Reklama

PKN Orlen to nie wszystko…

07/11/2013 10:37
Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club, przyjechał do Płocka na zaproszenie płockiej Loży BCC. Z płockimi przedsiębiorcami rozmawiał przede wszystkim o legislacyjnych problemach niesprzyjających rozwojowi przedsiębiorczości w Polsce, także o kodeksie pracy różnie postrzeganym przez związkowców i pracodawców. Tygodnik Płocki – korzystając z wizyty Goliszewskiego w naszym mieście – przepytał szefa Loży na okoliczności związane z szeroko rozumianym rozwojem Płocka.
Z Markiem Goliszewskim, założycielem i prezesem Business Centre Club,
rozmawia redaktor naczelny Tygodnika Płockiego Tomasz Szatkowski.
Z wnikliwych dziennikarskich obserwacji i analiz wynika, że byłe miasta wojewódzkie Mazowsza w kontekście znajdowania zatrudnienia skazane są na dwa zasadnicze rozwiązania: albo szybka kolej do Warszawy – tak jak w Ciechanowie i Siedlcach – albo wzmocnienie ich regionalnej roli przez różne działania proinwestycyjne. Płock szybkiej kolei nie posiada, zatem sam powinien stać się silnym ośrodkiem społeczno-oświatowo-gospodarczym, rozwiązującym problemy bezrobocia nie tylko w Płocku i najbliższych okolicach, ale także w okolicznych powiatach. Jakie warunki są niezbędne do osiągnięcia tego celu: pomoc ze strony państwa, samorządu województwa?

– Przede wszystkim potrzebne są warunki do rozwoju przedsiębiorczości, czyli niższe podatki i niższe opłaty. Ale region rozwija się też dzięki np. inwestycjom zagranicznym i inwestycjom polskim, w tym prywatnym, państwowym i samorządowym. Minister Rostowski obcina pieniądze na inwestycje, które mogłyby dać miejsca pracy i rozwinąć przemysł. Inwestorzy polscy mogliby inwestować także w Płocku, tylko trzeba rozpromować oferty, to, czym Płock dysponuje, co ma do zaoferowania. To jest robione w zbyt małym stopniu. Jeśli takie oferty będą, będziemy je kolportować nie tylko w Polsce, ale na cały świat, bo mamy tam oddziały. Jeśli chodzi o inwestycje zagraniczne, to trzeba wychodzić z ofertą przygotowaną: jakie macie cele, budynki, przepisy. Może Płock powinien otworzyć specjalną strefę ekonomiczną i zachęcić do funkcjonowania w niej te firmy, które są poza Płockiem. Możliwości jest dużo, wszystko zależy od przepisów państwa i przepisów, które w ogóle dotykają przedsiębiorców.

PKN Orlen SA to największe przedsiębiorstwo w Płocku, ważne dla gospodarki całej Polski. Wydaje się, że tak potężny zakład niejako samoczynnie przyczynia się do bardzo szybkiego rozwoju miasta i regionu, że nie trzeba liczyć na pomoc innych. Tymczasem nie do końca wygląda to tak wzorcowo. Gdzie leży problem? Czy Płock nie potrafi wykorzystać potencjału tej firmy, czy w samym Orlenie brak jest pomysłów na zwiększenie strategicznej roli miasta, w którym się ma siedzibę?

– Brakuje właściwej rozmowy miedzy prezydentem a szefem Orlenu, ale też władzami samorządowymi w ogóle i władzami Orlenu. Takiej rozmowy o tym, co możemy zrobić dla was, co dla siebie, czy te obszary się pokrywają. Konkluzja tych rozmów? Zróbmy coś więcej niż do tej pory. Ale nie można opierać rozwoju regionu tylko na jednej, nawet bardzo potężnej i dobrej firmie. Trzeba rozwijać przedsiębiorczość małych i średnich firm.

Być może kwestia większego oddziaływania PKN Orlen SA na Płock nie jest aż tak istotna, być może to nie wielkie przedsiębiorstwa tworzą dobrą atmosferę inwestycyjno-gospodarczą, tylko małe i średnie firmy. Jak pan odbiera tego typu firmy funkcjonujące w naszym mieście?

– Płock mimo wszystko się rozwija, to nie jest ten sam Płock sprzed 10 lat czy nawet sprzed 5 lat. Widać rozwój i sukcesy, ale mogłyby one być szybsze i większe. To zależy od tworzenia warunków małym i średnim firmom. Trzeba zagospodarowywać każdy placyk, każde pomieszczenie, wykorzystywać ściąganie inwestycji, zachęcać, zachęcać, zachęcać i wtedy wybuduje się kolej do Warszawy, która jeszcze zwiększy potencjał tego regionu. Jest postęp, ale za wolny.

Podstawa Business Centre Club to dobrze funkcjonujące Loże regionalne. Jak pan ocenia płocką Lożę BCC. Funkcjonuje już dosyć długo, ale czy częste w niej zmiany personalno-organizacyjne nie osłabiają jej struktur?

– Struktury i znaczenie Loży buduje się na przedsiębiorcach, a tych jest tu w porównaniu z innymi miastami mało. Płocka Loża jest najmniejszą Lożą w naszym kraju, a są Loże po 200, 300, 500 przedsiębiorców. Zatem to wszystko zależy od ludzi: czy chcą i potrzebują wsparcia takiej organizacji jak nasza. My mamy dużo pracy związanej ze wsparciem przedsiębiorców małych i średnich. Loża będzie się budowała, kiedy będzie się tu budowało środowisko przedsiębiorców, a ono w Płocku buduje się za wolno.

A co jest siłą płockiej Loży, jak wpływa ona na całą organizację?
– Sygnalizuje nam problemy, z którymi przedsiębiorcy płoccy mają do czynienia. Były tu pewne interwencje na linii prokurator–sąd z naszej strony i zakończyły się pozytywnie dla przedsiębiorców. Doradztwo prawne, które świadczyliśmy niektórym przedsiębiorcom z Płocka, pomaga im, natomiast ich wskazania, np. zaproszenie do projektu prawa budowlanego zaowocowało tym, że zbudowaliśmy taki projekt, który złożony jest w Urzędzie Zamówień Publicznych i Ministerstwie Infrastruktury i lobbujemy, żeby go wprowadzić.

Kwestia wyrównywania szans rozwojowych poszczególnych regionów w Polsce leży u podstaw tak zwanego janosikowego. Mazowszanie, w tym mieszkańcy ziemi płockiej, są tu – wedle naszego mniemania – wybitnie poszkodowani. Rozumiemy samą ideę, ale już niekoniecznie jej mechanizmy, które w dłuższej perspektywie mogą doprowadzić do znacznego zahamowania rozwoju regionu. Czy BCC uczestniczy w jakiś sposób w kampanii mazowieckiego samorządu, zmierzającej do zmiany niekorzystnych zapisów?

– Ja jako Mazowszanin uważam tak jak pan. Janosikowe jest za duże i trzeba coś z tym zrobić. Jednak żadna organizacja do tej pory nie zwróciła się do nas o wsparcie, czyli rozumiemy, że wszyscy dają sobie radę.

BCC to niejedyna organizacja zrzeszająca polskich przedsiębiorców. Mamy przecież inne: Pracodawcy RP (bardziej znaną pod poprzednią nazwą: Konfederacja Pracodawców Polskich), Lewiatan, Izby Gospodarcze. Także w Płocku Loża BCC działa równolegle z Izbą Gospodarczą Regionu Płockiego. Czym BCC różni się od innych stowarzyszeń, w jakich dziedzinach organizacje te ze sobą współpracują?

– To są konfederacje różnych związków pracodawców, natomiast my jesteśmy największą w Polsce organizacją pracodawców indywidualnych. Do tamtych organizacji należą różne związki pracodawców, a do nas należą firmy. Jest bliższy kontakt organizacji pracodawców z firmą, szybciej przepływa informacja.

Czy w powszechnej świadomości można ocieplić wizerunek polskiego biznesmena? Zdecydowana większość Polaków uważa, że brakuje pozytywnej interakcji między pracodawcą a zatrudnionym. Ten pierwszy w powszechnej opinii skupia się na drastycznym ograniczeniu kosztów pracy, co niesie ze sobą minimalne pensje i tak zwane śmieciowe umowy, w efekcie czego ten drugi nie jest tak wydajny jak mógłby być, gdyby był traktowany bardziej po partnersku.

– Po pierwsze: to, że są takie umowy i nie podnosimy pensji, to wina polityki gospodarczej rządu i wyrywania od przedsiębiorców pieniędzy. W ogólnym koszcie zatrudnienia pensja pracownika stanowi tylko 40%. 60% płacimy jako daninę. Dopóki pracownik nie będzie zarabiać 60, 70%, a daniny nie będą wynosić 30, 20%, to nie będzie lepszej sytuacji. W firmach zrzeszonych w BCC pracownik jest partnerem: jest kierowany na szkolenia, niektórzy kończą MBA. Ale minister Rostowski już chce wyciągnąć opłaty za szkolenia z kosztów uzyskania przychodu. Ci, którzy słusznie narzekają, powinni zastanowić się, jaka jest polityka gospodarcza zwłaszcza Ministerstwa Finansów.
fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości