Ostatnio na tym miejscu poruszałem tematy wagi ciężkiej. Oczywiście w formie w miarę możliwości lekkiej, bo takie są wymagania felietonu. Czas jednak odreagować nieco i zająć się… Rzeczą najważniejszą z nieważnych, czyli piłką nożną. Okazja idealna, bo przed nami gra o wszystko! To znaczy o być albo nie być w finałowym turnieju mistrzostw Europy, który rozegra się u naszych zachodnich sąsiadów, co dla najbardziej zagorzałych fanów reprezentacji ma niebagatelne znaczenie, a to prawie jak w domu. Ze Szczecina do Berlina można dojechać autobusem w niecałe dwie godziny za pięćdziesiąt złotych!
Tylko czy będzie po co? Przed nami bowiem dwa (teraz już tylko jeden) mecze barażowe. Przeciwnicy… Chciałoby się napisać, że z nie najwyższej półki, ale po tym co nasze orły pokazały w grupie wiadomo, że dla nich półka wystarczająco niska nie istnieje. Ale ja nie o szansach chcę pisać, a o pewnej wypowiedzi „człowieka, który zatrzymał Anglię”. A dokładniej, komentarzu do powołań selekcjonera reprezentacji naszego pięknego kraju na te spotkania. Jego zdaniem na liście powołanych nie powinni się znaleźć gracze polskiej „Ekstraklasy”, czyli zawodnicy Jagiellonii Białystok i Lecha Poznań.
O to wypowiedź bohatera z Wembley: Dla mnie te powołania są trochę dziwne. Sprawa dwóch zawodników Jagiellonii Białystok… Nie wiem, o co tutaj chodzi… Zarówno Salamon, Romanczuk i Marczuk grają we własnym sosie. W naszej lidze to my byśmy też pokopali w piłkę. A tu nie o to chodzi, tu chodzi o konfrontację międzynarodową. Koniec cytatu! Nic dodać, nic ująć! Jaka jest wartość naszej „Ekstraklasy”, to dobitnie pokazały pucharowe występy najlepszych ligowców. I jeśli ktoś miał jakieś złudzenia, to ostatecznie musiał je rozwiać „popis” warszawskiego wicemistrza kraju w starciu z norweskim przeciętniakiem. „Dokonania” pozostałej trójki pucharowiczów lepiej pominąć milczeniem.
Jeśli zatem kibic ma z nadzieją patrzeć w najbliższą przyszłość to może ją opierać tylko na tych, którzy występują w ligach zagranicznych. W jakich klubach? To akurat pozwolę sobie pominąć milczeniem, bo normalnemu zjadaczowi chleba, który fanatykiem futbolu nie jest, te nazwy absolutnie nic nie powiedzą. Może poza trzema, w których występują: reprezentacyjny bramkarz (Juventus Turyn), młody zdolny obrońca, który ostatnio rozegrał dobry mecz w Lidze Mistrzów (Arsenal Londyn) oraz największa rodzima gwiazda – napastnik FC Barcelona. I to by było na tyle…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze