Reklama

Pech czy głupota?

31/08/2005 13:56
Po dobrych recenzjach z występu płockiego zespołu w Zurychu kibice mieli nadzieję, że wreszcie tym razem uda się Wiśle awansować do następnej, III rundy kwalifikacyjnej pucharu UEFA. Wierzyli w to kibice, wierzyli także bukmacherzy, którzy najmniejsze pieniądze mieli płacić za zwycięstwo podopiecznych Mirosława Jabłońskiego. Tuż po przyjściu na stadion okazało się, że szanse płockiej drużyny są nieco mniejsze niż oczekiwano, a to za sprawą Kuby Wierzchowskiego, który dzień wcześniej odniósł na treningu kontuzję i spotkanie oglądał z trybun. A wszystko zaczęło się jak zwykle, to znaczy Wisła atakowała, stwarzała groźne sytuacje, ale nic z nich nie wynikało. Stale posyłane były do przodu podania do pilnowanego Ireneusza Jelenia i jak się można było domyślać, albo nie dochodziły do adresata, albo ten nie potrafił strzelić w swoim stylu.
Jęk zawodu rozległ się nad stadionem w 30 min., kiedy to goście wykonywali rzut wolny z 16 m. Wcześniej Mitar Pekovic sfaulował swojego rodaka Dusana Pavlovica, a sędzia pokazał na miejsce, tuż za linią szesnastu metrów. Do piłki podszedł Antonio dos Santos, strzelił i … wszyscy piłkarze, wraz z bramkarzem Robertem Gubcem tylko odprowadzili ją wzrokiem.
Ta strata gola musiała bardzo rozwścieczyć piłkarzy Wisły, którzy mieli przecież zupełnie inny scenariusz do zrealizowania. W 35 min. Sławomir Peszko podał do Dariusza Gęsiora, a ten wpakował piłkę do siatki. Trzy minuty później wykonując trzeci, kolejny rzut rożny, podał do środka Patryk Rachwał, do piłki znów podszedł Gęsior i tym razem też nie spudłował. Bo z Gęsiorem ostatnio jest tak, że nie gra, jest niewidoczny, ale znajduje się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu i potem jest noszony na rękach jak bohater.
Niestety, dwa gole Wisły to mało. Jaka więc wielka była radość kibiców, kiedy w 69 min. po akcji Vahana Gevorgyana z prawej strony, piłka poszybowała wprost do Seada Zilica, który precyzyjnym strzałem tuż obok słupka umieścił ją w siatce. Było 3: 1, wynik, który premiował płocką drużynę.
Radość kibiców była wielka, ale jeszcze większa Zilica, który po zdobyciu gola zbiegł z boiska, zdjął koszulkę i cieszył się razem z widzami. Sędzia nie miał innego wyjścia niż ukarać płockiego piłkarza żółtą kartką. Gdyby wtedy wiedział, jak zakończy się ta akcja, pewnie jego radość nie byłaby taka wielka.
Wisła wbrew oczekiwaniom nie zaczęła murować swojej bramki, ale dalej atakowała. W 72 min. znów Zilic miał okazję być na ustach wszystkich. I był, ale nie w taki sposób jakby chciał. Oto bowiem przerwał akcję Szwajcarów, podał do wychodzącego na czystą pozycje Jelenia i wtedy sędzia zagwizdał faul. Ale nie rywala, tylko Zilica, który ujrzał drugą żółtą, a w rezultacie czerwoną kartkę. W tym momencie było wiadomo, że Wisła szans na awans nie ma i to nie dlatego, że ustępuje przeciwnikowi umiejętnościami.
Przez 10 minut kibice mieli nadzieję, że w dziesiątkę przeciwko dwunastce, bo sędzia chyba też bardziej wierzył, że awans należy się zespołowi gości, można utrzymać wynik. Niestety, w 83 min. za sprawą Eduardo Ribeiro, czyli tego, który zdobył gola w pierwszym meczu w Zurychu, czar prysł. Bo dwóch goli grając w osłabieniu Wisła nie zdołałaby strzelić. Awansowali rywale.
Wisła: Gubiec – Żivkovic, Pekovic, Belada, Kazimierczak (87 Romuzga) – Peszko (70 Mierzejewski), Gęsior, Rachwał, Vujovic (56 Gevorgyan) – Zilic, Jeleń.
Grasshopper: Coltorti – Jaggy (87 Sutter), Stepanovs, Mitreski, Chihab – Santos (79 Toure), Renggli, Eduardo, Pavlovic, Rogerio, Cabanas.
Sędziował: Egill Mar Markusson z Islandii
Żółte kartki: Belada, Zilic, Gevorgyan, Zilic
Czerwona: Zilic
Widzów: ok. 4 tys.
Powiedzieli po meczu:
Hanspeter Latour: Chciałem podkreślić, że wygraliśmy, bo mieliśmy więcej szczęścia. Grały dwie drużyny na europejskim poziomie, ale my mieliśmy więcej szczęścia. Wisła zagrała bardzo dobre spotkanie, ja cieszę się, że mój zespół zachował się spokojnie, piłkarze nie stracili głowy po stracie bramki, tylko jeszcze bardziej angażowali się w grę. To przyniosło sukces.
Mirosław Jabłoński: Rozegraliśmy dwa bardzo dobre spotkania i bardzo żałujemy, że to nie my awansowaliśmy. Zdobyliśmy za to doświadczenie, które powinno procentować w następnych sezonach. Mecz był bardzo emocjonujący, padło dużo bramek. Goście to zespół dobrze poukładany, który trudno złamać. Już byliśmy blisko awansu, kiedy zabrakło profesjonalizmu. Sami sprowokowaliśmy to, że jeden z naszych piłkarzy ujrzał czerwoną kartkę
Jola Marciniak



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości