Jeżeli za jazz można uznać perfekcyjnie zagraną muzykę opartą na charakterystycznej pulsacji i z obowiązkowym elementem improwizacji, to nowa płyta Pata Metheny niewątpliwie mieści się w tym nurcie.Jeśli się jednak uprzeć i wymagać od jazzu odrobiny artystycznej odwagi, zejścia choć na krok z utartych ścieżek, kropli dźwiękowego szaleństwa, to trzeba się zgodzić, że jest to raczej przeznaczony dla masowego odbiorcy pop. I że sam Pat tkwi od jakiegoś czasu w czymś w rodzaju szachowego pata, nie mogąc wykonać zdecydowanego ruchu w żadną stronę. Mahomet i góra Bezprecedensowe sukcesy wykonawców takich jak Kenny G, David Sanborn albo Candy Dulfer, których utwory były w zasadzie tylko sprytnie udającym jazz popem - gładkim jak pośladki niemowlęcia i przewidywalnym jak scenariusz kolejnego brazylijskiego serialu – dały sygnał, że możliwe jest połączenie niby to artystycznych ambicji, niby to jazzowego instrumentarium, niby to swobodnej improwizacji z sukcesem i nakładami płyt porównywalnymi z największymi gwiazdami rocka i muzyki tanecznej. Ich śladem poszli wkrótce nie tylko młodzi wykonawcy, dla których od początku najważniejsza była pozycja na rynku i popularność, ale i jazzmani o ustalonej renomie, z nie byle jakimi dokonaniami na artystycznym koncie, którzy postanowili zadbać także o swoje konto w banku. Wydawane w latach 80-tych i 90-tych albumy takich tuzów jak Wynton Marsalis, Herbie Hancock czy właśnie Pat Metheny - z muzyką teoretycznie pozostającą jazzem, tyle że odpowiednio uładzoną i uprzystępnioną, dostosowaną do masowych wymagań – były nie tylko znakomitym przykładem upowszechnienia się nurtu tego swoistego “pop-jazzu”, ale wręcz go oficjalnie legalizowały i uświęcały mocą artystycznego autorytetu i legendy. Także z drugiej strony patrząc, każdy nawet nieszczególnie wyrobiony muzycznie słuchacz, mógł się poczuć należycie dowartościowany, kiedy słuchał sentymentalnych saksofonowych fraz albo swobodnych pulsujących rytmów, bo dawało mu to świadomość przynależenia do elitarnego światka miłośników jazzu, koneserów sztuki z wyższej półki. Snobizm bywa jak najbardziej zdrowy i pożądany, czasem staje się najlepszą siłą napędową dla ukrytych ambicji i aspiracji. Szkoda tylko, że skoro Mahomet się guzdrał i z ociąganiem szedł do góry, góra postanowiła aż tak szybko i skwapliwie zakasać spódnicę i udać się do Mahometa. Jak się wyrasta z dzikości serca W przypadku kolejnych albumów Pata Metheny zmiany dokonywały się stopniowo, zewnętrzna, gładko wypolerowana warstwa muzyki pozostała w zasadzie ta sama, nienaganny warsztat budzi szacunek jak dawniej, zaś przebłyski wirtuozerii technicznej nadal potrafią zadziwić. Wystarczy jednak porównać ze sobą wczesne płyty gitarzysty, te z przełomu lat 70-tych i 80- tych, z nagrywanymi w ciągu ostatniej dekady, posłuchać ich tego samego wieczoru, najlepiej na przemian, aby dostrzec, w czym rzecz. No bo jak się ma niebywała spontaniczność, momentami wręcz dzikość “Pat Metheny Group” z 1978r, niemal dotykalna zmysłowość “New Chataqua” z 1979r., fascynująca chropawość i stylistyczna wieloznaczność “Offramp” z 1981r. do dekady późniejszych albumów w rodzaju “Secret Story” czy “Road To You”, owszem, wycyzelowanych, dopieszczonych brzmieniowo, zagranych naprawdę po profesorsku, ale pozbawionych dawnej pasji, niepokoju, kapryśnego uroku, a momentami zwyczajnie nudnych. Prawdziwa sztuka powstaje z osobliwego, alchemicznego połączenia technicznej biegłości, pracy umysłu i porywu serca. O ile dwa pierwsze elementy udało się przez bez mała 30 lat istnienia Pat Metheny Group zachować, o tyle ten trzeci wyraźnie zawodzi, pozostaje w tyle. Także inne projekty Metheny´ego, m. in. płyty nagrane z Johnem Scofieldem i Charliem Hadenem, którym nie brakło ani oryginalnych kompozycji ani intrygującej aury brzmieniowej, były wyraźnie coraz uboższe w warstwie emocjonalnej. Jakby siatka nerwów pod skórą muzyki zrobiła się rzadsza, mniej napięta i czuła, jakby na ściankach tłoczących rytm tętnic osadzało się więcej wapna, jakby serce kolejnych utworów powoli stygło i nieruchomiało. Ale przecież w tym samym czasie gasły emocje i stygły serca także słuchaczy Pata, których życie płynęło równolegle i w tym samym, niestety, kierunku. Nowa płyta Pat Metheny Group “Speaking Of Now” została nagrana w nieznacznie zmienionym składzie, bo oprócz Pata Metheny na gitarach, Lyle Maysa na instrumentach klawiszowych i Steve´a Rodby na kontrabasie, gościnnie wystąpili obsługujący rozmaite perkusjonalia Richard Bona, trębacz Cuong Vu i perkusista Antonio Sanchez, Bona i Vu dodatkowo udzielając się także jako wokaliści. Ten poszerzony skład, a także rozbudowane partie wokalne upodabniają nieco tę płytę do słynnej “Still Life (Talking)” z 1987r. Brak jej być może tamtej przebojowości, świeżości i dynamiki, ale dzięki temu ożywia się coraz bardziej sztywna i jałowa na ostatnich płytach konwencja kwartetu z gitarą na czele, muzyka zdaje się łapać drugi oddech i nowy wiatr w żagle. Wrażenie dźwiękowego deja vu co prawda pozostaje, lecz jest całkiem miłe. Skoro przyszłość wydaje się przereklamowana i nie niesie niczego ciekawego, warto czasem obejrzeć się za siebie, poszperać w pamięci i poszukać natchnienia w przeszłości. Tytuł albumu “Speaking Of Now” sugeruje, że oto dowiadujemy się, co nam mówi teraz, dziś, obecna chwila życia. No więc dowiadujemy się, że brzmienie gitary Pata pozostaje jak dawniej wysmakowane i uwodzicielskie, choć jest to urok bardziej konwencjonalny niż przed laty. Że jazz, nawet kiedy przestaje być jazzem i nabiera prostackich popowych manier, może nie tracić na melodyjności i nastrojowości. Że ludzkie serca, owszem, starzeją się i stygną, ale taka melancholia także potrafi być bardzo mądra i piękna . A w końcu, że nawet jeśli wydaje nam się czasem, że brniemy w ślepą uliczkę – wszystko jedno stylu czy życia – w jakiś szachowy pat, który nie daje nam możności ruchu, to i tak warto starać się robić to z uczuciem i wdziękiem. Bo nie da się zacząć wszystkiego po raz drugi, tak całkiem od nowa. Maciej Woźniak Za płyty, życzliwość, uczucie i wdzięk dziękujemy stoisku muzycznemu “Swing” w Domu Handlowym TSS na I piętrze.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze