Reklama

Płock. Felieton - Jerzy Ogonowski. Koniec wakacji

Fajnie było, ale niestety… Czas biegnie nieubłaganie i dla uczniów i nauczycieli skończyła się przerwa na ładowanie akumulatorów. Z tej okazji w mediach powraca dyskusja o kondycji rodzimej oświaty. W jednej z gazet natknąłem się na wywiad ze znanym blogerem i youtuberem zajmującym się tą problematyką. Młody człowiek, maturzysta sprzed dwóch lat, dzieli się swoimi doświadczeniami z polskim systemem edukacyjnym. System ten „polega na tym, że musimy porzucić swoją pasję, jesteśmy straszeni złymi ocenami i musimy wkuwać informacje, które zupełnie nas nie interesują. A na końcu, przez to, że szkoła nie uczy nas technik efektywnej nauki, zapominamy nawet te bezużyteczne informacje…  Tymczasem na szkolnych apelach słyszałem, że szkoła rozwija pasje, uczy kreatywności, pomaga w osiąganiu celów… Ewidentnie coś było nie tak!” 

„W większości szkół obowiązuje pruski system edukacji… który formował XIX – wiecznego robotnika, ale nie będzie działał na dzieciaka, który ma smartfon i dostęp do każdej informacji”. W systemie tym wszyscy „muszą umieć rozwiązywać zadanie z funkcji kwadratowej” i wszystkich straszy się złymi ocenami”. „Jeżeli…wszystko możemy sprawdzić w Internecie, to ważne, aby szkoła uczyła, jak wiedzę pozyskiwać i weryfikować, jak krytycznie myśleć, analizować źródła, oceniać wiarygodność informacji… Uczenie się dopływów Wisły nie jest potrzebne… dlatego, że to można znaleźć w Internecie”. 

Reklama

Dużo tych cytatów, ale po pierwsze artykuł zajmuje pełne dwie szpalty, a po drugie z większością powyższych tez trudno się nie zgodzić. Jednak muszę dodać do tych ciekawych rozważań trzy uwagi. To, że smartfon daje dostęp do „każdej informacji” nie oznacza, że człowiek współczesny zwolniony jest z obowiązku posiadania jakiejkolwiek wiedzy w swojej „pamięci operacyjnej”, czyli własnym mózgu po prostu. Wyobraźmy sobie chirurga przy stole operacyjnym. Nagle w trakcie zabiegu pojawia się niespodziewany krwotok, czy też wskaźniki pokazują gwałtowny spadek parametrów życiowych. Czy w tej sytuacji ma czas na przeszukiwanie głębin Internetu, by stwierdzić co się dzieje i zastosować odpowiednie środki zaradcze? Czy smartfon zdejmie z niego odpowiedzialność za podjęcie właściwej decyzji? Uwaga druga. Nawet maleńkie dzieci i uczniowie mający ogromne kłopoty z nauką, orzeczenia itp. na ogół świetnie sobie radzą z obsługą smartfona. Gdyby ktoś znalazł sposób na wykorzystanie tego faktu w edukacji… I trzecia. Skoro „wszystko możemy znaleźć w Internecie”, to skąd ten kłopot z „rozwiązaniem zadania z funkcji kwadratowej”?

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości