Reklama

Olczuk – trener medalistów

20/12/2006 08:31
Przyjechał do Płocka w 1964 roku, jako młody człowiek, który szukał swoich szans życiowych i celu. Miasto rozwijało się dzięki Petrochemii, wszyscy odważni tu przybywali, bo wiedzieli, że możliwe jest osiągnięcie sukcesu.
Ryszard Olczuk, bo o nim mowa, po przyjeździe spotkał na swojej drodze Bogdana Karwowskiego, znakomitego trenera wioślarstwa, który namówił go na uprawianie tej dyscypliny. – Do 1971 roku czynnie uprawiałem wioślarstwo, byłem nawet Mistrzem Polski juniorów i trafiłem do szerokiej kadry olimpijskiej, ale przed Olimpiadą w Monachium w 1972 roku kontuzja wyeliminowała mnie z przygotowań i zrezygnowałem – wspomina człowiek przez 40 lat związany z PTW Płock. – Zostałem asystentem Bogdana Karwowskiego, od niego się wszystkiego uczyłem. Wychowywałem się obok Mistrza, dzięki któremu mogłem podglądać przygotowania klubowej czwórki do Igrzysk Olimpijskich w Monachium, a sam zajmowałem się resztą zawodników trenera. Moim samodzielnym trenerskim wyczynem w tamtych czasach była dwójka ze sternikiem: Tumalski, Cywiński i Cegłowski, ósma na Mistrzostwach Świata i druga w silnie obsadzonych Regatach Przyjaźni.
Na pytanie o najważniejsze sukcesy z trenerskiej kariery R. Olczuk uśmiecha się i tłumaczy, że te największe są jeszcze przed nim. Ale ma się czym pochwalić. Ośmioro jego wychowanków startowało w Mistrzostwach Świata juniorów, dziesięcioro w MŚ seniorów, dwóch w Igrzyskach Olimpijskich, pięcioro w Młodzieżowych Mistrzostwach Świata i czworo w Akademickich Mistrzostwach Świata, wymieniając tylko te najważniejsze.
Z tych imprez zawodnicy przywieźli 12 medali, a miejsca w finale A to nawet trudno zliczyć. Oczywiście był trenerem kobiet i mężczyzn, juniorów i seniorów. A obok pracy szkoleniowej zajmował się także sprawami organizacyjnymi płockiego klubu. Bo w swojej karierze przez 22 lata był sekretarzem PTW i 14 lat członkiem zarządu PZTW, a przez jedną kadencję także wiceprezesem ds sportowych.
Dziś, już bez większych emocji mówi, że poświecenie się sprawom organizacyjnym zniszczyło jego karierę trenerską. – Ale udało się stworzyć w PZTW taki program, który był potem realizowany – mówi. – Jego efektem były medale na najważniejszych światowych imprezach. Od 1991 roku do 2005 roku tylko trzy razy reprezentacja Polski wracała bez medalu. Każda z tych imprez odbywała się w USA i być może powodem był brak doświadczeń w wyjazdach na ten kontynent.
R. Olczuk jest dumny z tego, że był wśród osób, dzięki którym PTW działa do dziś, a nie zostało zlikwidowane w trudnym okresie transformacji ustrojowej. Wtedy z mapy polskiego wioślarstwa zniknęło wiele klubów, między innymi: Czarni Szczecin, Skra Warszawa, Dolmel Wrocław, Stoczniowiec Gdańsk. – My się nie daliśmy i nadal jesteśmy w czołówce polskich klubów – dodaje z dumą.
Ale najbardziej jest dumny z istniejącej do dziś Szkoły Mistrzostwa Sportowego, której był inicjatorem. – Dzięki inicjatywie PTW i dyrekcji ZSZ nr 3, czyli Józefowi Brzezińskiemu, Januszowi Małaczewskiemu i Bogdanowi Kołodziejskiemu oraz ówczesnym władzom wojewódzkim udało się stworzyć szkołę, w której kształcą się i trenują przyszli mistrzowie. Moim sukcesem jest też zorganizowanie Memoriału Juliusza Kawieckiego, pierwszej propagandowej, wioślarskiej imprezy i płockich ergowioseł, które dziś są rozgrywane jako Memoriał Kazimierza Młynarkiewicza, byłego dyrektora ZSZ nr 7 w Płocku. W zawodach wystartowało przez te lata kilka tysięcy dzieci i młodzieży z Płocka i okolic.
R. Olczuk nie pracuje już w PTW, od 2 lat jest na rencie, a w tym czasie pracuje jako trener koordynator w Kaliskim Towarzystwie Wioślarskim. Cieszy się, bo i tam udało mu się odbudować klub, który prawie nie istniał, a dziś znów jego zawodnicy odnoszą sukcesy na arenie, nie tylko krajowej. Ponieważ pracuje z młodymi wioślarzami, na razie ma wyniki wśród juniorów. Jego osada startowała w Mistrzostwach Świata juniorów i znalazła się w finale A. Zdobyła też medale w meczu Państw Nadbałtyckich. Ale najbardziej cieszy fakt, że jednym z nich jest zainteresowany Wojciech Jankowski, trener kadry narodowej.
Trener Bogdan Karwowski, wieloletni prezes PTW Maciej Sandomierski i legenda wioślarstwa Juliusz Kawiecki, to osoby, o których coraz mniej się mówi. – A to są ludzie, od których najwięcej się nauczyłem i mam ogromną satysfakcję, że z nimi pracowałem – mówi R. Olczuk. – Cieszę się, że dzięki temu, może nie propagandowo, ale jakościowo wioślarstwo było i jest pierwszoplanową dyscypliną sportu w Płocku. Mam nadzieję, że tak będzie dalej. A przy okazji pozdrawiam wszystkich czytelników Tygodnika Płockiego i sympatyków sportu. Cieszę się, że jeszcze ktoś o mnie pamięta.
 Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości