Reklama

Osiedle Nad Jarem - Najwyższy standard

21/03/2002 13:42
Ponad 17 lat temu, na osiedlu Nad Jarem powstało 13 domów, które miały służyć powodzianom. Wybudowane zostały szybko, bez nadzoru budowlanego, na miękkim gruncie, z myślą, że zostaną wyburzone po pięciu latach.Dziś domy nadal stoją, mieszkają w nich 72 rodziny, a żeby było śmieszniej, płacą duże czynsze, bo mieszkania te zostały zaliczone, jako najwyższy standard. Powodzianie tych domów nie chcieli. Były wtedy takie czasy, że mogli wybierać. Dlatego zamieszkali w różnych częściach miasta i mieszkają tam do dziś. Przydziały na to osiedle dostali ludzie, którzy czekali na mieszkania w kwaterunku, z rozbiórek. Część została zameldowana tymczasowo, inni na stałe. Wszyscy płacą bardzo wysoki czynsz, ich zdaniem nienależny, za mieszkanie w warunkach zagrażających zdrowiu, w sąsiedztwie azbestu, lokalach zagrzybionych, ze zniszczonymi podłogami i wieloma problemami. Każdy lokator, jako że mieszka w budynku wolnostojącym, w śródmieściu, z niezłym stanem ogólnym (po przeprowadzanych remontach), to za 1 m kw. musi płacić 2,65 zł. W sumie, za mieszkanie o powierzchni 47 m kw. lokator płaci miesiąc w miesiąc 277 zł. Czynsz zawiera opłatę za centralne ogrzewanie i zaliczkowo opłatę za śmieci. Woda i gaz to oddzielne rachunki. Przyznać zatem trzeba, że są to spore pieniądze. Ci, którzy mieszkają w spółdzielczych blokach, którzy mają wszelkie wygody, płacą niższy czynsz. Ale to jeszcze mało. Niektórym lokatorom zawyżono zajmowany metraż. Ktoś kiedyś policzył chyba na oko, ile metrów kwadratowych ma jedno mieszkanie i tak zostało. – Tłumaczy nam się – mówią lokatorzy budynków, - że sami podpisywaliśmy protokoły odbioru oraz umowy najmu więc powinniśmy wiedzieć, co podpisywaliśmy. Ale w przypadku, gdy ktoś kwestionuje wielkość, wtedy dokonywany jest nowy pomiar. A przecież przez całe lata płaciliśmy zawyżony czynsz. Podobnie wyglądała sprawa z licznikami energii. Przez te wszystkie lata, światło zewnętrzne i z klatek schodowych było doliczane do rachunków lokatorów. – Przez 17 lat jak tu mieszkam – słyszymy, - płaciłem zawyżone rachunki za światło. Teraz uznano, że to było niesłusznie i zwrócono mi 76,21 zł, to jest suma razem z odsetkami. Czy to nie jest śmieszne? Budynki zostały wybudowane na 5 lat. Minęło już 17 jak są użytkowane i absolutnie nie ma szans na to, by zostały rozebrane. Mało tego, nie ma żadnej dokumentacji budowy, nie wiadomo z jakich materiałów powstało osiedle. Nikt tylko nie ma wątpliwości, że tam jest azbest, choć brakuje potwierdzenia na piśmie. Widać tylko gołym okiem. Lokatorzy zastanawiają się, czy ich domy mają fundamenty, bo w mieszkaniach, w podłodze tworzą się szczeliny i doły. Nigdy nikt nie zadbał o zagospodarowanie terenu w sąsiedztwie. To oni sami, żeby nie brodzić po kostki w błocie, wykonali pod oknami małe ogródki. Tak jest przynajmniej przytulnie. Gdybyśmy nie płacili, to przynajmniej moglibyśmy liczyć na eksmisję do nowego budynku, choćby takiego, gdzie nie ma azbestu – mówią rozgoryczeni. A jak sprawa wygląda od strony administratora budynków, MZGM – TBS spółka z o.o. Przed rokiem lokatorzy otrzymali pismo, w którym wyjaśniono im, że nie mają racji domagając się czegokolwiek. Osiedle Nad Jarem, dziś oznaczone jako Miodowa 25 - 51, wybudowane zostało w 1982 roku dla powodzian. Postawiono wówczas 13 budynków wielorodzinnych, 2-kondygnacyjnych o konstrukcji drewnianej. Ściany zewnętrzne wykonano z płyt azbestowo – cementowych, wypełnionych wełną mineralną, od wewnątrz są płyty drewnopodobne, ścianki działowe są drewniane, a dach kryty papa. Lokatorzy otrzymali decyzje na mieszkania zastępcze lub docelowe. Zdaniem administratora, zagrożeniem dla zdrowia jest pył azbestowy, ale jest on sklasyfikowany jako najmniej zagrażający zdrowiu. Oczywiście pod warunkiem, jeśli płyty z azbestem nie są w stanie zdegenerowanym. Wynika z tego jasno i nikt nie zaprzecza, że to zagraża zdrowiu, ale jednocześnie jest pocieszenie, że zagraża nieznacznie. „Dlatego też – czytamy w piśmie, - jeżeli budynki są w dość dobrym stanie technicznym i zastosowane wyroby zawierające azbest są również w dobrym stanie, zaleca się wyroby te naprawić, zabezpieczyć przed odrywaniem włókien i pyłu azbestowego przez pomalowanie powierzchni odpowiednimi farbami”. No i z tym też jest problem. Ponoć tylko dwie firmy w kraju mają uprawnienia na wykonywanie prac w budynkach, gdzie został zastosowany azbest. Tymczasem remont (zdaniem lokatorów) fatalnie wykonała firma, nie mająca takich uprawnień. „Jednocześnie wyjaśniamy – informuje w piśmie lokatorów MZGM – TBS, - że wszelkie parce inwestycyjne i remontowe na osiedlu, zarówno te zakończone jak i będące w trakcie realizacji, podejmowane były wyłącznie w celu utrzymania zasobów mieszkaniowych w stanie pozwalającym na ich użytkowanie oraz zapewnienie sprawnego funkcjonowania urządzeń technicznych budynków, do czego MZGM jest zobowiązany”. W podobnym tonie są wszystkie pisma, jakie otrzymują lokatorzy. Tylko jeśli ich stan techniczny jest tak fatalny, dlaczego lokatorzy płacą za mieszkania jak za najwyższy standard? Tylko MZGM jest przekonany o tym, że budynki mają najwyższy standard. W połowie ubiegłego roku Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego dokonał oględzin osiedla i stwierdził, że „stan techniczny budynków jest nieodpowiedni w stopniu mogącym stanowić zagrożenie bezpieczeństwa, co upoważnia organ nadzoru budowlanego do wydania decyzji sporządzenia ekspertyzy technicznej”. Aby budynki mogły być nadal eksploatowane, powinna być zrobiona ekspertyza, ponieważ nie jest znany stan techniczny elementów konstrukcyjnych, stan obciążeń faktycznych, a do tego dodać trzeba zmiany dokonane przez lokatorów, które także mogą mieć wpływ na naruszenie konstrukcji. Lokatorzy postanowili walczyć o swoje. Dość już byli wdzięczni za mieszkanie w takiej ruderze. Teraz chcą odzyskać nienależnie zapłaconego czynszu i za energię elektryczną i to za cały okres, a nie tylko za ostatnie 3 lata, bo nie z ich winy te opłaty zostały zawyżone. Żądają ukarania osób winnych wszelkich zaniedbań. Przed laty na osiedlu wybuchł pożar, okazało się, że niedrożne są hydranty, czekali 15 lat, by te hydranty naprawiono. – A skoro nas się tak traktuje, to wcale nie wiadomo, jakie niespodzianki skrywa to osiedle – tłumaczą. Chcą sprawdzenia, po co wykonywane były, ich zdaniem bezzasadne inwestycje. Dlaczego remontowano dach, przepompownię ścieków, po co modernizowana była sieć cieplna i kanalizacyjna. Zagrożenie jest z zupełnie innej strony. – Ile jeszcze osób musi zachorować na raka, by ktoś zwrócił na nas uwagę. To jest azbest i nikt nie zaprzeczy, że jest to środek rakotwórczy. Lokatorzy zwrócili się do prokuratury o podjęcie śledztwa, ale zostało ono umorzone. W piśmie prokurator napisał „postanawiam umorzyć śledztwo w sprawie nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa zagrażającego życiu lub zdrowiu mieszkańców osiedla „Nad Jarem” wobec braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie przestępstwa”. Lokatorzy odwołali się od tej decyzji. Jola Marciniak Fot. D. Ossowski
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości