W ciągu roku spłonęły cztery budynki w starej części Płocka. Dwa z nich znajdowały się przy ulicy Kazimierza Wielkiego, po jednym przy Placu Dąbrowskiego i Kolegialnej. Dwa ostatnie to budynki komunalne. Do ostatniego pożaru doszło w nocy z 3 na 4 stycznia tego roku. Dwie rodziny, łącznie sześć osób, straciły dach nad głową. Teraz mieszkania zapewni im miasto. Cechą wspólną wszystkich budynków, które spłonęły był zły stan techniczny. Budynek przy Kolegialnej już pięć lat temu został przeznaczony do rozbiórki. Mimo to nadal mieszkali w nim ludzie i nie zanosiło się, żeby sytuacja się zmieniła.
- Obecnie z użytkowania wyłączone są 23 budynki. Dwanaście z nich to komunalne, dziesięć prywatne i jeden należący do Kurii Diecezjalnej. We wszystkich nadal mieszkają ludzie, po jednej lub dwie rodziny – powiedział zastępca prezydenta Płocka Dariusz Zawidzki. – Wyłączenie budynku z użytkowania przez Państwowego Inspektora Nadzoru Budowlanego nakłada na miasto, w przypadku budynków komunalnych, obowiązek zapewnienia lokatorom lokali zastępczych.
Z mieszkaniami zastępczymi jest problem. Zostały co prawda oddane pierwsze lokale w ramach programu budowy 300 mieszkań komunalnych, to jednak kropla w morzu potrzeb.
- Oprócz programu 300, budujemy także kolejny blok komunalny przy ulicy Norwida. Jest już projekt budowy następnego takiego budynku, nie ma jednak konkretnej lokalizacji. Rozpatrujemy kilka miejsc: Winiary, Radziwie, ulicę Padlewskiego oraz tzw. “słodkie ulice” – dodał Dariusz Zawidzki.
W płockim budownictwie komunalnym co prawda coś drgnęło, na rozwiązanie problemu lokatorów z budynków wyłączonych z użytkowania przyjdzie jednak jeszcze długo poczekać. Być może sprawa nigdy nie zostanie rozwiązana do końca. Oprócz budowy nowych budynków komunalnych władze miasta remontują zwolnione mieszkania w budynkach, których stan jest jeszcze dobry. Niestety potrzeby są duże. Ostatnio władze wyremontowały, ze środków pochodzących spoza budżetu, prywatny budynek przy Kazimierza Wielkiego, który spłonął 1 listopada ubiegłego roku.
- Zastanawiające, że budynki płonęły albo w nocy, albo w święta. Przy Kazimierza Wielkiego 1 listopada i w Boże Narodzenie, przy Placu Dąbrowskiego i Kolegialnej w nocy. Zawsze trzeba było ewakuować ludzi, w przypadku pożaru przy Dąbrowskiego, był to oprócz mieszkań internat szkoły medycznej – mówi Dariusz Zawidzki.
Nie do końca jasne pozostają także przyczyny pożaru. Na Kolegialnej według wstępnych ustaleń straży pożarnej przyczyną była “nieostrożność osób dorosłych”. Mogło chodzić o podgrzewanie zamarzniętych rur... grzewczych albo zaprószenie ognia przez bezdomnych, którzy mogli przebywać w pustostanie znajdującym się obok zamieszkałych lokali. Ogień pojawił się w niezamieszkanej części i dachem przeniósł się nad mieszkania. Ich lokatorzy w popłochu musieli uciekać.
- Sytuacja spędza nam sen z powiek. Jeżeli okazałoby się, że przyczyną pożarów mogło być podpalenie, to powinny się tym zająć odpowiednie służby. Być może częściej nadzór budowlany wspólnie ze strażą pożarną powinien prowadzić kontrole stanu bezpieczeństwa w takich budynkach – przyznaje Dariusz Zawidzki.
Sprawy rozpadających się kamienic nie da się jednak rozwiązać kontrolami i wyłączaniem z użytkowania kolejnych obiektów.
- Potrzebne są kolejne inwestycje. Odnawianiem zasobów powinno się jednak zajmować nie tylko miasto. Trzeba do tego przekonać także właścicieli prywatnych kamienic, którzy do tej pory najczęściej chcą, żeby samorząd zapewnił lokatorom mieszkania, wtedy wezmą się za remonty – dodał D. Zawidzki.
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze