Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki
Smutne było tegoroczne świętowanie tzw. „dnia edukacji narodowej”, która od dawna nie jest już „narodowa”. Dziwne, ale to słowo tak niepopularne w epoce likwidacji narodów ostało się w nazwie resortu oświaty w naszym kraju, choć resort i oświata nie mają z nim nic wspólnego. Tak więc świętowanie było smutne, ponieważ podskórnie pulsującego w środowisku nauczycielskim rozgoryczenia spowodowanego traktowaniem tego, bądź co bądź, ważnego społecznie zawodu, głównie przez przedstawicieli różnych szczebli władzy, nie da się już załagodzić gładkimi, często pustymi słówkami, wypowiadanymi z okazji „dnia nauczyciela”, za którymi nie stoją żadne konkrety, a w których wyspecjalizowali się przeróżni decydenci rządowi i samorządowi, posłowie i senatorowie, ministrowie i kuratorzy, dyrektorzy delegatur, wojewodowie, marszałkowie, prezydenci miast, burmistrzowie, wójtowie, i kto tam jeszcze chce. Te gładkie słówka o „wielkim i najważniejszym zawodzie” powtarzane od 35 lat rzekomo lepszej Polski brzmiały zawsze w tym podłym kraju rządzonym przez politycznych zwyrodnialców fałszywie, obłudnie i tak brzmią do dziś. Mam wrażenie, że w tym roku były wypowiadane nieco ciszej i rzadziej, bo ta obłuda jest coraz bardziej widoczna, zbyt oczywista, by obłudnik mógł się bezpiecznie ukryć za ich fałszywie polukrowaną fasadą.
Prawda o obłudnikach jest już nadto widoczna i wyłazi na wierzch przy różnych okazjach. Kiedy trzeba chwalić nauczycieli, są pierwsi, kiedy trzeba z rozrzewnieniem wspominać czasy szkolne i popisywać się, ile się zawdzięcza pedagogom (że to dzięki nim ktoś został prawnikiem, lekarzem, naukowcem), są pierwsi, a kiedy trzeba dopiec nauczycielom, poniżyć ich, obniżyć im wynagrodzenie, też są pierwsi. Kolejny akord tego poniżenia ma miejsce w bieżącym roku szkolnym, kiedy nagle spracowanym ludziom postanowiono jeszcze okroić liche uposażenie. O co chodzi? O tzw. „godziny ponadwymiarowe”, z których żyje każdy nauczyciel, bo gdyby ich nie miał, to za samo pensum zdechłby z głodu (tak, dosłownie). Więc tęgie głowy rządzące tym krajem skolonizowanym przez brzuchatych kapitalistów z Zachodu postanowiły jeszcze z tej lichoty nauczycielskiej uszczknąć choćby okruszynkę w taki sposób, że wcześniej nauczycielowi, który pozostawał w placówce oświatowej w gotowości do wykonania zajęć dydaktycznych, a one nie z jego winy się nie odbyły, płacono za tę dyspozycję, tak jak się płaci (krocie więcej) lekarzowi za cały dyżur, mimo że przez cały czas przecież nie udziela pomocy pacjentom. Teraz postanowiono za tę gotowość do pracy nauczycielom nie płacić.
No cóż, być może dla naszej tęgogłowej inteligencji prawniczej i politycznej, tak wiele zawdzięczającej nauczycielom i tak zaprawionej w skrupulatnym liczeniu nauczycielskich godzin, przydatne byłoby pouczenie, że nauczycielska praca nie kończy się na pensum, nie kończy się w szkole, ale przenosi się do domu i obejmuje nie tylko przygotowanie się do zajęć (co zostało ujęte w ustawie), ale w epoce kiepskich podręczników uwzględnia też przygotowywanie materiałów dydaktycznych, powielanie ich na papierze kserograficznym kupionym za własne pieniądze, a przede wszystkim, szczególnie u nauczycieli języka ojczystego (ten przedmiot w „edukacji narodowej” powinien być chyba doceniony?), obejmuje gigantyczną ilość czasu przeznaczoną na sprawdzanie prac uczniów (spróbujcie policzyć go „dochtoryzowane” mądrale), grubo przekraczającą przewidziany w kodeksie pracy limit 40 godzin tygodniowo. I co z tego, że mamy tylu ekspertów prawniczych i politycznych z tytułami, skoro ich możliwości intelektualne nie wystarczają na to, by tę pracę pedagogów dostrzec, rzetelnie policzyć i wydać sprawiedliwy werdykt na temat tego, jak ma być wynagradzana, skoro jest taka ważna. W tym cherlawym kraju, „gdzie wszystko dąży do spodlenia i wytępienia rasy” (słowa Wokulskiego), to nie jest możliwe. Ciekawe, dlaczego w ustroju demokratycznym, którego dobrodziejstwa doświadczamy, najmocniej upokarza się tych, którzy są pierwszymi nauczycielami jego „zalet”?
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze