Reklama

Pątnicy na rowerach

23/09/2009 08:44

Członkowie Klubu Kolarskiego „Viktoria”, działającego przy kościele p.w. Świętego Józefa długo zapamiętają swoją pielgrzymkę na rowerach do europejskich sanktuariów maryjnych. Na początek zawitali do Częstochowy. Dotarli tam w ciągu jednego dnia. Potem już było coraz ciężej. Morderczy upał, strome podjazdy w Alpach, zwykłe zmęczenie, to wszystko razem i osobno dawało się we znaki szóstce śmiałków. Mimo wszystko nie żałują, że odbyli taką podróż życia przez Czechy, Niemcy, Austrię, Włochy, Szwajcarię aż po Francję. Zapewniają, że w przyszłym roku dokończą obrany szlak i pojadą na rowerach z Francji do Fatimy w Portugalii.

W trasę wyruszyli: Leszek Brzeski szef klubu kolarskiego, jak również zastępca dyrektora Zespołu Szkół Technicznych „Siedemdziesiątka” w Płocku, Józef Białecki – nauczyciel, Piotr Antosik – student z PWSZ i Arkadiusz Kozanecki – student z SWPW, Stanisław Pokorski – emeryt i Tadeusz Turowski – pracownik CNH Bizon. Panowie znali się wcześniej, ale ze znacznie krótszych rowerowych wypraw. – Udało nam się jednak stworzyć zgrany team – mówi szef tej wyjątkowej ekspedycji Leszek Brzeski. Wyprawę płocczan wspierał Urząd Miasta Płocka. Kuria wystosowała listy polecające w różnych językach, które miały pomóc podczas odwiedzania kolejnych sanktuariów.
Rowerzyści jechali w sztafecie. Po 2-3 osoby pokonywali 1000 km odcinki, a w sumie „wykręcili” ponad 3 tys. 200 km. Wsparciem w podróży był towarzyszący wyprawie rowerowej wóz campingowy, w którym można było odpocząć i w miarę potrzeb także przenocować.

Reklama

Nie wszystkie kościoły są otwarte
W ciągu 12 dni odwiedzili na rowerach Częstochowę, Bardo, Stara Boleslav, Pribram, Passan, Altoring, Innsbruck, Einsiedelm, Grenoble, La Salette, aż po Lourdes.
– Nie we wszystkich sanktuariach są takie tłumy wiernych, jak w Polsce w Łagiewnikach czy Licheniu. Dość pusto jest w Czechach i dodatkowo trzeba za wszystko płacić, nawet za robienie zdjęć świątyń. Poza tym często kościoły są zamknięte – opowiadają pielgrzymi.
W pamięci utkwiło im miejsce kultu w miejscowości Stara Boleslav. To najstarsze czeskie sanktuarium. Jak również Pribram, gdzie znajduje się cudowny posąg Panny Marii Świętogórskiej, ufundowany przez jezuitów. Tutejszy duchowny z wielką sympatią podszedł do płocczan i oprowadził ich po obiekcie.
– Cała nasza szóstka dość szybko rzucała się w oczy dzięki naszym koszulkom z herbem Płocka. Być może dlatego często spotykaliśmy się z życzliwością napotykanych ludzi – mówi Leszek Brzeski.


Rowerowa wspinaczka do Pięknej Pani
To były jednak tylko miłe przerywniki dość trudnej podróży. Dopóki rowerzyści pokonywali niziny, wszystko szło gładko. Niestety, na obranej trasie nie brakowało również gór. Weźmy Alpy Szwajcarskie, a później jazdę do francuskiego sanktuarium La Salette położonego we francuskich Alpach, w pobliżu Grenoble. Miejscowość ta jest znana głównie z powodu objawienia Matki Boskiej z 1846 roku, która ukazała się dwojgu pastuszkom.
Według relacji dzieci, była to kobieta o niezwykłej piękności, siedząca wewnątrz jasnej kuli. Początkowo miała zakrytą dłońmi twarz, a łokcie oparła na kolanach i płakała. Na jej piersiach widniał krzyż z Jezusem Chrystusem z zawieszonymi na nim narzędziami męki: młotkiem i obcęgami. Na miejscu objawienia (ok. 1750 m n.p.m.) wytrysnęło źródło. Płynie ono do dnia dzisiejszego.
– Spotkaliśmy tam polskiego księdza. Powiedział nam, że jesteśmy trzecią od 20 lat pielgrzymką, która dotarła na miejsce na rowerach. To było bardzo miłe spotkanie. Duchowny na koniec odprawił za powodzenie naszej misji mszę – wspominają rowerzyści.

Reklama

Cierpienie z całego świata w Lourdes
Wierzą, że opatrzność cały czas nad nimi czuwała. Inaczej nie dotarliby do celu swej podróży. Lourdes to drugie po meksykańskiej Gwadelupie najpopularniejsze miejsce na świecie związane z kultem maryjnym, które odwiedza 6 mln pątników rocznie. – Lourdes odwiedzają w szczególności ludzie chorzy, liczący na cudowne uzdrowienia. Zobaczyliśmy więc cierpienie z całego świata. Trudno było też przeoczyć perełki architektoniczne, jak np. kościół, który może pomieścić 20 tys. wiernych – zaznacza Leszek Brzeski.
Płocka ekipa również miała swoje intencje. U celu podróży zdobyła też satysfakcję z pokonania swoich słabości. – Przy okazji udało nam się zwiedzić kawałek Europy. Oglądanie widoków z perspektywy roweru daje więcej radości niż zza szyby samochodu. Szybciej wyłapuje się zmiany, więcej rzeczy zachwyca, jak choćby przejazd nieopodal Mount Blanc pokrytego czapą śniegu – przekonują płocczanie, pełni zapału do przyszłorocznej eskapady, choć znów czekają ich ponowne intensywne treningi. W planach już mają wyprawę rowerową do Katynia.
Jeśli ktoś chciałby wziąć przykład z naszych bohaterów, to zalecają zabranie w taką podróż sprawnego technicznie roweru kolarskiego. Warto też pamiętać, że przy tak długim dystansie zawsze może pęknąć łańcuch, nie mówiąc już o przebitych oponach. Dlatego lepiej wcześniej zaopatrzyć się w części zapasowe. W takiej europejskiej trasie przyda się także znajomość języków obcych, przede wszystkim angielskiego, francuskiego i niemieckiego. Sześć osób zaprawionych w jeździe na rowerze to optymalna liczba uczestników na taką rowerową pielgrzymkę. Trzeba się liczyć, że po drodze nie ma luksusów. Trudno schować się przed słońcem czy deszczem. Można liczyć tylko na swoją kondycję.
To nie pierwsza tego typu wyprawa Klubu Kolarskiego „Viktoria”. Rowerzyści wybrali się już dwukrotnie do Rzymu, raz by uczcić 25-lecie pontyfikatu Jana Pawła II. Dodajmy, że Papież otaczał Lourdes szczególną estymą.     BeeS

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości