Optymiści wierzyli w sukces płockiego zespołu, realiści wiedzieli od pierwszego finałowego gwizdka, że złote medale mogą odebrać tylko piłkarze Vive. Pojawiły się tylko pytania o to, jaki przebieg będzie miał dwumecz, czy kielecczanie wygrają wysoko bez większych problemów i czy Orlen Wisła zrobi wszystko, by im w sukcesie przeszkodzić.
Osłabiona Orlen Wisła na pewno nie była faworytem pojedynku. Rywale od lat grający w bardzo dobrym składzie, co sezon jeszcze wzmacnianym, nie przegrali w krajowych rozgrywkach ani jednego spotkania. Co innego płocczanie, którzy nie tylko z sezonu na sezon są osłabiani, to jeszcze przed ostatnimi meczami zostali zdziesiątkowani przez kontuzje.
Przed pierwszym meczem finałowym z płockimi kibicami pożegnali się: Gilberto Duarte, Sime Ivic, Valentin Ghionea i Mateusz Piechowski, którzy w Kielcach zagrali swój ostatni mecz w barwach Orlen Wisły. Od nowego sezonu nie zagra w płockiej drużynie także Maciej Gębala, który aktualnie po operacji przechodzi rehabilitację.
Płocczanie przed swoją publicznością zagrali doskonały kwadrans spotkania. Pierwszą bramkę w 3. min zdobył z kontry Przemysław Krajewski, chwilę później dorzucił gola Igor Źabić, a serię przerwał Blaż Janc. Pierwszy remis w meczu zanotowany został w 8. min, obie drużyny miały na swoim koncie po 3 gole.
Po serii trzech kolejnych bramek Orlen Wisły, trzy dorzucili goście i w 17. min ponownie był remis 7: 7. Po golu Mateusza Jachlewskiego, w 18. min spotkania, po raz pierwszy na prowadzenie wyszła drużyna Vive, która dowiozła korzystny dla siebie wynik do końca spotkania.
Po przerwie płocczanie potrzebowali sporo czasu, by zniwelować 4-bramkową przewagę gości z I połowy. W 42. min Sławomira Szmala w bramce zastąpił Filip Ivic i chwilę potem gospodarze zmniejszyli straty do wyniku 20: 22, a po rzucie karnym wykonanym w 48. min przez Valentina Ghionea zaliczyli bramkę kontaktową (23: 24). Minutę później o przerwę w grze musiał poprosić trener Dujszebajew.
Ponownie w 53. min Igor Źabić doprowadził do wyniku 25: 26 i wydawało się, że płocczanie pójdą za ciosem. Nadzieję na dobry wynik stracili po dwóch kolejnych golach Vive, po których goście prowadzili 28: 25. Jeszcze w 57. min Orlen Wisła przegrywała 28: 30, ale w końcówce Vive całkowicie przejęło inicjatywę, wygrywając ostatecznie 28: 33. Realiści wiedzieli – pięciu goli w Kielcach nie da się odrobić.
A jednak pierwsza połowa meczu w Kielcach dawała nadzieję na ostateczny sukces. W 12. min płocczanie mieli odrobione już trzy bramki (7: 4). Wtedy jednak do gry weszli sędziowie, pokazali zawodnikom Orlen Wisły dwa razy dosyć dyskusyjne kary dwóch minut, co pozwoliło Vive odrobić część strat.
Dalej wcale nie było gorzej. W znakomitej formie był Adam Morawski, który wiele razy wychodził zwycięsko z niemal beznadziejnych sytuacji. I znowu przy wyniku 6: 9 trener Dujszebajew poprosił o czas, po czym dominować zaczęli kielecczanie.
Po przerwie na prośbę trenera Kisiela Sime Ivić wywalczył remis 10: 10, ale chwilę potem po raz trzeci na ławkę kar powędrował Igor Źabić. Do szatni płocczanie schodzili z 1-bramkową przewagą.
Brak Źabića był bardzo widoczny, co oznaczało dziurawą obronę, w którą zawodnicy Vive wchodzili, jak chcieli. Niestety rywale szybko wyszli na prowadzenie i pilnowali, by nie dopuścić do nerwowej końcówki. W 40. min było już 19: 24 i płocczanie powoli żegnali się z marzeniami.
W 58. min Vive prowadziło tylko 30: 28 i wydawało się, że choć na osłodę płocczanie pokuszą się o pierwsze od 2011 roku zwycięstwo w Kielcach. Niestety, po prostym błędzie piłka trafiła w ręce gospodarzy, a po dwóch kontrach było już 32: 28. Ostatecznie drugi mecz finałowy Orlen Wisła przegrała 29: 33, a piłkarze zdobyli po raz siódmy tytuł wicemistrza Polski. Ostatni raz na najwyższym stopniu podium płocczanie stanęli w 2011 roku. Orlen Wisła: Marcin Wichary, Adam Morawski, Adam Borbely – Michał Daszek 2 i 4, Gilberto Duarte 4 i 4, Przemysław Krajewski 3 i –, Dan Racotea 1 i 3, Valentin Ghionea 5 i 1, Mateusz Piechowski 0 i 3, Sime Ivic 1 i 4, Marko Tarabochia 2 i 1, Igor Żabic 6 i 1, Lovro Mihić 2 i 4, Jose de Toledo 2 i 4, Paweł Kowalski – i 0, Damian Woźniak – i 0.
Co dalej?
Nie tylko kibice zadają sobie pytanie, co teraz czeka drużynę Orlen Wisły. Na razie więcej wiadomo o odejściach z zespołu, niż o wzmocnieniach. I chyba sporo sympatyków drużyny chciałoby wiedzieć, czy tytularny sponsor zamierza godzić się z II miejscem drużyny w krajowych rozgrywkach, czy może chciałby, żeby zespół wreszcie mógł powalczyć o tytuł nie tylko sercem do gry i wiarą w zwycięstwo, ale też konkretami. Trener już jest, pokazał, że potrafi poderwać skazaną na porażkę drużynę do walki, ale musi jeszcze mieć kogo do tej walki poderwać.
No chyba, że jesteśmy zadowoleni z II miejsca i nie mamy ambicji, by stanąć do gry jak równy z równym.
Jola Marciniak fot. D. Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze