Mamy 3 dni na to, by rozkochać stolicę w naszym mieście. To zadanie nie powinno być trudne, choćby dlatego, że w Warszawie promować nas będzie Fabryka Trzciny, która skrupulatnie wyselekcjonowała największe hity Płocka. Patrząc z boku, bez przesadnego sentymentalizmu, a jednocześnie z wielkim zachwytem wybrała do prezentacji na festiwalu „I love... Płock" m. in. zbiory secesji, art deco, „Kaprysy" Goyi, znajdujące się w TNP, malarstwo z Płockiej Galerii Sztuki. Będzie też coś stricte muzycznego, czyli płockie zespoły, które coś znaczą w kraju: Farben Lehre, Strajk, Lao Che i na dokładkę Krzysztof Misiak.
- Jako z dziada pradziada warszawiak, przeciwstawiam się naszemu centryzmowi w każdej dziedzinie. Również w dziedzinie prezentacji kultury uważam, że w wielu miastach Polski dzieją się rzeczy arcyciekawe - tłumaczył swój pomysł na festiwal promujący kulturalne dokonania różnych polskich miast Wojciech Trzciński, prezes „Fabryki Trzciny", podczas konferencji prasowej w Ratuszu.
Fabryka jest największym prywatnym centrum artystycznym w Polsce. Nie jest w żaden sposób dotowana, a pieniądze z działań komercyjnych przeznacza na działania artystyczne. Festiwal „I love..." rozpoczął się 3 lata temu prezentacją Gdańska, potem był Sopot i Łódź. Teraz przyszedł czas na Płock, a w kolejce już ustawia się Szczecin, Kraków i Wrocław.
Nasze miasto znalazło się w doborowym towarzystwie, ale Wojciech Trzciński nie ma wątpliwości, że na to miejsce w pełni zasługuje.
- Bardzo lubię Płock. Gdy przywiozłem tutaj współpracowników, dopiero wtedy zrozumieli, dlaczego do tego miasta tak mnie ciągnie. Od połowy lat 70. pisałem muzykę do spektakli, wystawianych w Teatrze Dramatycznym. Potem w 2001 roku współorganizowałem część artystyczną Międzynarodowych Igrzysk Młodzieży Szkolnej. Wtedy poznałem świat kultury Płocka i przekonałem się o ogromnym potencjale miasta - zaznacza szef Fabryki Trzciny.
Choć zna płockie ZOO czy nasze atrakcje, związane z historią miasta, to w festiwalu „I love... Płock" postawił na inne „czarne konie". - Art deco w Muzeum Mazowieckim, Themerson, Goya, zbiory Muzeum Diecezjalnego to są hity, o których niestety, większość Polski nie wie. Festiwal „I love... Płock" jest niezwykłą szansą nagłośnienia tego, co fajnego można tutaj zobaczyć i żeby warszawiacy częściej tu zaglądali. Dzieli nas przecież zaledwie 100 km - tłumaczy.
Warszawiacy nie będą mieli problemu z dotarciem na imprezy, prezentujące kulturę naszego miasta. Ruszyła już kampania reklamowa nie tylko na ulicach, ale też w wybranych warszawskich rozgłośniach radiowych. Dodatkowo festiwal zbiegł się z otwarciem przez „Fabrykę Trzciny" nowej filii przy Skwerze Hoovera. - To obecnie epicentrum Warszawy i najlepszy deptak, który chętnie odwiedzają także zagraniczni turyści. Mamy tutaj 200-metrowy pawilon z ogródkami i kawiarnią, a do tego 800 metrów piwnicy, gdzie mieści się wspaniała galeria - wymienia Trzciński.
To właśnie tutaj, na jednym z pierwszych w stolicy koncertów promenadowych, z nieco lżejszym niż zazwyczaj repertuarem, wystąpi Płocka Orkiestra Symfoniczna pod batutą Macieja Niesiołowskiego. Zbiory Muzeum Mazowieckiego również nie będą zamknięte w sztywnych ramach sal wystawowych. Przeznaczono dla nich w „Fabryce Trzciny" 300-metrową powierzchnię, na której stanie salon secesyjny.
Trudny wybór atrakcji
W piątek, 15 maja w „Fabryce Trzciny" przy ul. Otwockiej otwarta będzie wystawa „Kaprysów" Franciszka Goi z kolekcji TNP. Zaprezentowane będą także prace z Płockiej Galerii Sztuki. Kolejny punkt programu to filmowy przegląd dokonań festiwalu „Cinemagic" i pokaz filmów Stefana Themersona. O godz. 21.00 zagra Lao Che.
Sobota to główny dzień festiwalu. Przy ul. Otwockiej wciąż będzie można zwiedzać wystawy. Oprócz tego muzycznie czas wypełni tegoroczna gwiazda Audioriver, a potem Krzysztof Misiak. W galerii przy Skwerze Hoovera pojawi się malarstwo i grafika Młodej Polski ze zbiorów Muzeum Mazowieckiego, dostępne dla zwiedzających przez całą noc. - „Noc w muzeum" to fenomen w całym kraju. Tak świetne wystawy warto zaprezentować właśnie w tym terminie. Liczymy, że z racji usytuowania będzie to najbardziej oblegana wystawa w Warszawie - zapewniają organizatorzy.
Płocka sztuka ze zbiorów art deco zagości też w Instytucie Adama Mickiewicza. W Centralnej Bibliotece Rolniczej będzie można zobaczyć wystawę „Ludowe feng shui. Magia w chłopskiej zagrodzie", a w Instytucie Francuskim medalierstwo i rzemiosło artystyczne, oczywiście z Muzeum Mazowieckiego.
W niedzielę nadal otwarte będą dotychczasowe wystawy. W „Fabryce" wystąpi Strajk i Farben Lehre. Oczywiście, wstęp na wszystkie wydarzenia, związane z festiwalem „I love Płock", jest bezpłatny.
Pewnie znajdą się głosy, że impreza mogłaby zostać poszerzona o inne płockie akcenty. - Nie widzę w tej chwili hitowego przedsięwzięcia w teatrze, które zachwyciłoby Warszawę - tłumaczy Trzciński.
Nie ma też możliwości prezentowania cennych zbiorów Muzeum Diecezjalnego. Przeszkodą są przepisy, kwestie techniczne, ochrona oraz zabezpieczenia. - Gdy obiekt muzealny opuszcza magazyn, przejmuję nad nim odpowiedzialność. Może być ona przytłaczająca, jeśli zna się wartość zbiorów - przyznaje szef „Fabryki". Mimo tych obwarowań, kilka oryginałów Goi dla podniesienia prestiżu wystawy na pewno opuści mury TNP i pojedzie do stolicy.
Płocczanie pojadą
na festiwal za darmo
- Dotychczasowe imprezy pod patronatem Wojciecha Trzcińskiego lub w jego reżyserii osiągały ogromny sukces. Nasze miasto bardzo chętnie włączyło się w projekt „I love... Płock". Dzięki niemu, zaprezentujemy w Warszawie wszystko, co najlepszego mamy w Płocku, a przy okazji będziemy promować dorobek naszego miasta - mówi Mirosław Milewski, prezydent Płocka. Miasto przeznaczyło na festiwal 370 tys. zł. Jak podkreśla prezydent, to dobrze zainwestowane środki finansowe.
Wojciech Trzciński doskonale zna gusta kulturalne warszawiaków, ale nie wie, które z wydarzeń może przyciągnąć największą uwagę publiczności. Nie wiadomo kto pójdzie tropem wielkich nazwisk, a kogo skusi bogactwo zbiorów. Sam Trzciński najchętniej przyszedłby posłuchać Misiaka na żywo. Po imprezie na pewno poinformuje płocczan, która z festiwalowych propozycji cieszyła się największą popularnością. Liczy na to, że kilkadziesiąt tysięcy ludzi będzie miało kontakt z kulturą Płocka.
W sobotę płocczanie sami będą mogli podnieść frekwencję na festiwalu. - W biurze promocji miasta czekamy na zgłoszenia chętnych, którzy chcieliby wziąć udział w imprezie. W zależności od zainteresowania mieszkańców, możemy zorganizować darmowy przejazd do Warszawy - mówi Mirosław Milewski, prezydent miasta Płocka, dodając, że w grę wchodzi nawet kilka autobusów.
W planach są też kolejne projekty Płocka z Fabryką Trzciny. W przyszłym roku przypada 100. rocznica urodzin Stefana Themersona. Ten awangardowy artysta, urodzony w Płocku, nie przestaje fascynować. Wojciech Trzciński planuje poświęcić Themersonowi wykład w projekcie pod nazwą „Uniwersytet Wolnego Czasu". Chce wykorzystać m. in. wiedzę płocczanina Marka Grali, a także uzyskać cenne wypowiedzi od Romana Polańskiego, wielkiego fana twórczości Themersona.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze