Bez wątpienia największe zainteresowanie kibiców w krajowych rozgrywkach wzbudzają mecze mistrza i wicemistrza Polski, czyli Vive Tauronu i Orlen Wisły. W ostatnich latach pojedynki na swoją korzyść częściej rozstrzygają kielczanie. Na wyjeździe płocka drużyna wygrała ostatni raz 26 maja 2011 roku, u siebie – 13 marca 2016 roku. W tym sezonie sympatycy Nafciarzy mieli nadzieję, że po pięciu latach będą świętować sukces w hali Legionów. Niestety to się nie udało…
Mecz na szczycie tabeli Superligi był niesamowitym widowiskiem, obfitującym we wszystkie wydarzenia, jakie kibice kochają najbardziej. Była nieprawdopodobna wręcz walka w obronie, czerwone kartki, piękne bramki i jak zwykle sędziowie, którzy musieli zaznaczyć swoją obecność na parkiecie.
Płocczanie zaczęli bardzo dobrze, w 12. min prowadzili 7:3, w 19. min gospodarze, po strzale Pawła Paczkowskiego, doprowadzili do remisu, a chwilę później wyszli na prowadzenie i nie oddali korzystnego dla siebie wyniku do ostatniego gwiazdka.
Orlen Wisła początkowo dotrzymywała kroku rywalom, ale ci byli coraz bardziej skuteczni, na dodatek w bramce mieli Filipa Ivica, który kilka razy popisał się niesamowitymi umiejętnościami. I chociaż podopieczni trenera Piotra Przybeckiego nie prezentowali się gorzej niż Vive, to jednak nie zdołali wygrać świętej wojny.
Bardzo blisko remisu płocczanie byli w ostatnich dziesięciu minutach spotkania. Bramki kontaktowe w tym czasie strzelili: w 51. min Adam Wiśniewski (21:20) i Marko Tarabochia (22:21 w 53. min). Nie udało się jednak doprowadzić do remisu, za to swoje gole zaliczali gospodarze. Powoli powiększali przewagę i ostatecznie wygrali trzema trafieniami zapisanymi na konto Vive.
Wynik pojedynku mógł być inny, gdyby nie trzy niecelne rzuty karne. W końcu udało się zatrzymać Karola Bieleckiego, który był cieniem siebie. Niestety płocka drużyna, podobnie jak wszyscy przeciwnicy w Lidze Mistrzów, nie znalazła sposobu na Juliena Aginagalde, który zagrał kolejny świetny mecz.
Ostatnie minuty były niezwykle nerwowe – sędziowie rozdawali minuty karne, a Sime Ivic załapał się nawet na czerwoną kartkę. Wcześniej czerwony kartonik ujrzał Michał Daszek, który od 24. min oglądał mecz z trybun. Emocji nie brakowało. Spornych sytuacji, niestety najczęściej zasądzanych na korzyść gospodarzy, także nie. Po końcowym gwizdku kilku osobom puściły nerwy.
Sędziowie ukarali 12-minutową karą zespół Vive, a w niepełnym składzie Orlen Wisła grała przez 18 min.
Orlen Wisła nadal prowadzi w tabeli grupy pomarańczowej, ale zajmuje II pozycję w tabeli zbiorczej. Kolejny mecz decydujący o fotelu lidera rozegrany zostanie w ostatniej kolejce rundy zasadniczej. Wtedy faworytem powinien być płocki zespół.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze