„(...) Z ogólnej oceny charakteru wynika, że w boju będzie pewny. Posiada duże zdolności organizacyjne i kierownicze. Wysoko ceni autorytet oficera i bardzo dobrze potrafi go utrzymać. Posiada dużą zdolność poznawania podkomendnych i ich psychiki. Przez żołnierzy lubiany. Dba o ich potrzeby duchowe i materialne. Na stanowisku dowódcy kompanii w okresie szkolenia uzupełnień dla 2. Korpusu osiągnął bardzo dobre wyniki. Ogólnie wybitny dowódca kompanii strzeleckiej” – taką opinię wystawił porucznikowi Janowi Hejke za rok 1945 dowódca baonu Mariusz Piotrowski. O losach urodzonego w Płocku „Cichociemnego” opowiada album Krzysztofa Heyke „Mój Ojciec Cichociemny. Jan Hejke Znicz 2”, którego promocja odbyła się w Muzeum Mazowieckim.
Rodzina Hejke pojawiła się w Płocku na początku XIX wieku. Franciszek z żoną Charlottą zajmowali się kowalstwem i ten zawód przekazywali kolejnym pokoleniom. Po powstaniu styczniowym część rodziny przeniosła się do Sannik, inni wyjechali do Stanów Zjednoczonych. Po 20 latach odwiedzili Płock. W rubryce wykonywany zawód kowalstwo zastąpiło jubilerstwo.
- Babcia poznała dziadka za sprawą lekcji fortepianu, których udzielała w majątkach po drugiej stronie Wisły. Nie znałem swojej babci, nie znałem swojego dziadka. To są ugruntowane przekazy rodzinne – opowiadał Krzysztof Heyke.
Reklama
- W domu nie było polityki. Do historii wojennych ojca się nie wracało. Wiedziałem, że był u Andersa, że przeszedł szlak od Palestyny przez Monte Cassino do Londynu i na tym moja wiedza się kończyła. Mama walczyła w powstaniu warszawskim, była sanitariuszką. Nigdy te tematy nie były omawiane ani rozwijane.
Stanisław i Amelia Hejkowie mieszkali w nieistniejącym dziś domu przy ulicy Piekarskiej 5 razem z czterema synami. Jan wstąpił do Korpusu Kadetów w Chełmie. W latach 1936-38 był słuchaczem Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej- Komorowie. W kampanii wrześniowej walczył w 93. pułku piechoty. Po kapitulacji wrócił do Płocka i włączył się w działalność konspiracyjną. Od stycznia 1940 roku już w Warszawie był w szeregach ZWZ. Prowadził szkolenia, wywiad, kolportował tajną prasę. Na wieść o powstaniu polskiego wojska na Zachodzie zdecydował się opuścić kraj.
Pierwszą relację o próbach wyrwania się z okupacyjnej Polski zatytułowaną „Droga do Wojska Polskiego na Wychodźstwie” zamieścił Jan Hejke dopiero po latach, w polonijnej gazecie „Gwiazda Polarna” (25 sierpnia 1984). Wspominał, że już we wrześniu wstąpił do ZWZ w Warszawie, ale marzył o tym, by przedostać się do formowanego we Francji polskiego wojska. Wprawdzie udało się przejść nocą granicę w Witowie, ale na Słowacji dziesięcioosobową grupę zatrzymała żandarmeria. Nie powiodła się i druga próba, aczkolwiek dwójka uciekinierów uzyskawszy zgodę konspiracyjnych władz została lepiej wyposażona. Trzecia, zakończona sukcesem wyprawa przez Szczawnicę, Poprad do Budapesztu, Zagrzebia i miejscowości Vranje, trwała od listopada 1941 roku.
„Dalsza trasa przez granice jugosłowiańsko-grecką, grecko-turecką a następnie z Turcji kutrem rybackim (z portu Mersina) do Haify w Palestynie, była sprawnie zorganizowana przez polskie władze. Do Haify właśnie przybył otrzymawszy ode mnie wiadomość Włodek Drzewieniecki i pomógł mi zweryfikować mój stopień oficerski. Z Haify wysłani zostaliśmy do obozu w Latrun, w połowie drogi między Tel Awiwem a Jerozolimą, gdzie nastąpiło wcielenie do Wojska Polskiego”.
Barbara Rydzewska, autorka wystawy o wojennych losach płocczan w MMP (1989) podaje, że Hejke 1 maja 1941 został żołnierzem Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, później 2. Korpusu Polskiego.
[paywall]
Po przerzuceniu 2. Korpusu na Półwysep Apeniński brał udział w kampanii włoskiej, uczestniczył w walkach o Monte Casino, Anconę, Bolonię. Po zakończeniu działań wojennych przerzucony do Anglii. Zwolniony z Polskich Sił Zbrojnych przybył do kraju w czerwcu 1947.
- Przypłynął statkiem do Gdyni. Wrócił do Płocka. Przez jakiś czas był bezrobotny. Później pracował w zakładzie hydraulicznym i urzędzie skarbowym. Był jednym z założycieli PTTK w Płocku – mówił Krzysztof Heyke.
- Klub Morka to była jego aktywność. Znalazł dla siebie miejsce w tej niszy aktywności sportowo-turystyczno-krajoznawczych i zostawił tego ślad. Dość dużo jest poświadczeń tych jego wycieczek. Organizował spływy kajakowe.
Reklama
Jego drugą pasją była fotografia. W albumie odnajdziemy interesujące zdjęcia starego Płocka, rodzinnych spływów kajakowych, wypraw w Tatry. Okładką publikacji jest zdjęcie Jana Hejke na wielbłądzie, które wisiało w płockim domu. Pamiątką ze służby w Wojsku Polskim na Zachodzie był podróżny oficerski kufer o trzech szufladach, który przywiózł do Płocka. Znalazł się w nim m.in. album z fotografiami dokumentującymi kulturę Bliskiego Wschodu.
- Cichociemni działali w kompletnej konspiracji. Nieliczne zdjęcia były wykonywane podczas szkoleń przez dowódców czy instruktorów – opowiadał Bogdan Jarosław Rowiński z Fundacji im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej.
Reklama
- To, że Krzysztof nie znalazł niczego na temat Cichociemnych, nie znaczy, że nie ma, ale jest niedostępne. W Polsce mamy cały dokładny zbiór wiedzy o Cichociemnych w archiwum Wydziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza, które zostało przywiezione przez generałów Hutnika i Tatara w 1946 roku. Dokumenty są prawdopodobnie w Rembertowie.
316 Cichociemnych zaprzysiężono i zrzucono do okupowanego kraju. 218 przeszło szkolenie, ale nie odbyło skoku. Do tej grupy należał Jan Hejke.
W 2016 roku obchodziliśmy Rok Cichociemnych. Z inicjatywy Fundacji w lotniczej bazie wojskowej w Brindisi (Włochy), skąd startowali Cichociemni, powstała pamiątkowa tablica. Aktualnie Fundacja stara się o sprowadzenie do Polski wraku samolotu zestrzelonego u wybrzeża Norwegii 30 października 1942 roku. Jak poinformował Bogdan Rowiński, wśród Cichociemnych był też inny płocczanin. Tadeusz Stanisław Tomaszewski, który zginął w powstaniu warszawskim.
Starannie wydany album „Mój Ojciec Cichociemny. Jan Hejke Znicz 2” powstał we współpracy autora z Muzeum Mazowieckim. Zamieszczone fotografie i artefakty (m.in. patent oficerski Jana Hejke podpisany przez Ignacego Mościckiego, legitymacja odznaki pamiątkowej 2. Korpusu sygnowana przez generała Andersa, zdjęcia wojenne ze zbiorów I. Tucholskiego) zainteresują nie tylko historyków.
- Lotem i skokiem z 4 tys. metrów zamknęliśmy rodzinnie tę historię w 2015 roku z moim wtedy jedenastoletnim synem Ksawerym. Tak to historia, można powiedzieć, zatoczyła koło. Dzisiejsza publikacja w jakiś sposób też zamyka to, co jako syn, następca tej nieznanej historii, mogłem dokonać – podsumował Krzysztof Heyke.
Reklama
Promocji książki towarzyszyła muzyka. Utwory Stanisława Moniuszki, Władysława Żeleńskiego i Aleksandra Michałowskiego zagrała pianistka Maria Gabryś-Hejke.
Fot. Archiwum
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze