Płoccy bohaterowie II wojny światowej: Niezwykłe wspomnienia z czasów wojny w pierwszej osobie

To ważna książka, ponieważ ocala wspomnienia odchodzących świadków historii. Najmłodszy skończył 84 lata, najstarszy – 96. Jak zaznacza autorka, Roma Ludwicka, powstała z sympatii i podziwu dla „ludzi dzielnych, optymistycznych, pełnych godności”, którym wojna przekreśliła normalne dzieciństwo albo odcisnęła na nim piętno.

Bohaterów publikacji „Zdążyłam zapisać...” Ludwicka poznała w środowisku Kombatantów i Osób Represjonowanych. Podzieli się z nią wspomnieniami z czasów II wojny światowej, którą szczęśliwie udało im się przeżyć. Powstało dziesięć rozdziałów – jeden poświęcony miastu w czasie wojny, kolejne – poszczególnym osobom. Ich prywatne opowieści wpisują się w nurt literatury wspomnieniowej dalekiej od opracowań stricte historycznych, jednak cennej, bo uzupełniającej obraz dziejów o naoczne relacje uczestników zdarzeń.

Jak pisze we wstępie Waldemar Smaszcz, to, co uderza w „swoistym tableau płockich bohaterów II wojny światowej”, to ogromna różnorodność życiorysów. Stanisław Ostrowski urodził się już w czasie wojny (1940). Dzieciństwo spędził w obozie w Potulicach, gdzie przymusowo pracowali jego rodzice. Po wojnie zamieszkał pod Płockiem. Pomagał rodzicom w gospodarstwie rolnym. Odbył służbę wojskową. Potem pracował w Petrochemii, Mostostalu i FMŻ. W Płocku ukończył Technikum Mechaniczne.

Kapitan Edward Jankowski (1928) w czasie wojny zatrudniony był w stolarni w Radziwiu. Od 1942 roku należał do Związku Walki Zbrojnej Ziemi Mazowieckiej. Uczestniczył w akcjach dywersyjnych. Oddział Jankowskiego stacjonował m.in. w Puszczy Kampinoskiej. W 1969 roku powrócił do Płocka i pracował w Petrochemii. Opiekuje się miejscami pamięci narodowej. Jest prezesem koła miejskiego Związku Kombatantów RP w Płocku. Zapalony filatelista i wystawca.

Bohater rozdziału „Ja, syn pułku”, porucznik Jerzy Janiszewski urodził się Dawidgródku (1928) jako syn legionisty, osadnika na Kresach. 10 lutego 1940 roku został wraz z rodziną aresztowany przez NKWD i wywieziony na Syberię. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski razem z bratem próbował dostać się do Armii Andersa. Nie zdążył, wstąpił do wojska Berlinga. Zdobywał Wał Pomorski, Kołobrzeg i Berlin. Po wojnie służył jako żołnierz zawodowy m.in. w Garwolinie, Ostrowie i Komorowie. Od 1970 roku mieszka w Płocku.

Karol Pietrzak w chwili wybuchu wojny miał 16 lat. Pracował w zakładach samochodowych w Płocku. Stamtąd przedostał się do matki do Generalnej Guberni. Aresztowany trafił do więzienia. Przeszedł obozy w Auschwitz, Sachsenhausen, Buchenwald. Do kraju wrócił w 1946 roku. Zawodowe życie związał z Zarządem Wodnym w Płocku (mechanik na holownikach i lodołamaczach). Jego wojenną historię opowiedziała autorce córka, Halina Pietrzak.

- Wojna i obóz były w domu tematem tabu. Rodzice przy nas, dzieciach, nie poruszali takich tematów. Dopiero gdy byłam w szkole średniej, dowiedziałam się, że ojciec był więźniem obozu koncentracyjnego. (…) Sama pieczołowicie zebrałam pamiątki po Tacie, podzieliłam się nimi z bratem. Jestem emerytowaną nauczycielką i postanowiłam, że uchronię od zapomnienia tę historyczną wiedzę i bezcenne dla mojej rodziny „wojenne skarby Ojca”- opowiada w książce Halina Pietrzak. 

 

Okradziony z dzieciństwa

Taki tytuł nosi rozmowa z Izydorem Rzetelskim. W 1943 roku trafił do niemieckiej szkoły przymusowej dla polskich dzieci, działającej w dzielnicy Kutno-Raszew przy ulicy Konduktorskiej. Okupanci wybierali blondynów z niebieskimi oczami. Badali budowę kości.

- Byłem tam z kolegą prawie dwa lata. Program nauczania obejmował naukę języka niemieckiego w mowie i piśmie, matematyki, historii wielkich Niemiec, oraz naukę niemieckich pieśni marszowych (…) – wspomina Rzetelski.

Gdy po wojnie wrócił do polskiej szkoły, koledzy wyśmiewali ich, że został wychowany na szwaba. W Płocku pracował w Studium Wojskowym Politechniki Warszawskiej i Wojewódzkim Zakładzie Weterynarii.

Stanisław Wodowski w momencie wybuchu wojny miał 3,5 roku. W listopadzie 1940 roku został wywieziony z rodziną do obozu w Działdowie.

- Wszyscy byli zgromadzeni w jakiejś stajni. Pośrodku był chodnik, a po bokach boksy z sianem. W tych boksach spaliśmy. (…) W obozie zupa z brukwi była raz dziennie. Dzieci nie chciały jeść tej zupy ani pić gorzkiej kawy. Mama mówiła, że przebywaliśmy tam dwa miesiące – opowiada Wodowski.

Potem rodzina trafiła do Wiśniewa i Gruduska. Po wojnie ukończył szkołę podstawową w Grudusku. Pracował w hucie Bobrek w Katowicach (wówczas Stalinogórd) i Sopocie. Najdłużej (30 lat) związany był z Płocką Stocznią Rzeczną.

Lekarz weterynarii i wiceprezes TNP Tadeusz Chrostowski (1913-2002) przekazał autorce „Zdążyłam zapisać...” notatki o swoim dowódcy, generale Andersie.

Rozdział III wydawnictwa, zatytułowany „Płock w czasie wojny 1939-45”, rozpoczynają wspomnienia Edwarda Jankowskiego, wówczas jedenastolatka:

- 5 września 1939 roku byłem u rodziny w Płocku. Był duży upał. Około 8.00 rozległ się straszny huk. Nad Płock nadleciały niemieckie samoloty. Dowiedziałem się, że bomba spadła na Rogatki Warszawskie. Ludzie mówili, że zginęło 5 osób. Druga bomba spadła na jedną z kaplic katedry. Ludzie uciekali z miasta. Naloty nasiliły się nad lotniskiem i na trasie Płock – Staroźreby, gdzie pełno było uciekających w popłochu. Cały czas przebywałem w Płocku i mieszkałem na ulicy Dobrzyńskiej, blisko fary (obecnie Kazimierza Wielkiego). Już dziś tego domu nie ma.

 

Jak wyglądało życie w mieście pod okupacją niemiecką? 4 maja 1940 roku Płock odwiedził Komisarz Rzeszy ds. Umacniania Niemieckości Heinrich Himmler. Odbył spacer po Tumach. Krótko po jego wizycie wyszło zarządzenie zakazujące Polakom i Żydom spacerów po skarpie na odcinku od katedry do klasztoru Mariawitów. Mieszkańcy Rybaków musieli opuścić swoje domy. Ławki oklejono napisami „Nur für Deutsche”, czyli przeznaczone wyłącznie dla Niemców.

Długoletnia członkini zarządu Związku Kombatantów Halina Orłowska jako dziewczynka pracowała w zakładach przetwórstwa owocowo-warzywnego w Radziwiu. Wspomina, że w budynku remizy przy Kolejowej powstał karny obóz pracy dla kobiet, otoczony drutem kolczastym i wysokim płotem. Płocczanka Jadwiga Rubińska (rocznik 1934) była świadkiem egzekucji na Placu 13 Straconych.

Książkę uzupełniają liczne fotografie ze spotkań kombatanckich, fragmenty czasopism, dokumenty oraz bibliografia.

Autorka publikacji „Zdążyłam zapisać... Ostatnie rozmowy z płockimi bohaterami wojny 1939-1945” w swojej pracy zawodowej w Młodzieżowym Domu Kultury popularyzowała dzieło Janusza Korczaka. We wstępie podkreśla, że wspólnota Korczakowców i myśl pedagogiczna Doktora zainspirowały ją do zajęcia się tematem:

- W środowisku kombatantów i osób represjonowanych poznałam pięknych, odważnych ludzi, patriotów, którzy z godnością i pogodą ducha znoszą trudności związane z wiekiem i zdrowiem. Pokazanie wojennych losów, utraconego dzieciństwa – to ich przesłanie dla młodych pokoleń, głos za tym, by pielęgnować wolność i dbać o pokój. By nie spotkał ich los dziadków i pradziadków. Przypominają, że wolność nie jest przywilejem danym na zawsze – trzeba ją pielęgnować, chronić i ostrzegać, czym grozi jej utrata.

 

Roma Ludwicka jest przewodniczącą Kręgu Mazowieckiego z siedzibą w Płocku Polskiego Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka, laureatką Międzynarodowej Nagrody im. Janusza Korczaka za wybitne osiągnięcia w dziedzinie pedagogiki. Odznaczona Orderem Uśmiechu.

Fot. Książnica Płocka

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/05/2025 09:36

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Najnowsze wiadomości