Reklama

Piękna święta wojna

15/12/2016 07:57
Bez wątpienia największe zainteresowanie kibiców w krajowych rozgrywkach wzbudzają mecze mistrza i wicemistrza Polski, czyli Vive Tauronu i Orlen Wisły. W ostatnich latach pojedynki na swoją korzyść częściej rozstrzygają kielczanie. Na wyjeździe płocka drużyna wygrała ostatni raz 26 maja 2011 roku, u siebie – 13 marca 2016 roku. W tym sezonie sympatycy Nafciarzy mieli nadzieję, że po pięciu latach będą świętować sukces w hali Legionów. Niestety to się nie udało…
Mecz na szczycie tabeli Superligi był niesamowitym widowiskiem, obfitującym we wszystkie wydarzenia, jakie kibice kochają najbardziej. Była nieprawdopodobna wręcz walka w obronie, czerwone kartki, piękne bramki i jak zwykle sędziowie, którzy musieli zaznaczyć swoją obecność na parkiecie.
Płocczanie zaczęli bardzo dobrze, w 12. min prowadzili 7:3, w 19. min gospodarze, po strzale Pawła Paczkowskiego, doprowadzili do remisu, a chwilę później wyszli na prowadzenie i nie oddali korzystnego dla siebie wyniku do ostatniego gwiazdka.
Orlen Wisła początkowo dotrzymywała kroku rywalom, ale ci byli coraz bardziej skuteczni, na dodatek w bramce mieli Filipa Ivica, który kilka razy popisał się niesamowitymi umiejętnościami. I chociaż podopieczni trenera Piotra Przybeckiego nie prezentowali się gorzej niż Vive, to jednak nie zdołali wygrać świętej wojny.
Bardzo blisko remisu płocczanie byli w ostatnich dziesięciu minutach spotkania. Bramki kontaktowe w tym czasie strzelili: w 51. min Adam Wiśniewski (21:20) i Marko Tarabochia (22:21 w 53. min). Nie udało się jednak doprowadzić do remisu, za to swoje gole zaliczali gospodarze. Powoli powiększali przewagę i ostatecznie wygrali trzema trafieniami zapisanymi na konto Vive.
Wynik pojedynku mógł być inny, gdyby nie trzy niecelne rzuty karne. W końcu udało się zatrzymać Karola Bieleckiego, który był cieniem siebie. Niestety płocka drużyna, podobnie jak wszyscy przeciwnicy w Lidze Mistrzów, nie znalazła sposobu na Juliena Aginagalde, który zagrał kolejny świetny mecz.
Ostatnie minuty były niezwykle nerwowe – sędziowie rozdawali minuty karne, a Sime Ivic załapał się nawet na czerwoną kartkę. Wcześniej czerwony kartonik ujrzał Michał Daszek, który od 24. min oglądał mecz z trybun. Emocji nie brakowało. Spornych sytuacji, niestety najczęściej zasądzanych na korzyść gospodarzy, także nie. Po końcowym gwizdku kilku osobom puściły nerwy.
Sędziowie ukarali 12-minutową karą zespół Vive, a w niepełnym składzie Orlen Wisła grała przez 18 min.
Orlen Wisła nadal prowadzi w tabeli grupy pomarańczowej, ale zajmuje II pozycję w tabeli zbiorczej. Kolejny mecz decydujący o fotelu lidera rozegrany zostanie w ostatniej kolejce rundy zasadniczej. Wtedy faworytem powinien być płocki zespół.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości