Ma kilka maleńkich marzeń
Pani Jadwiga przed dziesięcioma laty stała się rodziną zastępczą dla wówczas 6-letniego prawnuka i wychowuje go do dziś. – Ot tak, wspólnie klepiemy biedę i choć staramy sobie radzić z kłopotami, to czasami jesteśmy bezsilni i musimy poprosić o pomoc – tłumaczy.
Przed 10 laty wnuczka pani Jadwigi zostawiła swojego małego synka i przestała się nim interesować. Chłopczykiem nie mogła zająć się babcia, więc przygarnęła go prababcia, która miała trochę więcej siły. Choć już była na rencie i miała niewielkie dochody, to wiedziała, że sobie poradzą.
Posłała chłopca do szkoły i to nie tylko do podstawówki. Mały był uzdolniony muzycznie, więc zdecydowała się także na szkołę muzyczną. Chłopak radził sobie bardzo dobrze, przechodził z klasy do klasy, a prababcia wychowywała go, pomagała w lekcjach, starała się, by niczego mu nie brakowało. – Żyliśmy od kredytu do kredytu. Jeden spłacałam, brałam drugi. Przecież musiałam wnusiowi kupić instrument, nuty, książki – to wszystko kosztuje, a ja właściwie mogłam liczyć tylko na siebie. Trudno było iść do obcych i prosić o pomoc – wyjaśnia.
Pewnie problem z wychowaniem prawnuka byłby mniejszy, gdyby nie jego poważne kłopoty zdrowotne: wątroba niesprawna genetycznie, dwie niewydolne zastawki i jaskra. Konieczna jest stała opieka lekarzy specjalistów. – Bywa, że śniadanie jem dopiero pod wieczór, bo dla mnie najważniejszy jest wnusio. To dla niego stoję w kolejkach do lekarzy, staram się ogarnąć wszystkie kłopoty. Nie chcę, by czuł się gorszy tylko dlatego, że został pod moją opieką. Robię wszystko, by wynagrodzić mu rodzinne niedostatki – mówi.
Najtrudniejsze jest proszenie o pomoc i pani Jadwiga robi to tylko wtedy, gdy już nie widzi innego wyjścia. Kłopoty finansowe ma nieustannie, a pieniędzy brakuje na wszystko. Z wielu rzeczy musiała zrezygnować, prawdopodobnie na zawsze. – Od roku nie oglądam telewizji, jak wyłączyli sygnał w gniazdku, tak mam czarny obraz. Miałam stary odbiornik, potrzebny był jakiś dekoder, ale skąd miałam go wziąć? Zrezygnowałam z tego luksusu. Trochę żal mi wnusia, bo on też nie ogląda, ale co zrobić. Gdyby ktoś chciał się ze mną podzielić, oddać taki, którego już nie używa, to chętnie bym przyjęła. Mam też inny, ważniejszy problem. Wnuczek dostałby się na wyjazd ze szkoły na turnus rehabilitacyjny. Ale beze mnie nie pojedzie. Muszę pilnować, żeby brał leki, dbał o siebie, bo on sam sobie nie poradzi. I powiedziano mi, że chętnie mnie zabiorą, ale muszę zapłacić za swój pobyt. No i jest problem, bo takich pieniędzy to ja w żaden sposób nie wygospodaruję – dodaje zmartwiona.
Pani Jadwiga potrzebuje pomocy, takiej zwyczajnej, ludzkiej. Może wśród czytelników znajdzie się ktoś, kto zechce się podzielić. Kontakt do redakcji: tel. 24 262 55 88.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze