Reklama

Płocczanin rajdowym wicemistrzem Polski

10/01/2001 14:02
Michał Jackiewicz z zawodu jest dziennikarzem motoryzacyjnym, którego na co dzień można spotkać w naszym nadwiślańskim grodzie podczas wykonywania pracy zleconej mu przez zaprzyjaźnioną z „TP” redakcją TV TELE – TOP.Oprócz tego zawodu w ankiecie wpisuje także: kierowca rajdowy. I to nie byle jaki – kiedyś wyprzedzały go nawet „maluchy”, a od niedawna jest wicemistrzem Polski, godnie reprezentując Płock na arenie ogólnopolskiej. Wśród licznych zajęć podzielonych pomiędzy treningi jazdy i obowiązki dziennikarskie Michał znalazł chwilkę wolnego czasu i dał się namówić na rozmowę dla Tygodnika Płockiego. - Starty w rajdach samochodowych rozpocząłeś w roku 1992. Jak do tego doszło? - Jako dziennikarz i kibic obserwowałem rajdy samochodowe. Razem z kolegą zaczęliśmy interesować się tym, jak wyglądają profesjonalne rajdy od zaplecza i na początek postanowiliśmy wystartować w rajdzie dla amatorów. Wydawało nam się, że taki start jest bardzo łatwy, a przygotowania bardzo proste. W Płocku, w 1992 roku odbywał się rajd amatorów zorganizowany przy współudziale Renault, w którym startowali głównie zawodnicy z Warszawy. Podczas startu, w tym pierwszym w moim życiu rajdzie, zająłem z kolegą jedno z ostatnich miejsc. Wynikało to z tego, że nie miałem doświadczenia oraz dlatego, że jechałem skodą 105 l, podczas gdy rywale mieli nissany czy audi. Zawodnicy z Warszawy byli ludźmi profesjonalnie przygotowanymi, mieli samochody z klatkami, przerobionymi silnikami, ze specjalnym ogumieniem, z serwisami. Byli to po prostu bogaci zawodnicy, którzy nas zakasowali, co nam się bardzo nie spodobało. Wtedy wyprzedziły mnie nawet „podrasowane maluchy”... - Ale nie dałeś za wygraną, zacząłeś zmieniać samochody, najpierw był duży fiat, polonez, później stare renault 1l turbo. Jak dalej potoczyła się twoja przygoda w udziałami w rajdach samochodych? - W 1994 roku poznałem Krzysztofa Hołowczyca, co spowodowało, że moje dotychczasowe związki ze sportem na szczeblu dziennikarskim stały się bardziej oficjalne i podszyte duchem sportowym. Postanowiłem ponownie wystartować w rajdzie, organizowanym w Płocku przy współudziale ówczesnej Petrochemii Płock. Ponieważ w naszym mieście byłem jedynym dziennikarzem, który miał związki z motoryzacją i sportami samochodowymi, prezes Autoklubu Dziennikarzy poprosił mnie o pomoc przy organizacji tego rajdu. Oprócz pomocy w formie organizacyjnej wystartowałem w rajdzie jako zawodnik. Od tego czasu zacząłem jeździć w rajdach dziennikarskich, zaczęły przychodzić zaproszenia na kolejne eliminacje. W miarę dobrze jeździłem, więc dosyć szybko przyjąłem się w środowisku kierowców rajdowych. W latach 1997 – 98 zdobyłem dwa tytuły wicemistrza Polski dziennikarzy w klasie aut cinquecento i postanowiłem poważnie zająć się sportem motorowym. - To znaczy, że kolejnym Twoim ruchem było rozpoczęcie poszukiwań sponsorów, bo przecież w tej dziedzinie sportu oprócz ambicji, umiejętności i licencji potrzebne są pieniądze... - Niestety, pieniądze są nieodzowne. Trzeba „podrasować samochód”, mieć na wpisowe, hotele i utrzymanie ekipy podczas startów. Na szczęście, udało mi się znaleźć ludzi w Płocku, którzy uznali, że start zawodnika w rajdzie samochodowym jest dobrym sposobem na promowanie firmy. Wkrótce przyszła refleksja i doszedłem do wniosku, że skoro po pięciu latach startów zacząłem osiągać sukcesy, warto pomyśleć o licencji R 2. Jest to licencja pół amatorsko – profesjonalna, która zapewnia starty w rajdach niższego szczebla niż Mistrzostwa Polski, ale biorą w nich udział kierowcy w samochodach z klatkami, fotelami, pasami, z całym tym rynsztunkiem, który jest do tego potrzebny. Jest to taka liga półzawodowa, bardzo silnie obsadzona w Polsce. Tę licencję zdobyłem w trakcie startów w rajdach dziennikarskich w przeciągu trzech lat, w roku 1998 i mogłem już startować w rajdach na szczeblu okręgowym. - Jaka była kolejna poprzeczka, którą sobie postawiłeś na drodze do kariery sportowej? - Kolejnym etapem, było zdobycie licencji zawodowej R 1, co jest o wiele trudniejsze, chociażby ze względów finansowych. Zacząłem się do tego pieczołowicie przygotowywać. Powstał wokół mojej osoby mały zespół rajdowy, płocko-katowicki. Rok później uzyskałem licencję sportową R 1, która pozwala mi na starty we wszystkich rajdach na świecie. Dokonałem tego startując tylko w trzech rajdach, zdobywając w nich wystarczającą liczbę punktów. W 1999 roku zostałem odznaczony Brązową Odznaką Honorową Polskiego Związku Motorowego. - Wystartowałeś w ubiegłym roku posiadając licencję R 1 w Rajdowych Mistrzostwach Polski i osiągnąłeś niewątpliwie sukces... - Tak, w 2000 roku brałem udział w Rajdowych Mistrzostwach Polski w Pucharze Seicento Sporting. Najtrudniejszy z całego cyklu był Rajd Zimowy Dolnośląski, rozgrywany w lutym, w Kotlinie Kłodzkiej. Zająłem tam 8 miejsce w klasie N-1 (samochody z minimalną ilością przeróbek) oraz zdobyłem z kolegami z drużyny puchar dla najlepszej załogi telewizyjnej w Polsce. Obecnie jeżdżę z pilotem Wojciechem Grochowiczem z Katowic. Nasze życie pochłaniają treningi, modernizacja i ciągła przebudowa auta, serwis i poszukiwanie sponsorów, którzy rynek sportów motorowych odkryją dla reklamy swoich firm. - Co czujesz siedząc za kierownicą, kiedy prędkość wyznacza drogę wiodącą ku zwycięstwu... - Jest to nieodparta chęć pędu przed siebie, niezwykła przygoda i niesamowite wrażenia. W ubiegłym sezonie jeździliśmy po to, żeby się dopasować do tej najwyższej półki, nie tylko pod względem przygotowania psychicznego, zebrania doświadczeń, ale także finansowym. Udział w Mistrzostwach Polski pochłania ogromne zasoby funduszy z budżetu przeznaczonego na starty w rajdach. Czołowe auta warte są od 250 – 400 tysięcy dolarów. My jeździmy seryjnym seicentem, którego wartość wynosi 20 tysięcy złotych - skaluje to niejako cały problem, z jakim się borykam i od razu zamyka nas na jakiejś liście, niezależnie od wyniku. - A jakie jest to Twoje wymarzone auto? - Chciałbym się przesiąść do samochodu trochę większego, gdyż ważne jest w sporcie motorowym odpowiednie skalowanie swoich umiejętności. Myślę o mitshubissi... - W takim razie na pewno masz jakiś autorytet wśród sportowców z górnej półki? - Przykładem jak wiele można osiągnąć, będąc konsekwentnym i upartym w swoim działaniu, jest dla mnie Janusz Kulig, zwany przez znajomych tytanem pracy. No i oczywiście Krzysztof Hołowczyc. - Czy tylko prowadzisz samochód, czy też może lubisz samemu „podłubać” i pomajsterkować przy silniku? - Przekonałem się ostatnio, że nie wszyscy mechanicy nadają się do tego, by im powierzyć swój samochód rajdowy. Od stanu technicznego samochodu niejednokrotnie zależy życie i zdrowie kierowcy oraz pilota. Generalnie sam pracuję przy samochodzie. Tyle, ile jestem w stanie zrobić w warunkach polowych, wykonuję sam. Po prostu umiem i wiem jak naprawić auto. Niestety, w rajdach wyższego szczebla nie ma takich możliwości, bym mógł sam zadbać o stan silnika, zawieszenia, klocków hamulcowych itp. To są już bardzo skomplikowane auta, naszpikowane elektroniką, którą zajmują się odpowiednie zespoły ludzi. - Jak udaje Ci się godzić zawód kierowcy rajdowego z wykonywaniem obowiązków dziennikarskich? - Kierowca rajdowy R 1 jest niewątpliwie zawodem, który głównie wykonuję. Tę licencję ma w Polsce około 100 osób, czynnie startujących w zawodach oraz około 40 kierowców pozostających w stanie spoczynku z powodu braku finansów. Tę pracę, obciążoną wielogodzinnymi treningami, która ponadto wymaga ogromnych nakładów finansowych staram się godzić z zawodem dziennikarza. Dziennikarkę uprawiam dlatego, że każdy przysłowiowy grosz jest potrzebny, bym mógł brać udział w wyścigach. Pracę dziennikarza telewizyjnego czy prasowego wykonuję nocami i w weekendy. - Jakie są Twoje najbliższe plany? - Na pewno przesiąść się do większego, lepszego i bezpieczniejszego samochodu, na którym będę mógł osiągać lepsze wyniki w klasyfikacji generalnej. I oczywiście, pomimo niezbyt przychylnego spojrzenia na moją pracę ze strony najbliższej rodziny (mama miała największe opory z zaakceptowaniem mojego „konika”), jeździć, jeździć i zdobywać coraz to lepsze trofea. W nowym sezonie planuję starty samochodem klasy N-2 z silnikiem o pojemności 1600 cm sześciennych. Powinniśmy razem z zespołem MJ MOTORSSPORT RALLY TEAM wystartować w pełnym cyklu Rajdowych Mistrzostw Polski i wziąć udział w imprezach okręgowych. Wystartujemy także w Mistrzostwach Polski Dziennikarzy, gdzie udało nam się wywalczyć tytuł wicemistrzów Polski w klasie 4. - Dziękuję za rozmowę i życzę Ci spełnienia wszystkich planów i marzeń. Tekst i fot.: (mus)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości