Faworytem pojedynku byli gospodarze, którzy nie tylko grali przed własną publicznością, w Lidze Mistrzów wygrali już dwa spotkania, płocczanie na swoim koncie mieli tylko trzy porażki. A jednak płocczanie dotrzymywali kroku rywalom.
Pierwsza połowa była wyjątkowo wyrównana. Obie drużyny walczyły jak lwy, znakomicie spisywali się w bramce Victor Hallgrimsson i Dejan Milosaljev, a na tablicy odnotowano 10 wyników remisowych. Płocczanie tylko na początku spotkania prowadzili dwiema bramkami, gospodarze w 15. min wygrywali 6:4.
Widowisko było przednie, może nieco mniej ekscytujące w ataku, za to w obronie, fantastyczne. Hallgrimsson obronił rzut karny w 3. min wykonywany przez Jerrego Tollbringa, Milosaljev zatrzymał rzucających z 7. metrów Michała Daszka i Mihę Zarabca.
Po przerwie zaczęło się znakomicie, w 32. min Orlen Wisła prowadziła 14:12. Jeszcze w 44. min był remis 17:17, rzutu karnego nie wykorzystał Przemysław Krajewski, za to gospodarze wykorzystując błędy płockiej drużyny, doprowadzili w 49. min do wyniku 20:17.
Wydawało się, że po tym ciosie nic już nie powstrzyma niemieckich Lisów, a jednak w 58. min płocczanie doprowadzili do wyniku 23:22, a Mirko Alilovic obronił rzut karny Reichmanna, a na remis rzucił Mitja Janc.
Ostatnią minutę pojedynku rozpoczął skutecznie Gidsel, a trener Sabate poprosił o przerwę. Na remis rzucił z rzutu karnego Tim Cocan, ale zwycięskiego gola zdobył jeszcze Tollbring. Czwarta porażka stała się faktem, Orlen Wisła przegrała 24:25.
Fot. Dariusz Ossowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze