W rodzinie Gąseckich zachowała się legenda o klientce wracającej z targu z koszem kurcząt. Podobno weszła do składu aptecznego Adolfa Gąseckiego przy Kolegialnej 7, by nabyć wytwarzany tutaj Migreno-Nervosin – uniwersalny specyfik na ból głowy, zębów, migrenę albo artretyzm. Gdy negocjowała cenę, pisklęta wydostały się z koszyka, rozbiegły, nie dając się złapać. Zachwycony ich energią przedsiębiorczy aptekarz postanowił zmienić nazwę swojego produktu na „proszek z kogutkiem”. Tak zaczął się sukces biznesowy płockiego Nobla, jak go nazywano i jego legendarnego leku.
To jedna z historii, którą opisuje w swojej reporterskiej książce „Sekrety Płocka” dziennikarka Romana Kuffel. Wyjątkowa, gdyż kogutki Gąseckiego podbiły światowy rynek farmaceutyczny. Reklama produktu trafiała na lusterka, plakaty, do gazet i powieści. Gdy w 1918 roku Gąseccy przenieśli się do Warszawy – kupili aptekę na Freta, a w kilka lat później w nowo wybudowanym trzypiętrowym gmachu stworzyli wielką firmę rodzinną. I rozpoczęli produkcję leków z kogutkiem na skalę przemysłową.
– Płock powinien się nim chwalić. Obok Broniewskiego, Themersona, Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej, to jedyna postać z Płocka, która podbiła świat – mówiła podczas promocji autorka.
Reklama
Romana Kuffel jest płocczanką z wyboru. Pochodzi z Wielkopolski, ale dla Płocka ma wielkie serce:
- Mnie zawsze fascynowała panorama Płocka – wspaniałe położenie, przepiękna skarpa, bogata historia. Interesowała mnie przeszłość miasta. Od dziecka buszowałam w hipotece, czułam niedosyt informacji, szukałam dokumentów. Żałuję, że nie zachował się stary, piękny dworzec wiślany, że parowiec Stanisław zakończył żywot na Zalewie Zegrzyńskim.
Zawsze chciała być dziennikarką. Za namową rodziców skończyła najpierw ekonomię, potem praktykowała w warszawskim „Sztandarze Młodych”. Później założyła jego mazowiecki oddział w Płocku. Pracowała w „Petro-Echu”. Powołała własny tygodnik „Życie Płocka”.
- Mama była pierwszym weryfikatorem moich tekstów i obiektywnym recenzentem. Pytała o objętość i gdzie mnie wydrukowali – wspominała.
Do najnowszej książki szukała autorka tematów w starych gazetach. Przejrzała 30 tysięcy stron czasopism płockich i warszawskich zgłębiając historię m.in. rodziny Górnickich.
- Jestem pełna szacunku dla dziennikarzy okresu międzywojnia. To ludzie mobilni, natychmiast znajdowali się tam, gdzie działo było jakieś wydarzenie czy katastrofa. A przecież w gazecie pracował jeden dziennikarz, maksymalnie dwóch.
Reklama
Zdaniem Romany Kuffel teraz są dziennikarze wspaniali, ale są też przypadkowi. Zapominają, że to zawód społecznego zaufania, że słowo rani, a to, co pójdzie w eter, trudno „odszczekać”.
- Trwa wyścig, kto prędzej zamieści, ile ma kliknięć. Moja mentorka Krystyna Tarasiewicz powtarzała, że nie wszystko jest na sprzedaż. Starałam się tak postępować. Nie byłam hieną. Zawierzyłam swojej intuicji, chociaż tematy były trudne, jak najgłośniejszy w okresie międzywojennym proces arcybiskupa Mariawickiego czy po wojnie historia zamordowania lekarki.
Reklama
To jedna z najgłośniejszych, do dzisiaj niewyjaśnionych płockich historii, która wciąż budzi wiele pytań. Dlaczego życzliwa ludziom, świetna lekarz pediatra została porwana. Za co zginęła? Wiadomo, że
„5 czerwca 1970 roku około 15.00 do drzwi czteropokojowego mieszkania na drugim piętrze cenionych i powszechnie szanowanych w Płocku lekarzy Stefanii i Kazimierza Kamińskich, w kamienicy przy ulicy Tumskiej 6, gdzie mieli także swoje gabinety, zadzwonił niezbyt wysoki okularnik w ciemnym garniturze. Około pięćdziesiątki. Cecha rozpoznawcza? Ponure, dzikie spojrzenie. Przybysz z charakterystycznym wschodnim akcentem poprosił o przyjazd doktor Kamińskiej do bardzo chorego synka, który przebywa z nim na wczasach w pobliskim Brwilnie”.
Reklama
W połowie czerwca 1971 r. Zygmunt Bielaj vel Iwan Ślezko nie miał już wyboru. Pod wpływem przytłaczających dowodów przyznał się do uprowadzenia Stefanii Kamińskiej i żądania okupu, ale zaprzeczył że ją zabił. Sąd skazał go na 15 lat więzienia, a w styczniu 1985 roku prokuratura umorzyła śledztwo o zabójstwo lekarki. Po 18 latach Ślezko wyszedł z więzienia, dożył spokojnej starości w domu pomocy społecznej. Zmarł w 1993 roku.
– Do końca nie ujawnił, co naprawdę stało się z płocką lekarką. Dokonał zbrodni prawie doskonałej – pisze autorka
Reklama
Historia porwania i śmierci doktor Kamińskiej wzbudziła zainteresowanie podczas promocji. Publiczność zastanawiała się, dlaczego nie ma ciągu dalszego. Sprawa mogła przecież trafić do Archiwum X. Jedna ze współczesnych hipotez głosi, że mógł to być mord polityczny. Być może była mimowolnym świadkiem czegoś, za co zapłaciła cenę.
On miał opinię utracjusza, przystojnego i eleganckiego uwodziciela o olbrzymim uroku osobistym, pożeracza damskich serc. Kiedy gościł u Piwnickich w Sikorzu, był już sławnym autorem „Znachora” i „Profesora Wilczura”. Katarzyna Piwnicka, gdy poznała Dołęgę-Mostowicza, miała 15 lat. Prawił komplementy, zachwycał się jej talentami, towarzyszył w spacerach nad Skrwą. Chciał się oświadczyć i być może przekonał Piwnickich, gdy w nowej powieści „Trzy serca” umieścił idealną bohaterkę o imieniu Kate (Kasia). Zgodzili się na zaręczyny, które miały się odbyć w listopadzie (1939 r., gdy dziewczyna uzyska pełnoletniość).
Historia miłosna, którą przywołuje Romana Kuffel, nie skończyła się happy endem. Wyrzuceni z majątku właściciele Sikorza przenieśli się do Warszawy. Zaangażowana w działalność konspiracyjną Kasia długo nie wiedziała, co dzieje się z ukochanym. O jego losach krążyły legendy. Zaciągnął się do wojska. Zginął od strzałów sowieckiego czołgu w Kutach na granicy z Rumunią.
Szczęśliwy finał miała natomiast historia innej pary – aktorki Anny Dziadyk i Wiesława Dymnego. Poznali się na planie kręconego w plenerach Łącka i Płocka filmu Henryka Kluby „5 i 1/2 Bladego Józka”. Dla Ani artysta złagodniał, przestał pić. W 1972 roku wzięli ślub. A chociaż małżeństwem byli tylko siedem lat (Dymny zmarł nagle w wieku 42 lat) aktorka do dziś przechowuje znaleziony nad płocką Wisłą kamień miłości. A film nie wszedł do kin w wersji oryginalnej, gdyż cenzura zniszczyła część taśm-matek. Dzisiaj jest jednym z najważniejszych dzieł na turystycznym szlaku Filmowego Płocka.
W książce autorka wyjawia ponad 30 tajemnic Płocka. Zagląda do Hotelu Petropol, Fabryki Maszyn Żniwnych. Jeden z jej bohaterów to architekt Staszewski – Tata Kazika.
Książkę „Sekrety Płocka” opublikował Dom Wydawniczy Księży Młyn. Jednym z patronów medialny jest „Tygodnik Płocki”.
Fot. Archiwum Książnicy Płockiej
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze