, że na tatuaż zawsze jest dobra pora. Wiek, płeć, pozycja zawodowa nie ma tu znaczenia. – Ważne, by była to jednak świadoma decyzja, a nie spontan. Dlatego nie robimy tatuażu osobom, które nagle wpadną do studia. Zresztą i tak wtedy jesteśmy zajęci – zaznaczają w Family Inku.


Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości