Reklama

Nowe wyzwanie

13/06/2018 10:18
Po dwóch latach spędzonych w Płocku, nie wypełniwszy kontraktu, z drużyną piłki ręcznej Orlen Wisły rozstaje się kołowy Maciej Gębala. Zawodnik pod koniec sezonu musiał przejść operację, teraz jest w trakcie rehabilitacji. Jest mało prawdopodobne, że będzie gotowy do wznowienia treningów od początku okresu przygotowawczego w nowym klubie.
Jego nowym klubem będzie DHfK Leipzig, w którym trenerem jest Michael Biegler, były selekcjoner reprezentacji Polski, który dał Maćkowi szansę debiutu w reprezentacji narodowej. W Lipsku starszy z braci Gębala spotka się z Andrzejem Rojewskim i Maximilianem Janke, których zna z okresu gry w Magdeburgu.
Maciek bardzo ceni sobie dwuletni pobyt w Płocku. – Miasto, klub, kibiców będę wspominał bardzo dobrze, dużo tu się nauczyłem, jestem wdzięczny za wiele szans na granie. Nie tylko za mecze w krajowej lidze, ale także w Lidze Mistrzów oraz czas, który mi poświęcali trenerzy. Często zostawaliśmy po treningach, pracowaliśmy dodatkowo i myślę, że właśnie to sprawiło, że dziś jestem znacznie pewniejszy siebie. Nie da się też ukryć, jak wiele znaczyła Liga Mistrzów i możliwość grania przeciwko najlepszym na świecie piłkarzom. Bo jak się widzi zawodnika przed sobą i nie wierzy, że można z nim wygrać, to się na pewno nie wygra. Ale gdy się wierzy, to można się przekonać, że jest szansa na wygranie, nawet z Karabaticem. Walczyłem, a myślę, że momentami wyglądało to naprawdę bardzo dobrze – powiedział Maciek Gębala po pożegnaniu z klubem.
Zdecydował się na powrót do Bundesligi – wcześniej od 2013 do 2016 był zawodnikiem SC Magdeburg – bo uważa niemiecką ligę za najsilniejszą. – Niemieckie zespoły grają najbardziej fizyczną piłkę ręczną, dokładnie taką, jaką lubię. Tam nikt się nie patyczkuje, tylko walczy o każdy centymetr parkietu. Podobnie grają też choćby PSG i Veszprem. Wiadomo, że w pojedynkach z nimi kości trzeszczą. Biorąc pod uwagę moją pozycję na boisku, to są dwa rodzaje drużyn, których zawodnicy siłą walczą o pozycję i mniej agresywne – zdradza tajemnice Gębala.
Patrząc z trybun nie zawsze widać, jak zawodnicy walczą o miejsce na parkiecie. Zapytaliśmy Maćka, jak to wygląda w praktyce. – Niektórzy szczypią, wbijają palce w ciało. Jak cała obrona chodzi mocno, to można wszystko zrobić i nigdy nie widać choćby uderzenia w żebra, ściskania, wkładania palców w różne części ciała, mocnych odepchnięć, także uderzeń w miejsca, które naprawdę bolą, a wyglądają jak zwykły faul – wyjaśnia.
Były zawodnik Orlen Wisły zapewnia, że takiej walki na parkiecie trenerzy nie uczą: – Taka gra musi wynikać z natury zawodnika, bo na pewno trenerzy do niej nie zachęcają, nie jest to elementem zajęć. Nigdy nie słyszałem, żeby jakikolwiek szkoleniowiec powiedział „Idź i uderz”. Czasem są podteksty, że można na parkiecie zrobić coś więcej, ale nigdy nie bezpośrednio. Albo zawodnik to zrozumie i zrobi, albo nie. Ale na pewno na treningach się takiej gry nie będzie uczył. Wiem, że są tacy, co potrafią złamać palce w ferworze walki. Ja jestem przeciwnikiem takich zachowań, żeby robić komuś krzywdę, nie o to chodzi w sporcie. Twarda gra, a gra nie fair, to są zupełnie dwie różne gry.
Patrząc na pojedynki piłki ręcznej widać wyraźnie, że w tej dyscyplinie odnajduje się sporo brutali, zwłaszcza grających na kole. – Najgorsze jest to, gdy zawodnik nie skupia się na tym, co jest tak naprawdę ważne w grze obronnej. Często przez to, że ktoś za mocno myśli tylko o tym, by bić kołowego, ma ręce opuszczone, a wtedy rozgrywający może go uderzyć nawet niechcący. To mija się z celem – zapewnia.

Jola Marciniak
fot. D. Ossowski



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości