Reklama

One the way is up...

16/03/2006 11:46
Z Lechem Markiem Gorywodą rozmawia Tomasz Szatkowski„Znam Kazimierza Marcinkiewicza z lat wspólnej pracy w Radzie Miasta Gorzowa. Gdy powierzono mi stanowisko prezydenta miasta, sfinalizowałem zakup budynku dla wyższej szkoły zawodowej, a Kazimierz Marcinkiewicz zorganizował ją od początku do końca. Dobrze nam się współpracowało. Mam nadzieję na dobrą współpracę także teraz, kiedy przyszło mi kierować spółką Skarbu Państwa” – w takim mniej więcej stylu wypowiadał się pan ostatnio dla Gazety Lubuskiej, tuż po nominacji przez Radę Nadzorczą na stanowisko prezesa zarządu w PERN „Przyjaźń” SA. Jak wyglądała ta współpraca z czasów pańskiego prezydentowania w Gorzowie? W jaki sposób ma to szanse przełożyć się na jeszcze lepszy byt i wyniki tego ważnego dla Płocka zakładu?
– Należy pamiętać, że PERN jest firmą strategiczną o znaczeniu międzynarodowym, wpisaną w centrum wszystkich działań związanych z bezpieczeństwem energetycznym Polski. W expose premiera była mowa o rurociągu Brody – Płock, tym samym PERN w znaczący sposób został do tego expose wpisany. Czeka nas pewnie zatem niejedno robocze spotkanie z premierem. Wydaje się, że o ważnych sprawach dla firmy i kraju lepiej rozmawia się ludziom, którzy już wcześniej ze sobą współpracowali. A z obecnym premierem RP faktycznie poznaliśmy się w Radzie Miasta Gorzowa pierwszej kadencji. Wspólnie też założyliśmy fundację na rzecz utworzenia Państwowej Szkoły Wyższej w Gorzowie.
Ciekawe, że jest pan już drugim w historii tej firmy prezesem, który wcześniej piastował stanowisko prezydenta miasta. Jaki charakter przyjmie zatem pana kadencja prezesa? Czy odbyty „staż” prezydencki daje lepsze papiery do sprawowania obecnej pańskiej funkcji? Da się zauważyć, że załoga PERN ma nadzieję, że będzie pan zdecydowanym szefem, nie bojącym się wyzwań, szybko podejmującym decyzje.
– Postaram się spełnić oczekiwania zarówno tych osób, które na mnie postawiły i mnie na to stanowisko wybrały, jak też pracowników, którzy żywotnie są zainteresowani wynikami i rozwojem firmy. Mnie także bardzo na tym rozwoju zależy. Jest taka maksyma angielska: „One the way is up” czyli „jedyną droga jest rozwój”. Ja rozumiem to jednoznacznie, zarówno w kontekście kariery osobistej jak i rozwoju całej firmy, którą kieruję. Oczywiście w kierowaniu firmą napotykamy wiele zagrożeń, ale są też duże szanse rozwoju naszej sieci nawet poza granicami kraju. A jeśli chodzi o doświadczenia prezydenckie, to powiem tak, że prezydent ma znacznie większe doświadczenia i prerogatywy w zarządzaniu. Miasto jest bowiem olbrzymim spectrum różnych możliwości. Taka firma jak PERN jest dla odmiany pewnego rodzaju monosystemem. Tyle, że dla odmiany obszar działania firmy nie zamyka się w granicach miasta, a znacznie je przekracza. Jestem jednak o tym przekonany, że zarządzanie całym miastem jest dobrą szkołą dla potencjalnego szefa obojętnie jakiej firmy.
Środowisko płockie generalnie zachowuje bardzo duży dystans, kiedy prezesem wrośniętej bardzo silnie w krajobraz miasta firmy zostaje osoba z zewnątrz. Znów silniejsze stają się przy tej okazji obawy, że PERN pójdzie kiedyś drogą płockiej Petrochemii, wyizolowanej obecnie praktycznie ze spraw miasta i regionu, angażującej się emocjonalnie i finansowo zdecydowanie chętniej chociażby na Mazurach niż w Płocku. A w którym kierunku pan poprowadzi PERN?
– Miejscem tej firmy jest Płock i nikt tego zmieniać nie będzie. Chociażby dlatego, że zostały wydane znaczne środki na zbudowanie nowej siedziby. Także ciężar decyzyjny firmy, niezależnie od budynku, na pewno będzie skoncentrowany w Płocku. Trzeba oczywiście przyznać, że wiele spraw związanych z funkcjonowaniem spółki odbywa się w Warszawie, zatem osoby odpowiedzialne za reprezentowanie spółki muszą w stolicy bywać, bo tego wymagają bieżące potrzeby. Warszawa ma swoje prawa, wiele osób nie chce się stamtąd ruszyć w teren. Należy pamiętać, że w stolicy kraju usytuowana jest większość instytucji, od których PERN jest w jakiś sposób zależne. Nasza firma posiada niewielką siedzibę w stolicy, w ramach koegzystencji ze spółką zależną, więc odpowiednie pomieszczenie do przeprowadzania pewnych ważnych spotkań mamy, jednak – trzeba to przyznać – jest ono wykorzystywane incydentalnie. Powtórzę zatem: nie mam najmniejszego zamiaru, potrzeby ani możliwości wyprowadzania PERN-u z Płocka.
– Czy zatem PERN w dalszym ciągu będzie się angażował, oczywiście w miarę możliwości finansowych, w ważne dla Płocka wydarzenia natury społecznej, kulturalnej i gospodarczej?
– Jak najbardziej! Jestem za tym, żeby zachować pewną tradycję, oczywiście jeśli pozwolą na to wyniki finansowe. A wynik za rok ubiegły w naszej firmie jest dobry. To duży komfort dla mnie jako nowego szefa. Oczywiście występują w firmie pewne niedogodności i problemy, ale po to powołano na stanowiska w PERN mnie i dyrektora ds. technicznych Stanisława Trzopa, żeby wspólnie z dotychczasowymi członkami zarządu je rozwiązywać.
Jaka jest pana opinia na temat dywersyfikacji dostaw ropy naftowej do Polski? Czy warto angażować się w tak zwany ukraiński rurociąg Brody – Płock, czy raczej jak najszybciej doprowadzić do ukończenia budowy trzeciej nitki obecnie funkcjonującego rurociągu po to, by tłoczyć jeszcze więcej rosyjskiej ropy zarówno dla krajowych jak i zagranicznych odbiorców?
– Wszystkie działania są spójne i powinny być prowadzone równolegle. Ważna jest rozbudowa trzeciej nitki, bowiem w tej chwili są wykorzystane wszystkie nasze moce przesyłowe na odcinku wschodnim. Uruchomienie trzeciej nitki, a nawet oddawanie jej etapami spowoduje polepszenie tej sytuacji i znacznie zwiększy nasze przychody, co jest korzystne zarówno dla załogi, jak i dla państwa. Z kolei kierunek południowo – wschodni na pewno da jakieś zabezpieczenie bezpieczeństwa energetycznego. Bo zawsze zdarzyć się może bardzo poważna awaria, czy nawet atak terrorystyczny na funkcjonującym rurociągu wschodnim. Jedno czy dwa, tak jak mamy obecnie, źródła dopływu ropy, nie są optymalnym rozwiązaniem, jestem więc zwolennikiem szerokiej dywersyfikacji. Jednak ciężko w obecnej chwili jednoznacznie dokonać kierunkowej deklaracji, ponieważ prace nad studium opłacalności rurociągu Brody – Płock cały czas trwają. Problem, czy PERN samodzielnie jest w stanie sfinansować tę inwestycję, nie jest jedynym. Gruntownej analizy wymaga przecież na przykład kwestia rodzaju ropy, która popłynęłaby tym rurociągiem. Byłaby ona droższa z powodu innego składu chemicznego. Rafinerie polskie i niemieckie przystosowane są technologicznie głównie do przerobu ropy rosyjskiej, znacznie zasiarczonej. Istnieje zatem kwestia odpowiedniego ich przebudowania. W przypadku tego projektu chciałbym podkreślić jedną ważną sprawę: rurociąg Brody - Płock nie powinien być rozpatrywany tylko w kontekście dywersyfikacji dostaw. Istotą projektu powinny być także kwestie komercyjne. Istnieje przecież możliwość rozbudowy Naftoportu, a co za tym idzie, budowy drugiej nitki rurociągu pomorskiego i uczynienie z Polski kraju tranzytowego dla kaspijskiej ropy naftowej.
– Dziękuję za rozmowę.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości