Na tydzień przed świętami „Gazeta Wyborcza” zaskoczyła swych czytelników nową sensacyjną prawdą objawioną, jakoby Judasz Iskariota, znany jako zdrajca Jezusa, wcale zdrajcą nie był, a jedynie podstawionym przez Odkupiciela zaufanym współpracownikiem w realizacji planu zbawienia. To szokujące stwierdzenie, gdyby brać je na poważnie, wywraca na nice całą naszą wiedzę o historii zbawienia przekazaną przez tzw. ewangelie kanoniczne. Nie byłoby zatem zbawienia bez poufnej misji tajnego współpracownika, a Judasz wcale nie chciał zdradzić i zrobił to wbrew swej woli? To dobra wiadomość dla wszystkich „TW”, którzy także przecież działali w ramach konkretnego planu.Czy aby jednak nie przecenia się tu roli Judasza, stawiając pytania o termin jego rychłej rehabilitacji? W każdym razie doniosłość odkrytego 30 lat temu dokumentu docenił wydawca, Towarzystwo National Geographic, tak mocno, że wyekspediował go zaraz aż do 29 krajów świata, w tym na rynek polski w niebagatelnym nakładzie siedmiuset tysięcy sztuk w pierwszym rzucie jako bezpłatny dodatek do „GW”. To dużo więcej chyba niż osiągnął dotąd inny bestseller „o naukowych ambicjach”, czyli „Kod Leonarda da Vinci”, na ten sam, modny ostatnio, temat: „jak to z Jezusem naprawdę było”. Towarzystwo NG zadbało także o „naukową” obudowę sensacyjnego rękopisu, dając do zrozumienia w okazjonalnym programie własnej telewizji w Wielki Piątek (termin wybrany akuratnie!), w porze, kiedy Benedykt XVI rozpoczynał w Coloseum Drogę Krzyżową, że „tekst pokazuje nam chrześcijaństwo, jakiego dotąd nie znaliśmy”.
A że nie znaliśmy, to oczywiście zasługa wrednych Ojców Kościoła i cesarza Konstantyna, którzy na soborze w Nicei narzucili wiernym kanon „tylko” 4 ewangelii, potępiając pozostałych 30. Czas zatem zrewidować nasze pojęcie o chrześcijaństwie, a okazja nadarza się znakomita, bo przecież wspomniany „Kod Leonarda” nie spełnił pokładanych w nim nadziei. W każdym razie rozmiar tego nowego przedsięwzięcia pokazuje, że wydawcy z respektem potraktowali podrzędny apokryf z II wieku n. e., wiążąc z nim zapewne duże nadzieje. Bo skoro Ojcowie Kościoła z błahych powodów (kierując się między innymi „zjadliwą krytyką” św. Ireneusza, a przecież „jego argumentacja nie miała sensu”) odrzucili aż 30 innych ewangelii, a zachowali tylko cztery, bo te „czyta się łatwiej niż odrzucone” i „te najłatwiej przemawiały do ludzi”, to chyba wszystko staje się jasne. Otrzymaliśmy uproszczoną, za prostą, na potrzeby gminu przystosowaną wersję historii zbawienia z potępieniem zdrady, zachowań sodomickich i innych patologii, które w międzyczasie urosły do miana cnoty, jak tu więc nie szukać „poważnych źródeł naukowych”, dzięki którym dałoby się jakoś uzasadnić przewrót w doktrynie, zredefiniować chrześcijaństwo, a przynajmniej podważyć oczywistość dotychczasowych twierdzeń, zasiać wątpliwości i na polu twierdzeń teologicznych, i przede wszystkim w sferze moralności.
Oczywiście nie należy się obawiać, by ten „sensacyjny manuskrypt”, „jeden z najcenniejszych skarbów archeologii biblijnej”, jak się nas zapewnia, mógł zmienić nasze wyobrażenia o wierze, a do takich sugestii, oczywiście formułowanych tylko w formie niewinnych pytań, podprowadzają komentarze National Geographic. Choć kto wie, ilu przekona bałamutna retoryka, że na podstawie tego sensacyjnego manuskryptu teologowie biblijni „już konstruują nowe kontrowersyjne teorie”, według których „zdrada nie jest zdradą, ale bohaterstwem” i tak dalej. Wysiłek włożony w promocję musi się jakoś opłacić. Gnostycy z sekty kainitów byli, jak na swoje czasy, bardzo nowoczesnymi chrześcijanami. A nikt nie wątpi, jak bardzo nam potrzeba dziś nowoczesnych chrześcijan. Wszystko stawiali na głowie, Boga Jahwe uważali za Diabła, patriarchów i proroków Starego Testamentu za narzędzie zła, wzór do naśladowania czerpali z mieszkańców Sodomy i Gomory. Czyż nie widać teraz jaśniej, że odnaleziono tajemniczy manuskrypt w czasach dla niego najbardziej odpowiednich? Jezus musiał powierzyć przecież Judaszowi niejeden sensacyjny sekret. A kto odważy się za jakiś czas powiedzieć, że piąta ewangelia jest w czyś gorsza od czterech pozostałych, „kontrolowanych przez Kościół”.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze