Niepokojące wydarzenia rozegrały się na początku ubiegłego tygodnia w płockim Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym na Winiarach. Ich bohaterami, niestety negatywnymi, byli najpierw lekarz – anestezjolog, później jedna z pielęgniarek.W poniedziałek, 18 marca przez blisko półtorej godziny poszukiwali lekarza wezwani, przez rodzinę jednego z pacjentów, do szpitala policjanci. Rodzina pacjenta stwierdziła, że lekarz jest prawdopodobnie pijany. Dzień później, we wtorek 19 marca, funkcjonariuszy z alkomatem wezwał do szpitala zastępca dyrektora. Chciał wyjaśnić, czy jedna z pielęgniarek nie jest przypadkiem pod wpływem alkoholu. Kobieta odmówiła badania na alkomacie, więc pobrano od niej krew, teraz trzeba zaczekać na wyniki. Wszystko zaczęło się od tego, że w poniedziałek po południu do szpital pogotowie przywiozło mieszkańca Drobina, który miał wylew. Za karetką przyjechała rodzina chorego. Oczekiwanie na przyjęcie pacjenta przedłużało się. Dyżurny anestezjolog z Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej długo się nie zjawiał. Był przy łóżkach innych pacjentów, tak przynajmniej tłumaczył swoją nieobecność. Kiedy przyszedł, doszło do ostrej wymiany zdań pomiędzy nim, a lekarzem pogotowia. Rodzina chorego przywiezionego przez ratowników stwierdziła, że lekarz ze szpitala sprawia wrażenie jakby był pijany i postanowiła wezwać policję. - Około 18.00 do szpitala został wysłany patrol. Kiedy policjanci dojechali, lekarz stwierdził, że ma bardzo ważne obowiązki do wykonania i oddalił się – powiedziała Monika Mieczykowska, zastępca prokuratora rejonowego w Płocku. Kiedy lekarz odszedł, jak mówił, do chorych, nie można go było znaleźć przez blisko półtorej godziny. W tym czasie wezwano miedzy innymi lekarza naczelnego. - Kiedy anestezjolog wrócił, poddał się badaniu na alkomacie. Wykonano dwa takie badania. Oba wykazały ponad pół promila alkoholu, była to tendencja stała – dodała Monika Mieczykowska. – Wszczęliśmy postępowanie karne z artykułu 160, paragraf 1 kodeksu karnego czyli o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi za to do trzech lat więzienia. Teraz prowadzone są bardzo intensywne czynności mające wyjaśnić co lekarz robił miedzy innymi w czasie, gdy był poszukiwany, czy rzeczywiście był wtedy przy pacjentach. Sprawą bardzo poważnie zajęła się dyrekcja szpitala, lekarz natychmiast stracił pracę, choć jak zapewnia dyrektor Stanisław Kwiatkowski, był dotychczas bardzo dobrym lekarzem i pracownikiem. - Taki przypadek zdażył się u nas po raz pierwszy i mam nadzieję, że ostatni. Był to bardzo dobry lekarz z piętnastoletnim stażem. W tej chwili już nie pracuje w szpitalu. Nie wiem dlaczego zachował się w ten sposób, narażając pacjentów i dobre imię naszego szpitala, który jest renomowaną placówką w tym rejonie. Wszyscy jesteśmy ta sprawą wzburzeni. Teraz wszystkim zajmuje się prokuratura. Po rozstrzygnięciu karnym przyjdzie czas na sprawę etyczną przed Izbą Lekarską – powiedział Stanisław Kwiatkowski. Sprawa rzeczywiście musiała być przez dyrekcję i ordynatorów potraktowana poważnie. Zaczęli się przyglądać swoim pracownikom bardzo uważnie. - We wtorek, 19 marca, około godziny 23.00 zostaliśmy poproszeni przez zastępcę dyrektora szpitala wojewódzkiego o sprawdzenie jednej z pracownic pod kątem trzeźwości. Kobieta odmówiła poddania się badaniu na alkomacie wiec została od niej pobrana krew. Teraz trzeba czekać na wyniki – powiedział podinspektor Jarosław Brach, rzecznik komendanta miejskiego policji w Płocku. - W tym przypadku także wszczęto postępowanie z artykułu 160 kodeksu karnego – dodał Monika Mieczykowska. Zarówno prokuratorzy jak i policjanci zaznaczają, że do chwili otrzymania wyników badania krwi pielęgniarki nie można przesadzać sprawy. (jac) Fot. DarO
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze