Ależ niespodziankę zgotowała postępowa „ministra” edukacji swoim postępowym pupilkom uczącym języka polskiego. Wszyscy spodziewali się „wielkiej redukcji” treści programowych oraz ich „unowocześnienia” i dostosowania do realiów polskiej szkoły (mało godzin na realizację, duże liczebnie klasy, nauczyciele zniechęceni warunkami pracy), bo tych, które powymyślała patriotyczna koalicja „obsrajtków” w żaden sposób nie dało się zrealizować. Tymczasem redukcja ma objąć tylko 20% materiału i wcale nie będzie postępowa. Zniknie tylko „Konrad Wallenrod”, zostanie za to III część „Dziadów”, „Kordian” i „Nie-Boska komedia”, nawet ostanie się, o zgrozo, połowa „Pana Tadeusza”. Tak, połowa. Wolno będzie czytać tylko księgi I, II, potem IV, i jeszcze od X do XII. Coś pięknego. Epopeja narodowa będzie dzięki temu znana i kochana. Reszta zostaje bez zmian, wylatuje tylko parę wierszyków. Jak z tego uzbierano te 20%, to nie wiem, ale mocno to wkurzyło kilkoro „nauczycieli roku” i napisali protest do władz pod dziwnym tytułem „Grzeczni… to już byliśmy”. Co z tego protestu wynika? Ano przede wszystkim to, że „zmiany są pozorne”, „nie mają nic wspólnego z zapowiedzianym odchudzeniem podstawy programowej o 20 procent, są praktycznie niewidoczne, sprzeczne zarówno z oczekiwaniami środowiska polonistycznego, jak i potrzebami współczesnych uczniów”.
Wszystko to prawda, a wniosek bardzo prosty. „Lewica” nie różni się niczym od „prawicy”. Jedna i druga robi z ludzi głupków, a robi tak, bo nigdy w 35-letniej historii III RP nikomu z rządzących nie chodziło o dobro tubylczej skolonizowanej ludności, tylko o interesy kolonizatorów. Tak będzie i teraz. Niestety „środowisko polonistyczne” zapętla się bardzo w swoich naiwnych oczekiwaniach, co chwilę podkreślając w irytujący sposób, że chodzi o postulaty „polonistów” i „polonistek”, „nauczycieli i nauczycielek” (co za niegrzeczność, faceci wymieniani są zawsze jako pierwsi), że chodzi o dobro „uczniów” i „uczennic” (co za kretyński język; ktoś pomyślał z Państwa, że pisząc „uczniów”, zapomnimy o „uczennicach”?), by na końcu podkreślić, że „obecna koncepcja podstawy programowej opiera się na braku zaufania do nauczyciela i ma charakter przemocowy wobec nas, pedagogów” (niewiele trzeba, żeby wylazł na wierzch męski szowinizm; gdzie się podziała „nauczycielka” i „pedagożka”?). Niestety to postępowe bredzenie pokaleczonym i głupkowatym językiem przysłania istotę rzeczy, a ta jest niebagatelna i godna poważnej debaty.
Że na nią nie stać nawet najbardziej kompetentnych w tym gronie, czyli samych nauczycieli, to widać po tych zapaleńcach, którym jeszcze chce się (choć nieporadnie) siać jakiś ferment. Niestety, to, co proponują, jest po prostu śmieszne. Raptem chcą usunąć parę wierszy, nawet bajkę Puszkina „O rybaku i złotej rybce”, dwa treny Kochanowskiego, „Panią Twardowską” i parę „sonetów krymskich” (czy tu nie wchodzi w grę polityka?), a z większych utworów „W pustyni i w puszczy” (za pochwałę kolonializmu), „Zemstę” (bo już nie śmieszy), „Odprawę posłów greckich” (bo nikt nie rozumie), „Potop” (bo wystarczy „Quo vadis?”). Reszta zostaje. To o co tu tyle krzyku, szanowne „Polonistki” i czcigodni „Poloniści”, a do tego jeszcze „Nauczyciele i Nauczycielki Roku”? Ja bardzo przepraszam, ale to jest żałosne. Żałosny jest ten protest, żałosne postulaty, żałosny język, którym są formułowane. Nic dobrego nie będzie ani z tej reformy, ani z tej petycji. Nadal nie wiemy ani czego uczyć w polskiej szkole, ani po co. Gdybyśmy wiedzieli „po co” (znalezienie celu jest najtrudniejsze, ale od niego trzeba zacząć), to może wiedzielibyśmy też „co” i „jak”. A tak nie wiemy nic. Nie wiedzą nauczyciele, nie wiedzą urzędnicy, nie wiedzą nawet metodycy z MSCDN-u. Dlatego wciąż „kręcimy się w kółko”, tak już od ponad 30 lat. A jest w Płocku człowiek, który ma na ten temat sporo do powiedzenia. Może ktoś z metodyków, nauczycieli czy urzędników wpadnie i posłucha mądrzejszego. To nie wstyd. Najbliższa okazja już we czwartek 16 maja o godzinie 19.00 w MDK-u (Głośne czytanie nocą – Życie pośmiertne Konrada a Wallenroda).
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tak, najważniejsze z tego artykułu jest że zacytuję " Nadal nie wiemy ani czego uczyć w polskiej szkole, ani po co. Gdybyśmy wiedzieli „po co” (znalezienie celu jest najtrudniejsze, ale od niego trzeba zacząć), to może wiedzielibyśmy też „co” i „jak”. A tak nie wiemy nic. Nie wiedzą nauczyciele, nie wiedzą urzędnicy, nie wiedzą nawet metodycy z MSCDN-u". Otóż wychodząc od tych pytań należy stwierdzić, że lektury szkolne powinny na podstawie wzorców osobowych bohaterów tak kształtować świadomość młodych ludzi, aby potem w przyszłości mogli oni wykorzystać te wzorce w różnych sytuacjach swojego życia. Przede wszystkim dobra szkola powinna nauczyć mlodego człowieka ODRÓŻNIAĆ DOBRO OD ZŁA. Jak widzę wielu ludzi ma z tym duży problem w swoim późniejszym życiu. I dlatego nie skreślał bym tu bardzo pouczającej bajki o Rybaku i złotej rybce czy sztuk Szanuawskiego, czy Nad Niemnem czy Lalki B. Prusa. Do tego dorzucił bym Ziemię Obiecaną i wiele innych lektur. Niestety ale czytanie i omawianie lektur szkolnych ma wielki sens i jest to podstawowe narzędzie kształtowania świadomości i postaw mołodych ludzi. Zastanowil bym się bardzie nad poświęcaniu tyle uwagi ortografii, a nawet gramatyce J. Polskiego na rzecz retoryki i umiejętności wypowiadania się i zabierania publicznie głosu Ale pytania postawione na początku są moim zdaniem kluczowe. Tak uważam.
Tak, najważniejsze z tego artykułu jest że zacytuję: " Nadal nie wiemy ani czego uczyć w polskiej szkole, ani po co. Gdybyśmy wiedzieli „po co” (znalezienie celu jest najtrudniejsze, ale od niego trzeba zacząć), to może wiedzielibyśmy też „co” i „jak”. A tak nie wiemy nic. Nie wiedzą nauczyciele, nie wiedzą urzędnicy, nie wiedzą nawet metodycy z MSCDN-u". Otóż wychodząc od tych pytań należy stwierdzić, że lektury szkolne powinny na podstawie wzorców osobowych bohaterów tak kształtować świadomość młodych ludzi, aby potem w przyszłości mogli oni wykorzystać te wzorce w różnych sytuacjach swojego życia. Przede wszystkim dobra szkola powinna nauczyć mlodego człowieka ODRÓŻNIAĆ DOBRO OD ZŁA, PRAWDĘ OD FAŁSZU... Jak widzę wielu ludzi ma z tym duży problem w swoim późniejszym życiu. I dlatego nie skreślał bym tu bardzo pouczającej bajki o Rybaku i złotej rybce czy sztuk Szanuawskiego, czy Nad Niemnem czy Lalki B. Prusa. Do tego dorzucił bym Ziemię Obiecaną i wiele innych lektur. Niestety ale czytanie i omawianie lektur szkolnych ma wielki sens i jest to podstawowe narzędzie kształtowania świadomości i postaw mołodych ludzi. Zastanowil bym się bardzie nad poświęcaniu tyle uwagi ortografii, a nawet gramatyce J. Polskiego na rzecz retoryki i umiejętności wypowiadania się i zabierania publicznie głosu Ale pytania postawione na początku są moim zdaniem kluczowe. Tak uważam.
Tak, najważniejsze z tego artykułu jest że zacytuję " Nadal nie wiemy ani czego uczyć w polskiej szkole, ani po co. Gdybyśmy wiedzieli „po co” (znalezienie celu jest najtrudniejsze, ale od niego trzeba zacząć), to może wiedzielibyśmy też „co” i „jak”. A tak nie wiemy nic. Nie wiedzą nauczyciele, nie wiedzą urzędnicy, nie wiedzą nawet metodycy z MSCDN-u". Otóż wychodząc od tych pytań należy stwierdzić, że lektury szkolne powinny na podstawie wzorców osobowych bohaterów tak kształtować świadomość młodych ludzi, aby potem w przyszłości mogli oni wykorzystać te wzorce w różnych sytuacjach swojego życia. Przede wszystkim dobra szkola powinna nauczyć mlodego człowieka ODRÓŻNIAĆ DOBRO OD ZŁA. Jak widzę wielu ludzi ma z tym duży problem w swoim późniejszym życiu. I dlatego nie skreślał bym tu bardzo pouczającej bajki o Rybaku i złotej rybce czy sztuk Szanuawskiego, czy Nad Niemnem czy Lalki B. Prusa. Do tego dorzucił bym Ziemię Obiecaną i wiele innych lektur. Niestety ale czytanie i omawianie lektur szkolnych ma wielki sens i jest to podstawowe narzędzie kształtowania świadomości i postaw mołodych ludzi. Zastanowil bym się bardzie nad poświęcaniu tyle uwagi ortografii, a nawet gramatyce J. Polskiego na rzecz retoryki i umiejętności wypowiadania się i zabierania publicznie głosu Ale pytania postawione na początku są moim zdaniem kluczowe. Tak uważam.
Tak, najważniejsze z tego artykułu jest że zacytuję: " Nadal nie wiemy ani czego uczyć w polskiej szkole, ani po co. Gdybyśmy wiedzieli „po co” (znalezienie celu jest najtrudniejsze, ale od niego trzeba zacząć), to może wiedzielibyśmy też „co” i „jak”. A tak nie wiemy nic. Nie wiedzą nauczyciele, nie wiedzą urzędnicy, nie wiedzą nawet metodycy z MSCDN-u". Otóż wychodząc od tych pytań należy stwierdzić, że lektury szkolne powinny na podstawie wzorców osobowych bohaterów tak kształtować świadomość młodych ludzi, aby potem w przyszłości mogli oni wykorzystać te wzorce w różnych sytuacjach swojego życia. Przede wszystkim dobra szkola powinna nauczyć mlodego człowieka ODRÓŻNIAĆ DOBRO OD ZŁA, PRAWDĘ OD FAŁSZU... Jak widzę wielu ludzi ma z tym duży problem w swoim późniejszym życiu. I dlatego nie skreślał bym tu bardzo pouczającej bajki o Rybaku i złotej rybce czy sztuk Szanuawskiego, czy Nad Niemnem czy Lalki B. Prusa. Do tego dorzucił bym Ziemię Obiecaną i wiele innych lektur. Niestety ale czytanie i omawianie lektur szkolnych ma wielki sens i jest to podstawowe narzędzie kształtowania świadomości i postaw mołodych ludzi. Zastanowil bym się bardzie nad poświęcaniu tyle uwagi ortografii, a nawet gramatyce J. Polskiego na rzecz retoryki i umiejętności wypowiadania się i zabierania publicznie głosu Ale pytania postawione na początku są moim zdaniem kluczowe. Tak uważam.