Lekarze szpitalnych oddziałów coraz częściej mają do czynienia z taką sytuacją, kiedy pacjenci zwracają się do nich z prośbą o przedłużenie pobytu, pomimo, że leczenie faktycznie zostało już zakończone.Powód jest prosty i dramatyczny zarazem. Dłuższy nawet o kilka dni pobyt w szpitalu pozwala na oszczędności w domowym budżecie. Oszczędności bardzo istotne w przypadku ludzi, których miesięczny dochód nie jest wystarczający nawet na prowadzenie bardzo skromnego życia. Dla nich pobyt w szpitalu wiąże się przede wszystkim z ciepłem i kilkoma posiłkami w ciągu dnia. Wbrew pozorom sytuacja taka nie dotyczy wyłącznie ludzi samotnych, starych, którymi nie chce opiekować się najbliższa rodzina. – Coraz częściej takie prośby kierują ludzie młodsi, po pięćdziesiątym roku życia. Wynika to z tego, że nie mają po prostu z czego żyć. Dobre zatem i kilka dni, podczas których nie będą musieli martwić się, za co kupią jedzenie, opał i leki niezbędne do kontynuowania leczenia. Pacjenci chcieliby być tak długo, aby mogli w pełni zregenerować organizm. To niestety z uwagi na obowiązujące procedury nie jest możliwe. W naszym szpitalu skala tego problemu jest bardzo duża, to są przeważnie pacjenci z terenów biednych, gdzie jest bardzo wysoki poziom bezrobocia. Generalnie lekarze spotykają się z takimi prośbami na każdym oddziale. Takie problemy ma około 10 % pacjentów leczonych w naszym szpitalu – powiedziała Maria Kowalczyk, dyrektor Szpitala Powiatowego w Sierpcu.J ak pacjenci reagują na odmowne decyzje lekarzy? Bardzo źle. Uważają, że są szykanowani, zarzucają wtedy, że nie są prawidłowo leczeni, wypisywani ze szpitala w stanie, kiedy jeszcze nie odzyskali w pełni sił. Paluszek i główkaJak pokazuje praktyka, to nie tylko szkolna wymówka. – Jeżeli nie pomagają argumenty typu: złe leczenie, lekceważenie pacjenta, wtedy bardzo często pojawia się inny koronny argument, że coś boli – powiedziała Maria Kolwaczyk.Lekarze z płockich szpitali także zwracają uwagę na to, że aby przedłużyć pobyt stosowane są różne tłumaczenia. – Przykładowo, jeżeli chcemy wypisać pacjenta w piątek, to słyszymy: to zły dzień, kto w piątek wychodzi, ten szybko ponownie wraca, pobędę chociaż do poniedziałku. Ale w poniedziałek okazuje się, że jest to równie zły dzień, jak i poprzednie – mówili lekarze z oddziałów internistycznych. Sytuacja niektórych pacjentów jest na tyle dramatyczna, że rozmawiając z lekarzem niczego nie owijają w bawełnę, mówią wprost dlaczego dla nich przedłużenie pobytu ma tak duże znaczenie. – Przychodzą i mówią, że mają tu lepsze warunki niż w domu. Zdarzają się także sytuacje, że rodzina nie chce opiekować się i zabrać do domu kogoś z najbliższej rodziny. Wtedy musimy znaleźć miejsce w domu pomocy społecznej. Ostatnio musieliśmy takie miejsce znaleźć dla osoby bezdomnej, która nie miała gdzie wrócić - powiedziała Halina Zarzycka, zastępca ordynatora oddziału internistycznego w Szpitalu na Winiarach.Lekarze podkreślają, że istotnym problemem dla pacjentów opuszczających szpital jest nie tylko zakup jedzenia, ale także niezbędnych leków potrzebnych do kontynuowania leczenia poszpitalnego. Nie wszystkie szpitale praktykują bowiem wyposażanie swoich pacjentów w farmaceutyki potrzebne do prowadzenia dalszej kuracji. W przypadku schorzeń wymagających stałego leczenia, nawet wyposażenie w lekarstwa na dwa – trzy tygodnie są pomocne, ale generalnie nie rozwiązują problemu. Sytuacja ta w jednakowym stopniu dotyczy wszystkich szpitali. Adam Matejek, ordynator oddziału internistycznego szpitala w Gostyninie, podkreśla, że przynajmniej kilka razy w miesiącu zdarza się, że pacjenci proszą o pozostawienie na oddziale dłużej niż tego wymaga stan zdrowia. – Nie dziwi nas, że ludzie ci, przeważnie starsi, szukają dla siebie jakiegoś ratunku. Ale tłumaczymy, że funkcjonujemy w oparciu o ustawę dotyczącą opieki zdrowotnej i nie możemy uwzględnić ich próśb. Każdy pobyt w szpitalu, po zakończeniu leczenia oznacza konieczność opłaty. Ta za jeden dzień wynosi 144 zł. To są dramatyczne sytuacje, proszą ludzie, którzy pomimo problemów wcześniej jakoś sobie radzili. Choroba bardzo często odbiera im możliwość dalszego, samodzielnego funkcjonowania. Doktor Matejek podkreśla, że w przypadku pacjentów w ich szpitalu, którzy nie są w stanie sobą się zająć, sytuację rozwiązuje oddział pielęgnacyjno – opiekuńczy. – W miarę szybko, mogą być tu przyjęci. Szpital nie zarabia Czy w tej sytuacji można mówić o zbieżnym interesie pacjentów i lekarzy? Jak nam powiedziała Elżbieta Goszczyńska, główny specjalista lecznictwa szpitalnego i specjalistycznego płockiego oddziału Kasy Chorych, szpitale nie mają z tego tytułu żadnych korzyści. – Opłata za hospitalizację jest uśredniona. Czyli bez względu na czas pobytu w szpitalu jej cena jest jednakowa. Płacimy za nią dopiero w momencie, gdy zostanie zakończona. O zbieżności interesu pacjenta i lekarza moglibyśmy mówić w sytuacji, gdybyśmy płacili za każdy dzień pobytu pacjenta w szpitalu. Uśredniona cena hospitalizacji dotyczy między innymi takich oddziałów jak interna, pediatria. Są oddziały takie jak chirurgia, neurologia, gdzie płacimy za usługi specjalistyczne, ale tu także wartość hospitalizacji jest uśredniona. Zdaniem Elżbiety Goszczyńskiej podczas kontroli interwencyjnych, prowadzonych na zgłoszenia pacjentów w placówkach funkcjonujących na terenie podległym płockiemu oddziałowi Kasy Chorych, nie było spraw dotyczących nieprawidłowości związanych z nieuzasadnionym pobytem pacjenta w szpitalu. Błędy dotyczyły złej klasyfikacji pacjentów, tu konieczna była weryfikacja płatności. rad Fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze