Ta historia zaczyna się w maju 1947 roku. Arnold i Marisse Botticellisse (pseudonim artystyczny Marianny i Franciszka Razików) wysiadają z pociągu. Wieczorem w szkole dadzą przedstawienie. Będą niezwykłe numery: gięcie metalowych sztab siłą ludzkich dłoni i akrobacje na chińskich kołach. Nie mniej barwne od programu występu i szarfy, którą Marianna przewiązała suknię (uszytą z wykrochmalonych bandaży) było całe powojenne życie dwójki bohaterów. O „Cyrkówce Mariannie” z Mazowsza opowiada najnowsza powieść Anny Fryczkowskiej wydana przez Świat Książki.
Gdyby nie wystawa w Dziale Etnografii Muzeum Mazowieckiego w Płocku, ta książka mogłaby nie powstać. Jeden z niewielkich aneksów na ekspozycji, z obrazem przedstawiającym scenę z cyrku Razików, przyciągnął uwagę odwiedzającej Spichlerz pisarki i scenarzystki Anny Fryczkowskiej. „Obraz! Na nim siłacz, szczupła kobieta, rwanie łańcuchów na scenie, dowcipne komentarze, tłumy na widowni. Afisz z występu, bo odbył się naprawdę i wygląda na to, że był naprawdę odlotowy. Na planszy opisano historię duetu cyrkowego Marianny i Franciszka Razików. Powinnam iść dalej, jeszcze tyle do oglądania, ale już nie umiem się od cyrku Razików oderwać” - tak autorka komentuje genezę swojej opowieści.
Zafascynowana kolorowymi obrazami kupiła w muzealnym sklepiku niewielki folder z wystawy Marianny Razik – artystki ludowej, która przez prawie 24 lata razem z mężem tworzyła dwuosobowy cyrk. Po śmierci Franciszka zakończyła karierę i wkrótce rozpoczęła nowy etap w życiu – zajęła się malowaniem obrazów. W tej dziedzinie również odniosła sukces. Miała liczne pokazy prac. Płocką ekspozycję zatytułowaną „Życie moje. Malarstwo Marianny Razik, artystki cyrkowej”, przygotował w 1996 roku w Spichlerzu dr Tadeusz Baraniuk.
Jak to się stało, że skromna, ale podobno charakterna dziewczyna spod Strzegowa, która nigdy wcześniej nie była w cyrku, została cyrkówką? „Ale nie uprzedzajmy wypadków”.
Marianna urodziła się w 1915 roku w Jeżewie. Była jedenastym dzieckiem Barbary z domu Kacprzak i Franciszka Razików, posiadających sześciomorgowe gospodarstwo. Kilka lat później rodzina przeniosła się do Mdzewa koło Strzegowa i tam wybudowała dom. Ojciec oprócz prac rolniczych zajmował się wytwarzaniem kołowrotków i krosien.
Po ukończeniu nauki w szkole podstawowej Marianna w ślad za siostrą wyjechała na służbę do Warszawy. Na początku opiekowała się dziećmi, potem została pomocą dentystyczną u jednej z pierwszych kobiet-stomatologów w Polsce nazwiskiem Niszleruk. Kiedy wybuchła wojna, wróciła na wieś. Pomagała rodzinie tkając firanki i z powodzeniem sprzedawała je w okolicy. Zamiast młodszego brata Jana, zgłosiła się na przymusowe roboty przy kopaniu okopów w Wejherowie. Tam została ciężko ranna, co skończyło się pobytem w szpitalu. Powrót do zdrowia zbiegł się z zakończeniem wojny. 13 maja 1945 roku wróciła do Mdzewa, ale nawet w rodzinnym domu nie potrafiła sobie znaleźć miejsca. „Kto wie, co powinnam mieć, a czego nie, gdy świat się rozsypał przez sześć wojennych lat i ciągle nie może się pozbierać. To co dopiero ja. Przecież już miałam dwa życia, które mi się nie całkiem udały” – mówi bohaterka napisanej w pierwszej osobie powieści.
Marisse i Arnold
Przypadek sprawił, że przez Mdzewo wracał z obozu w Stutthoffie Franciszek Razik (takie samo nazwisko sugerowałoby, że był dalekim krewnym). Zafascynował Mariannę, wkrótce została jego żoną. W kalendarzyku ze snami, które zapisywała przez całe życie, znalazła się notatka: „Sen. Byłam na moście, dookoła przepaść, krzyczałam ratunku, przyfrunął mężczyzna porwał mię na swe ręce i pofrunął ze mną”. Kalendarzyk można oglądać w Izdebce Pamięci Marianny Razik w Strzegowie.
Franciszek Razik przed wojną był artystą cyrkowym. Występował jako atleta, być może w słynnym cyrku braci Staniewskich, który działał w Warszawie do wybuchu wojny. Razem z Marianną założył duet cyrkowy występujący pod fantastycznie brzmiącym szyldem „Arnold i Marisse Botticellisse”. Skąd wziął się pomysł na ten pseudonim, trudno ustalić. Sama Marianna opowiadała, że jej się przyśnił (jak wiele rzeczy, które potem malowała na obrazach) i oznacza „Gwiazda Boża”. „Im więcej mi Arnoldo o cyrku opowiada, tym bardziej podoba mi się myśl o nas obojgu w drodze. On silny, ja piękna, para jak z kina, obca i kolorowa. W podróży. A dzieci biegną za nami, kobiety rzucają nam pod nogi kwiaty, mężczyźni podkręcają wąsa, muzyka gra. Takie mam marzenia” - snuje swój monolog bohaterka.
Czy to miłość, ciekawość świata czy względy ekonomiczne sprawiły, że oboje postanowili zarabiać na życie jako artyści cyrkowi? Wiosną 1946 roku, po opanowaniu kilku numerów, Marianna zdała egzamin przed komisją kwalifikacyjną. Mogli już ruszyć w trasę. Pierwsze występy odbyły się w Strzegowie i okolicach. Dziecięca i dorosła publiczność wypełniała remizy strażackie, szkoły, świetlice, oklaskując pokazy siłowe, akrobacje, scenki humorystyczne, przeplatane tekstami Marianny. Franciszek rozrywał łańcuchy, a ona prezentowała akrobacje z kółkami. Ich cyrk mieścił się w kilku walizkach. Występy przerwała śmierć Franciszka w 1968 roku. Ostatni raz duet Razików wystąpił 18 listopada w Skórcu. – Oni nigdy się na swoim dwuosobowym cyrku nie dorobili, żyli od sezonu do sezonu, nieraz biedowali, zwłaszcza zimą, kiedy występów nie było. Ale dla nich pieniądze były kwestią wtórną, oni mieli misję – powiedziała w jednym z wywiadów Anna Fryczkowska,
Po zakończeniu kariery cyrkowej Marianna miała różne posady. Pracowała m.in. w recepcji Miejskiego Przedsiębiorstwa Robót Elektrycznych w Warszawie i w Zieleni Miejskiej w Mławie. Gdy zamieszkała razem z rodziną brata w Mdzewie. zainteresowała się malarstwem. Używając stołu zamiast blejtramu, malowała obrazy-makaty. Tematami jej prac były głównie wspomnienia z okresu kariery artystycznej i sny. Wykorzystywała też motywy religijne, patriotyczne, historyczne. Policzyła, że stworzyła 127 makat, charakteryzujących się mocnymi, jaskrawymi barwami. Dzieliła je na kadry, dopisywała dowcipne komentarze. Prawie jak w komiksie.
W Mdzewie spędziła ponad 30 ostatnich lat. W oficjalnym życiorysie cyrkowy epizod sprzed lat skwitowała w kilku zdaniach. Ten właśnie okres zainteresował Annę Fryczkowską. Jej pierwszoosobowa narratorka opowiada nie tylko o własnych przeżyciach, relacjach z rodziną i światem zewnętrznym. Życie Marianny toczy się na tle siermiężnej powojennej rzeczywistości, głównie na prowincji. Dwójka cyrkowych artystów wierzy, że sztuka może chociaż na chwilę odmieniać świat.
Z okazji 85. urodzin Mariannie zorganizowano w ciechanowskim domu kultury benefis, którego scenariusz przygotowali zafascynowany artystką młody reżyser Arkadiusz Gołębiewski i Leonard Sobieraj, dzisiaj dyrektor Muzeum Mazowieckiego w Płocku. „Oddaliśmy dla ludu i ojczyzny najdroższe, co mogło płynąć z serca, tj. miłości i wszelkie udręki i nie żałuję tej męki, choć jestem malutka, nikomu nie znana, a może i nie doceniana. Ale mam nadzieję, że w Złotej Księdze jest wszystko zapisane u Niebios Pana, ufam bezgranicznie, że tak” - napisała Marianna Razik. Zapamiętano ją jako osobę bardzo pogodną, życzliwą ludziom. Nikogo nie odprawiła z kwitkiem. Zawsze częstowała herbatą, choć miała głodową emeryturę. „Mieszkała w chłodnej izdebce, gdzie sypiała w wiecznym zapachu farb, bo kochała malować. Była nie z tego świata. Była postacią z bajki” – podkreśla Anna Fryczkowska.
Marianna Razik zmarła 20 lipca 2000 roku. Spoczęła na cmentarzu parafialnym w Dąbrowie. Jest laureatką Nagrody im. Oskara Kolberga w kategorii twórczość plastyczna, zdobnictwo, rękodzieło i rzemiosło ludowe. Jej prace znajdują się w Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie i w płockim Spichlerzu.
Dla Marianny i Franciszka Razików najważniejsze było, by nieść radość w tę smutną wtedy i biedną Polskę. Optymistyczną historię o wędrówce pary cyrkowców i ich pięknej miłości czyta się doskonale. W naszej pandemicznej rzeczywistości bez wątpienia podniesie na duchu.
Marta Szatkowska-Kunavar
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze