W piątek 27 sierpnia, w ramach oficjalnego zakończenia tegorocznych „Rockowych Ogródków”, wystąpiła kolejna gwiazda festiwalu – popularna wokalistka Agnieszka Chylińska wraz z zespołem. Jako support przed jej występem zagrała formacja NOB. Dla płockiej młodzieży był to ostatni – ale na szczęście mocny akord – kończących się nieuchronnie wakacji.
Drugi miesiąc „Rockowych Ogródków”, zarówno w opinii stałych bywalców, jak i organizatorów, był bardziej emocjonujący niż pierwszy. W sierpniu na scenie klubu Rock 69 wystąpiła większość zespołów, które ostatecznie zdobyły uznanie jury festiwalu (CAP2Pi, które w nagrodę nagra singla oraz Weed i Helicobacter), a także Milczenie Owiec, które podbiło serca płockiej publiczności (ale w konkursie nie mogło wziąć udziału, bo dosłownie chwilę wcześniej podpisało kontrakt z Pomatonem-EMI). Po miesiącu chudym nadszedł więc miesiąc tłusty – i jego najbardziej „wypasione” zakończenie, czyli finałowy koncert.
Płocki zespół NOB powstał na gruzach kilku cieszących się lokalną popularnością grup, których składy nie wytrzymały upływu czasu (m. in. Medusy i Alastora) i kontynuuje zapoczątkowaną przez nie formułę grania typu: mocno i do przodu. Mroczny, pełen szumu skrzydeł krążących demonów klimat tej muzyki trudno brać na poważnie, natomiast nie sposób odmówić grupie sprawności warsztatowej, zgrania i godnej podziwu dbałości o zwięzłość przekazu. Krótkie, zagrane z zaangażowaniem utwory NOB miały w najlepszych momentach siłę lakonicznych brzmieniowych aforyzmów, owszem, nieco groteskowych i zdeformowanych według wymogów gatunku – ale na swój sposób fascynujących.
Po krótkiej przerwie na przepięcie kabli i ochłonięcie po NOB z mroku sceny wyłoniła się (oraz wylała gwałtowną kaskadą dźwięków) grupa Chylińska. Obok Agnieszki Chylińskiej występują w niej: basista Dariusz Osiński, klawiszowiec Wojciech Horny, perkusista Zbigniew Kraszewski oraz gitarzysta Krzysztof Misiak (tak, właśnie ten, nasz chłopak z Płocka, którego wokalistka wybrała spośród całego tłumu chętnych z całej Polski). Ale nie tylko ze względu na obecność Krzyśka Misiaka cały koncert – jak stwierdziła Agnieszka Chylińska – miał „charakter familijny”. Stało się tak trochę za sprawą kameralności dziedzińca w Rock 69, ale głównie dzięki ciepłemu, rodzinnemu klimatowi wieczoru. Krótkich prezentacji kolejnych kawałków przez Chylińską słuchało się z równą przyjemnością jak muzyki – tyle było w nich luzu, poczucia humoru, wdzięku. Ta bezpretensjonalność zaowocowała bardzo szybko, bo zespół z utworu na utwór był przyjmowany coraz goręcej (publiczność masowo dośpiewywała refreny), a muzycy czuli się coraz swobodniej.
Obok kilku kawałków jeszcze z czasów O. N. A., grupa odegrała własne kompozycje, stylistycznie rozpięte między ostrym, niemalże ciężkometalowym graniem (opartym na masywnych gitarowych riffach i chropawej manierze wokalnej Chylińskiej), a zaskakująco melodyjnym pop-rockiem (gdzie gitara Misiaka ustępowała nieco pola klawiszom Hornego). W najciekawszych kawałkach obie te tendencje przeplatały się, a śpiew Chylińskiej, łagodny i liryczny w zwrotkach, w refrenach jakby przypominał sobie o własnej zadziorności i sile. Młodej publiczności było wyraźnie w to graj, oba wcielenia wokalistki i grupy przyjmowała jednakowo entuzjastycznie, nie zrażając się nawet tym, że największy przebój zespołu „Winna” to na dobrą sprawę podlana rockowym sosem dyskoteka. Wniosek prosty: nie ma gorszych i lepszych gatunków, są tylko gorsi i lepsi muzycy. Na zakończenie tegorocznej edycji „Rockowych Ogródków” można było posłuchać jak ci lepsi potrafią zmienić oklepaną formułę rockowego koncertu w prawdziwe święto.
Maciej Woźniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze