Żarłoczne kozy, króle giganty i kury w butach W ostatnim czasie w płockim ogrodzie zoologicznym zaszło wiele zmian i to jak twierdzą odwiedzający - tylko i wyłącznie na lepsze.Często pojawia się też opinia, że jest tu ciekawie, estetycznie i czysto. Duża w tym zasługa działań dyrekcji i pracowników ogrodu, dzięki którym dorośli płocczanie i nie tylko oni, napotykają w zoo same miłe niespodzianki, a małe dzieci mogą bawić się ze zwierzętami... Już po wejściu do zoo dają się zauważyć zmiany w wystroju słoniarni. Co prawda na zwierzęta trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Być może przyjadą do Płocka z Irlandii już w przyszłym roku. Jednak na dzień dzisiejszy pewne jest tylko tyle, że będzie im się tu zdecydowanie lepiej żyło, niż naszej starej poczciwej Petrze. Remonty objęły również pobliską ptaszarnię. Usłana jest ona w całości trocinami, a na egzotyczne i unikalne ptaki - takie jak dzioborożce karłodziobe, szpaki bolijskie, tukany - zwiedzający patrzą przez szyby. W klatkach pojawiło się również wiele nowych elementów naśladujących naturalne środowisko ptaków, w tym barwne malowidła, jak również wykonane z betonu, drewna i innych materiałów pnie drzew, czy liany. Każdy szczegół został tu starannie przemyślany. Ciągle trzeba też uważać jak na stworzone przez człowieka warunki, reagują skrzydlaci mieszkańcy ptaszarni. Prawdopodobnie ptakom najbardziej do gustu przypadł przejrzysty dach. Daje on im masę naturalnego światła, co jest przecież dla nich jak najbardziej wskazane. Po sąsiedzku ptaszarni mieści się małpiarnia. Względem tego miejsca podjęto również radykalne decyzje. Będzie ona w najbliższej przyszłości w dużym stopniu przeszklona, a także połączona z konstrukcjami metalowymi. Do tej pory małpiarnia była przepełniona. Zwierzęta ani nie prezentowały się odpowiednio, ani nie miały godnego życia. Teraz kapucynki, czy mandryle na zasadzie wymiany między ogrodami, znalazły się w innych miastach i krajach. Tylko 4 gatunki małp Zasługujące na szczególną uwagę odwiedzających, znajdą "zameldowanie" nad płocką Wisłą. W drodze do Płocka jest już lwiatka złota, która przyjedzie do nas z Londynu. W zoo oczekuje na nią jej partner. Pojawi się również niebawem para gibbonów. Być może te zwierzęta, czy chociażby lemury będziemy oglądać na specjalnie zaprojektowanych wybiegach. Położenie ogrodu zoologicznego na skarpie daje szereg możliwości stworzenia wybiegów z elementami naturalnych warunków życia niektórych zwierząt, dla których naturalną barierą przed zwiedzającymi jest np. fosa. Idąc dalej ścieżkami płockiego zoo dostrzeżemy się na horyzoncie terrarium. Nie było ono od lat remontowane i można powiedzieć, że przychodzi czas najwyższy na dość poważne poprawki wybiegów, jednych z najgroźniejszych przedstawicieli gadów i płazów. Mieszczą się tu również pomieszczenia dydaktyczne, jak również gabinet dyrektora zoo -Aleksandra Niwelińskiego, który zapewnił mnie, że na razie jeszcze nie powinnam żywić obaw przed pojawieniem się niespodziewanych gości, choć z drugiej strony muszę powiedzieć, że pan Niweliński do końca nie był szczery. W trakcie naszej rozmowy okazało się, że coś swoimi wyłupiastymi oczami obserwuje nas z ogromnego krzewu "Beniaminka". Niewielka jaszczurka doskonale wtopiła się w tło dyrektorskiego gabinetu. Zaczęłam się zastanawiać skąd uciekła i czy jest groźna? Menu dla kameleona Moje wątpliwości rozwiał dyrektor płockiego zoo. Okazało się, że był to mały, poczciwy kameleon, który po ciężkich walkach z drugim samcem w klatce, niestety musiał opuścić zagrożony teren. Do sił i zdrowia wracał właśnie na drzewku w tej specyficznej "izolatce". -Kameleon nigdy nie schodzi na ziemię. Bardzo powoli się porusza i jest bardzo spokojnym zwierzątkiem - przybliżył mi nieco postać kameleona Aleksander Niweliński. - Jego jedyną obroną jest kolorystyczne "wtapianie" się w otoczenie. Dziennie zjada jednego świerszcza i razem ze mną przyjmuje wszystkich gości. Pan Niweliński oprócz pogłębiania swojej i tak ogromnej wiedzy na temat zwierząt, a także wypełniania wielu obowiązków związanych z ogrodem, w czasie relaksu lubi odwiedzać, mieszczącą się również w pawilonie dydaktycznym, wystawę o pochodzeniu człowieka. Poleca ją również wszystkim przychodzącym. Wystawa ta została sprowadzona na dwa lata z Warszawy. Zanim przyszli oglądać ją zwiedzający, włożono dużo wysiłku w dopracowanie szczegółów. Wszystko musiało być zgodne z założeniami autora - profesora Ryszkiewicza. Począwszy od kolorystyki, a skończywszy na aranżacji hipotetycznych prehistorycznych sytuacji. Prezentowany tu pożar stepu wiązał się np. z odpowiednim oświetleniem. Kąt padania światła ustawiano kilkadziesiąt razy! Wystawie towarzyszą również niesamowite efekty dźwiękowe. Konik morski A piętro niżej, jak gdyby nigdy nic, spokojnie pływają sobie ryby. One również są powodem dumy płockiego ogrodu. Dyrektor zwrócił szczególną uwagę na trzy ciekawostki. Pierwszą są koniki morskie, którym wyjątkowo odpowiadają stworzone tu warunki. A trzeba zaznaczyć, że bardzo trudno utrzymują się one w ogrodach i w naszych warunkach rzadko się rozmnażają. U nas już po raz piąty dały bogaty przychówek, chociaż potomstwo wychowywane jest tylko i wyłącznie przez samców. Samica konika morskiego składa jaja do kieszonki lęgowej samca. I on zajmuje się dalej całym procesem wychowawczym. Pilnuje, wachluje i dba o maleństwa. Kilka akwariów dalej statecznie pływają słodkowodne wersje koników morskich, czyli tzw. igliczanie. Dochodzą one do 30 cm długości. Wyglądają niczym patyk z pyszczkiem. Igliczniom u nas też jest całkiem dobrze. Dochodzą sygnały, że również zaczynają się rozmnażać. Ostatnią ciekawostką są płaszczki słodkowodne, które są podobno o wiele groźniejsze niż owiane złą sławą piranie. W rzekach zakopują się często w piachu i gdy tylko, ktoś na nie stąpnie wbijają w stopę swój kolec jadowy. A warto zaznaczyć, że jad ma dla człowieka śmiertelne skutki. Na szczęście w naszym zoo nikomu to nie grozi. Weź na kolana królika Wiele wrażeń można wynieść z terrarium i akwarium, a mimo to dzieciom i tak najbardziej podoba się Mini Zoo. Stworzone jest głównie z myślą o dzieciach z miasta, które powinny wychowywać się w bliskich i częstych kontaktach ze zwierzętami. Stąd właśnie tu można nakarmić kózkę miniaturkę, przytulić królika giganta, dotknąć skorupę żółwia i zobaczyć puchate kury z butami z piór. Jest to szósta w kraju obok m.in. Bydgoszczy, Gdańska, Warszawy taka propozycja. Płockie Mini Zoo powstało niespełna miesiąc temu, a dziennie często odwiedza je około 700 milusińskich. Każdy z nich ma prawo pobawić się ze zwierzętami, zapytać się pracownika o ich zwyczaje, a także nakarmić zwierzątko. Ostatnie założenie przy takiej ilości odwiedzających, wydaje się, że może być zabójcze dla tych stworzeń. Jednak zostały one tak dobrane, by po pierwsze, nie stanowiły zagrożenia dla dzieci, po drugie - same do maluchów lgnęły i po trzecie mogły dużo zjeść. I tak, karma to granulowana suszona trawa, więc nie stanowi problemu, a gdy zwierzęta mają dość wymyślnych dziecięcych pieszczot, zawsze mogą iść do zamkniętej zagrody i odpocząć. W Mini Zoo rozwieszone są również tabliczki, głoszące że zwierzęta to istoty, które również odczuwają ból. Z pewnością jest to miejsce, które absorbuje uwagę dziecka na dłużej niż dziesięć minut, rodzice więc mogą tu jak najczęściej przychodzić i choć przez chwilę odpocząć. Istnieje również możliwość, by dzieci powyżej 12 roku życia, które kochają zwierzątka, mogły pełnić w Mini Zoo dyżury i opiekować się nimi. W płockim zoo w końcu pojawiły się dwie śliczne żyrafy. Dwa lata trwały przygotowania, by znalazły się w ogrodzie. Przygotowano im najpierw wybieg, z odgradzającą fosą. A gdy w końcu przyjechały z Łodzi i Budapesztu, pracownicy nie mogli spuszczać z nich oczu ani w dzień ani w nocy. Działo się tak dlatego, że są to po pierwsze zwierzęta, które się ciężko aklimatyzują, po drugie są bardzo wrażliwe i śpią około 20 minut na dobę. Do tego są bardzo aktywne i tak samo płochliwe. Jedzą mało, ale za to często, głównie korę i liście. Już zaczęto gromadzić dla nich paszę na zimę dzięki uprzejmości płockiego nadleśnictwa. Gdzie jest goral? Chodząc alejkami ogrodu dostrzega się wiele zmian. Często drogę zagradzają nam pawie, na wolnych placach pojawiają się drewniane domki, a także nowe wybiegi, które tak jak w przypadku małej pandy sponsoruje np. salon Opla. Pojawia się też coraz więcej zwierząt, które spotkać można prawie tylko i wyłącznie w Płocku. Niedawno np. przyszedł na świat goral, będący odmianą kozicy. Inny za to uciekł z zoo i doskonale zaaklimatyzował się na naszej skarpie. Wciąż trwają prace nad dokończeniem ogromnych klatek głównie dla ptaków: bażantów himalajskich, kondorów, a także orłosępów. W płockim zoo obok ciekawych zwierząt pojawiają się i rośliny. Na zielonych skwerach urosną niedługo sekwoje, tulipanowce, magnolie, miłorzęby iglaste. Każdy gatunek będzie opatrzony stosowną tabliczką. Na razie pokazową pełną informację o sobie posiadają tylko niektóre zwierzęta m.in. wilki grzywiaste. -Chcielibyśmy, by wszystkie tabliczki tak wyglądały - mówi dyrektor - są one jasno sprecyzowane, zawierają też opis, jak żyją zwierzęta, jak się zachowują i dlaczego? Tablice informują również o tym, czy dany gatunek podlega pod komisję zajmującą się zachowywaniem gatunków szczególnie zagrożonych. I tak Płocki Ogród Zoologiczny jest członkiem około dwudziestu komisji europejskich. Chroni i rozmnaża zarówno ptaki, jak i zwierzęta i gady. Ma w tym kierunku szczególne osiągnięcia. Obecnie duże nadzieje pokładane są w rozmnożeniu antylop Oryxów, które na dzień dzisiejszy żyją tylko w ogrodach zoologicznych. W Płocku mieszkają trzy samice i jeden samiec. Miejmy nadzieję, że to stadko się powiększy, dla chwały płockiego ogrodu w całej Europie. Zoo nie przyjmuje saren, jeżów i lisów Tych, przyniesionych przez mieszkańców. Aleksander Niweliński tłumaczy: - Stanowi to za duże zagrożenie zarażenie naszego zoo wścieklizną. Nawiązaliśmy jednak współpracę z płockim nadleśnictwem. Ma ono stworzyć swój mini zwierzyniec, gdzie będzie można zanieść znalezioną sarenkę, czy chorego lisa. Z kolei, jeśli chodzi o inne zwierzęta, a przede wszystkim te, które są pod ścisłą ochroną, czyli nietoperze, ptaki drapieżne to jak najbardziej chętnie się nimi zaopiekujemy, podobnie zresztą jak i pająkiem ptasznikiem, który się znudził właścicielowi... Zdarzają się dni, że do płockiego zoo przychodzi po kilka tysięcy ludzi. Dzieje się tak zwłaszcza w niedzielę. Zwiedzający często zatrzymują się przy basenie fok, by w porze karmienia tych sympatycznych i towarzyskich zwierząt podpatrzeć ich akrobacje i popisy. Znajdują się również i tacy, którzy na własną rękę starają się je dokarmiać, zanieczyszczając przy tym basen. Staje się to często przyczyną chorób. Co jednak zrobić z ludźmi, którzy do fok rzucają kamieniami? Dzięki takim wybrykom jedna z nich została poważnie zraniona w oko. W płockim zoo szybko mija czas, miło też obserwować te wszystkie zmiany na lepsze. Na ten cały pozytywny obraz składa się praca około 70 pracowników, którzy rzetelnie i systematycznie wykonują swoje obowiązki. Tak jak wszędzie i tutaj na wiele rzeczy braknie funduszy. Za to nie brakuje pomysłów jak sobie z tym poradzić. Blanka Stanuszkiewicz Fot. Dariusz Ossowski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze