Ogromnym zainteresowaniem cieszył się pojedynek „na szczycie”. Pół godziny przed pierwszym gwizdkiem znalezienie wolnego miejsca graniczyło z cudem. Wszyscy nastawiali się na emocje i oczywiście nikt się nie zawiódł. Trudno się dziwić, tam gdzie jest dwóch faworytów spotkania, zdarzyć się może wszystko.Zaczęło się doskonale dla gości, którzy w 10 min. prowadzili 4:1. Wystarczyły jednak 2 minuty i wygrywała Wisła 6:4. Potem sytuacja zmieniała się z minuty na minutę. W 25 min. był remis 11:11, a potem płocczanie objęli prowadzenie i nie oddali go do przerwy. A po przerwie było jeszcze lepiej. W 34 min. Wisła prowadziła 19:13 i żaden z kibiców nie wyobrażał sobie, że płocczanie mogliby przegrać to spotkanie. A wszystko dzięki Marcinowi Wicharemu w bramce, który bronił jak w transie i Iwanowi Proninowi, który rozegrał chyba najlepsze spotkanie w barwach Wisły. W 42 min. podopieczni trenera Zajączkowskiego prowadzili 9-bramkami i taką różnicę udało im się utrzymać do 51 min. Potem goście nieco zmniejszyli przewagę, ale i tak wygrana dała Wiśle miejsce lidera tabeli. Po meczu długo trwały owacje na cześć zwycięskiej drużyny. Adam Wiśniewski, skrzydłowy Wisły Płock, choć z powodu kontuzji nie gra, dopinguje kolegów w każdym spotkaniu. Po pojedynku z Zagłębiem również był szczęśliwy jak i koledzy. – Zagraliśmy bardzo dobry mecz. Przede wszystkim graliśmy skutecznie w obronie i nieźle wyprowadzaliśmy ataki. Wspaniale było patrzeć na początek II połowy, kiedy to na parkiecie dominowali tylko moi koledzy. Robili z rywalem co chcieli. Uzyskanej wtedy przewagi nie dali sobie wydrzeć. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze