Reklama

Paraliżująca codzienność “słodkich” ulic - Gdy sąsiad okrada sąsiada

22/05/2003 15:02
Pan Marek swojego sąsiada mija codziennie przed blokiem. Wciąż wymieniają grzecznościowe “dzień dobry”, a tak naprawdę powinien mu “obić pysk”. Bezczelnie okradł go dwa tygodnie temu. Razem z koleżkami w biały dzień wyniósł mu z mieszkania bloku komputer, wieżę, aparat cyfrowy...Reszta sąsiadów oficjalnie (dla policji) nic oczywiście nie widziała. Ot, proza życia i cały urok mieszkania na ulicach “słodkich”. Wszystkich paraliżuje tu strach. A gdy policjanci poszli, życzliwym mieszkańcom bloku rozwiązały się języki. - Panie sąsiedzie, to ten z dołu pana “obrobił”. Ten co całymi dniami stoi pod blokiem z kolegami. Oni tak sobie obserwują wszystkich wkoło. Zobaczył, że pan wychodzi, jak zwykle do pracy, że jak zwykle nie wróci pan szybko, że żona też wyszła do pracy, no to weszli i wszystko wynieśli. Szkoda mi pana. Przecież nawet się tym komputerem pan zbytnio nie pocieszył. Kiedy pan go kupił, miesiąc temu, no najwyżej dwa? Przed żadnym sąsiadem nic się nie da ukryć. Na nikogo nie można też liczyć. Nikt nie zadzwonił po policję. Nikt nie interweniował. A przecież świadków było wielu. Poszkodowany pytając, skąd ta znieczulica, usłyszał, “no co pan oszalał, a jutro będę się bał o dzieci, bawiące się pod blokiem, żeby całe do domu wróciły”. Znikąd pomocy ani zrozumienia. Człowiek zostaje sam w swoim ogołoconym mieszkaniu, z obawą, co mu się jeszcze może przytrafić ze strony “uczynnych” sąsiadów. Po takich wypadkach, mieszkanie w bloku pełnym na każdym piętrze ludzi, wcale nie przywołuje poczucia bezpieczeństwa. Nie można liczyć nawet na policję. Wezwani funkcjonariusze przyszli, spisali protokół, kazali czekać. Minął jeden tydzień, drugi, trzeci. Żadnych wieści. Pan Marek chciał pomóc w śledztwie. Przecież wiedział, kto go okradł. Okazało się wtedy, że policja również jest dobrze poinformowana. - Ta dziesięcioosobowa szajka już raz wpadła na gorącym uczynku. Tylko tak ich można złapać. Co z tego, że wpadli, skoro za kilka dni sąd ich uniewinnił. Cieszyli się jak dzieci i poszli okraść cztery kolejne mieszkania, w tym niestety także pańskie. Są na tyle cwani, że towar upłynniają u paserów w ciągu pół godziny po “włamie”. Później już nic nie można im udowodnić i pan raczej też nie odzyska swojego sprzętu - relacjonował panu Markowi policjant. Policjant pod obserwacją złodzieja Poszkodowany dowiedział się od niego, też wielu innych ciekawostek. Że na ulicach “słodkich” działa wiele zorganizowanych grup przestępczych, że dzielą dzielnicę na swoje sektory, przyjmują zamówienia na konkretne łupy. Najczęściej są to komputery, telefony komórkowe. Szajki wymieniają się też informacjami, co i u kogo można ukraść. Pod ich obserwacją jest także policja. Świat przestępczy zna m.in. policyjne oznakowania i rejestracje “cywilnych” policyjnych samochodów. I jak tu skutecznie łapać złodziei? - Skoro policjanci wybrali sobie ten zawód, powinni go rzetelnie wykonywać, a nie narzekać, że mało im płacą. To jest niewdzięczna praca, ale sami ją podjęli. Poza tym jak można przyznawać się do tego, że policjanci wiedzą, kto handluje narkotykami na osiedlach, kto jest paserem, kto kradnie, kto kogo zabił i jednocześnie pozwala na to, żeby przestępca był przebieglejszy od nich - zastanawia się pan Marek. Podobnie dziwi go fakt, że ludzie ze “słodkich” ulic godzą się na to, żeby na ich rachunek żyli złodzieje. - Trzeba reagować na wszystko złe, co się dzieje dookoła. Dzwonić na policję, kiedy kogoś okradają. Dziś spotkało to mnie, ale jutro na pewno okradną kogoś innego. Przypadek pana Marka nie jest oczywiście odosobniony. W podobnej sytuacji znalazł się pan Jacek, który w garażu na tym samym osiedlu trzymał trzy motocykle. - Któregoś dnia kłódki zostały przepiłowane. Z garażu zniknęły dwie crossówki i jeden crusier. Przeżyłem szok. To nie były tylko moje motocykle. Znałem trochę okoliczne środowisko i postanowiłem je odzyskać. Kanałami, przez znajomych, udało się odnaleźć rabusi. Byli na tyle przebiegli, że kontaktowali się, dzwoniąc z różnych budek telefonicznych w mieście. W zamian za zwrot motocykli, zażądali okupu - jednej trzeciej ich wartości. Właściciel musiał szybko podjąć decyzję. Wymiana miała się odbyć w ciągu doby. - To byli młodzi ludzie. Najstarszy miał może 25 lat. Pewnie byli podstawieni. Ale można było ich rozpoznać. Wielu takich stoi godzinami pod klatkami na ulicach “słodkich”. Nie mają pracy, nie chodzą do szkoły. A żyć jakoś trzeba. Fajnie też zapalić “trawę”, dobrze się ubrać i mieć kasę na imprezy - twierdzi pan Jacek. A co ma zrobić zwykły człowiek, uczciwie żyjący mieszkaniec tej dzielnicy, który nie może liczyć na pomoc sąsiadów, ani tym bardziej na szybką reakcję policji. Przypomina się hasło “Obywatelu radź sobie dobrze sam”. - Może drzwi i okna podłączać przy każdym wyjściu pod prąd. Kupić Stafforda i wyszkolić go tak, żeby nie znał litości dla obcych w domu, a później odsiadywać za to, że złodziej nie miał szczęścia i na “włamie” dorobił się poważnego uszczerbku na zdrowiu - zastanawia się pan Marek, któremu obecnie nie pozostaje nic innego, jak tylko wrócić do domu, a mijając sąsiada, (choćby tamten wyniósł mu przed chwilą pół mieszkania) pozdrowić go życzliwie z wdzięczności, że zostawił mu chociaż zdrowie. Elwira Bielska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości