Tak wspaniałej atmosfery i pełnych kibiców trybun nie widziano w Płocku od bardzo dawna. Na stadion przy ul Łukasiewicza 34 przyszło niemal 10 tys. sympatyków płockiej drużyny, którzy na pewno nie zawiedli się widowiskiem. Wielka szkoda, że w sobotę podopieczni Marcina Kaczmarka nie strzelili trzeciej bramki i zeszli z boiska pokonani przez mistrza Polski. Najważniejsze, że się nie poddali, walczyli do końca i udowodnili, że Ekstraklasa trafiła do przygotowanego na wielkie wydarzenia sportowe miasta.
Po 9 latach na stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku znów powróciły derby Mazowsza. Beniaminek rozgrywek Wisła miał za sobą kiepski tydzień, przegrał ligowy pojedynek z Piastem w Gliwicach oraz spotkanie 1/32 finału Pucharu Polski ze Stalą w Mielcu. Osiągnięcia Legii w tym samym czasie były lepsze, choć nie na miarę mistrza Polski – bezbramkowy remis ze Śląskiem i skromna wygrana w Żilinie w III rundzie eliminacyjnej z AC Trencindo Ligi Mistrzów.
Spotkanie znakomicie otworzyli gospodarze. Przy pierwszym w tym pojedynku rzucie rożnym, podyktowanym w 2. min, wykonanym przez Dominika Furmana, piłka poszybowała idealnie na głowę Tomislava Boziča, który umieścił ją w siatce. Chwilę później w znakomitej sytuacji znalazł się Michał Kucharczyk, ale Seweryn Kiełpin był na swoim miejscu.
W 10. min pojedynku sędzia znów podyktował rzut rożny, do piłki ponownie podszedł Furman, tym razem piłka powędrowała do Przemysława Szymińskiego, który głową strzelił drugiego gola dla Wisły, także drugiego w tym sezonie.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. W 17. min sędzia podyktował rzut wolny wykonywany przez gości, po którym kontaktową bramkę strzelił głową Aleksandar Prijovic. W 31. min z 22 m całkowicie zaskoczył Arkadiusza Malarza strzał Dimitara Ilieva, ale piłka poleciała obok słupka.
Goście wyrównali w 41. min. Prostopadłe podanie dotarło do Michała Kucharczyka, który pokonał płockiego bramkarza i I połowa spotkania zakończyła się remisem.
Po przerwie Legia opanowała pole karne gospodarzy. W 58 min po rzucie rożnym, piłka spadła pod nogi Kantego, który chciał wybić piłkę, ale w ostatniej chwili dopadł ją Igor Lewczuk i wpakował do bramki.
W ostatnich 15 min Wisła odzyskała wigor, zdobywała kolejne metry boiska, zaczęła atakować. Bliscy strzelenia gola byli Kante, Giorgi Merabashvili, Cezary Stefańczyk i Sergiej Krivets, niestety piłka nie znalazła drogi do bramki. Po ostatnim gwizdku sędziego Tomasza Musiała, który prowadził także przegrane 3:4 spotkanie 1/32 finału Pucharu Polski w Mielcu, płocczanie mogli cieszyć się tylko ze stworzonego widowiska.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze