Niewykluczone, że w gronie Polaków, którzy zaginęli w obozach pracy w południowych Włoszech, znajdują się także mieszkańcy Płocka czy Mazowsza Płockiego. Na razie płocka policja nie prowadzi postępowań w podobnych sprawach, ale zastrzega, że jeśli tylko otrzyma podobne zgłoszenie, natychmiast się nim zajmie. Tymczasem w Płocku nadal funkcjonują firmy, które obiecując intratną pracę za granicą, wyłudzają na ten cel wysokie opłaty. Płocka prokuratura prowadzi obecnie pięć postępowań przeciwko oszustom z branży pośrednictwa pracy. Dobiegające z mediów sygnały o karygodnym wyzyskiwaniu Polaków w obozach pracy w południowych Włoszech i Anglii niepokoją nie tylko tych, których członkowie rodzin wyjechali z kraju za chlebem. Pełne obaw są także osoby, które dopiero wybierają się do pracy za granicą. Zwłaszcza po ostatnich doniesieniach o tajemniczych zaginięciach. Mariusz Gierula, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Płocku mówi, że do tej pory nikt nie zgłosił zaginięcia, które można by w ten sposób zakwalifikować, ale: – Zdarza się, że rodziny dopiero po wakacjach uzmysławiają sobie, że ich pracujący za granicą syn zbyt długo milczy. Jeżeli dotrze do nas podobna informacja, natychmiast rozpoczniemy poszukiwanie takich osób. W ogólnopolskich stacjach telewizyjnych pojawiają się już komunikaty policji o zgłaszaniu każdego przypadku, gdy rodzina traci kontakt z kimś pracującym za granicą. Nie można lekceważyć żadnego sygnału na ten temat ani zakładać, że ktoś wcześniej czy później jednak się odezwie. We Włoszech organizatorzy obozów pracy, którzy postanowili współpracować z policją, obawiają się już o własne życie. Trzeba też pamiętać, że szajka z województwa podkarpackiego, która wysyłała Polaków do katorżniczej pracy we Włoszech, miała kontakty na terenie całej Polski. Fałszywi pośrednicy pracy za granicą najczęściej ogłaszają się w prasie regionalnej. Prokuratura Okręgowa w Płocku zajmuje się obecnie pięcioma przypadkami, w których doszło do oszustwa przy pośrednictwie pracy. Najczęściej chodzi o wyłudzone pieniądze: – W jednym z przypadków osobom obiecywano pracę w Niemczech, podpisały nawet jakieś umowy, wpłaciły pieniądze za pośrednictwo, po czym okazało się, że miały do czynienia z oszustem – z pracy nic nie wyszło. W innym z kolei oszust wyłudził pieniądze, obiecując pracę w Wielkiej Brytanii, ale więcej się z oszukanym nie zobaczył – relacjonuje Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku. Fałszywe agencje Wyobraźnia oszustów nie ma granic. Mieszkanka Gostynina, która niezgodnie z prawdą ogłaszała się jako licencjonowany pośrednik pracy za granicą, nakłaniała osoby do ukończenia kursu języka angielskiego (który zresztą sama prowadziła), pod pozorem, że jest to warunek konieczny do zatrudnienia za granicą. W ten sposób oszukała pięć osób na sporą kwotę, a później zniknęła z horyzontu miasta. Wszczęte przez Prokuraturę Rejonową w Gostyninie postępowanie musiało zostać zawieszone, ponieważ oszustka nie przebywa w miejscu zamieszkania, a jej nowe miejsce pobytu pozostaje nieznane. Płocka filia Wojewódzkiego Urzędu Pracy w tym roku przeprowadziła kontrole dwóch agencji pośrednictwa pracy. W jednej z nich wykryto wiele nieprawidłowości, jeśli chodzi o organizowanie pracy tymczasowej. Jarosław Mioduski, inspektor wydziału kontroli legalności pracy mówi, że agencja ta nie informowała Powiatowego Urzędu Pracy o tym, że zatrudniła bezrobotnych. PUP płacił więc nadal za nich świadczenia zdrowotne, chociaż byli już ubezpieczeni przez pracodawcę. Bardziej niepokoi jednak fakt, że do płockiego WUP trafiają żony płocczan, którzy wyjechali do pracy za granicę i alarmują, że nie otrzymują pensji: – Te przypadki dotyczą właśnie Włoch, także Francji. To na razie anonimowe informacje. Zajmiemy się nimi, jeżeli osoby poszkodowane zdecydują się zgłosić tę sprawę na piśmie lub zostaną przez nas w tym celu przesłuchane. Na tej podstawie rozpoczniemy kontrole podejrzanych agencji pracy. W omawianych przypadkach wszystko wyglądało uczciwie: był nabór, podpisanie umowy o pracę. Z jednym istotnym wyjątkiem – firmy te nie były zarejestrowane jako agencje pośrednictwa pracy, o czym zainteresowani nie wiedzieli – wyjaśnia J. Mioduski. Co grozi oszukańczym agencjom? Jeżeli sprawa trafi do sądu, kara finansowa wyniesie od 3 tys. zł wzwyż. Jak się uchronić przed oszustami? Wykaz wszystkich działających legalnie firm posiada WUP, można go też znaleźć na stronie internetowej: www.wup .mazowsze.pl. Jarosław Mioduski przestrzega przed firmami, które przekonują, że posiadają potrzebne certyfikaty, w rzeczywistości nimi nie dysponując: – Wielokrotnie zdarza się, że od poszukujących pracy żąda się zbyt wysokich opłat, na przykład za przetłumaczenie dokumentów aż 700-1.000 zł. To stanowczo za dużo, maksymalna kwota za załatwienie formalności powinna wynieść 500 zł. Są też firmy, które obiecują, że jeżeli w ciągu 3 miesięcy nie nadejdzie oferta pracy z zagranicy, wówczas zwrócą pieniądze za pośrednictwo, a tego nie czynią. Ktokolwiek wybiera się do pracy za granicę, powinien mieć świadomość przykrych niespodzianek, jakie mogą go tam spotkać. Lepiej więc wszystko dokładnie sprawdzić, niż nieopatrznie znaleźć się na żyznych polach włoskiej Apulii, w pełnym słońcu, bez kropli wody i bez nadziei na zapłatę za pracę. Elżbieta Grzybowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze