Reklama

Noc z Włochem

24/08/2005 15:41
W każdy czwartek w jednym z płockich nocnych lokali można spotkać Witolda Casettiego, sympatycznego Włocha znanego wszystkim doskonale z popularnego programu telewizyjnego “Europa da się lubić”. Prowadzi tu imprezę “Serata Italiana”, czyli w wolnym tłumaczeniu wieczór włoski. Czego możemy się tu spodziewać? - Przede wszystkim najlepszej na świecie włoskiej muzyki – śmieje się kuzyn Witolda, płocczanin Piotr Bruchajzer.W ten sposób wydała się pewna tajemnica. Witold Casetti nie jest do końca Włochem. Jego mama jest Polką. Z Witem umówiliśmy się na godzinę 22.00. Minuty mijały. A mojego rozmówcy wciąż nie było.
– Witold wyznaje jedną zasadę. Jeśli spotkanie ma o godzinę dwudziestej, to ma czas na przybycie do 20.59, bo przecież to wciąż ta sama godzina – zdradza Piotrek, który wspólnie z Casettim prowadzi „Serata Italiana”. Impreza ta tylko w Płocku odbywa się cyklicznie. 2-3 razy w tygodniu bawić się możemy na niej we wszystkich największych miastach w kraju.
– Ludzie w różnym wieku chętnie przychodzą na wieczór z muzyką włoską. Jest bardzo melodyjna, rytmiczna, dobrze się przy niej tańczy. Może wynika to z włoskiego temperamentu i tego, że Włosi bardzo lubią się bawić. W tamtejszych rozgłośniach radiowych na trzy godziny programu może jeden raz puszczane są utwory angielskie. Ogólnie królują rytmy włoskie – tłumaczy Piotr Bruchajzer, który od wielu lat jeździ do Włoch. Swego czasu miał tam zostać nawet na stałe. Prowadził włoskie prezentacje. – Przyjechałem do Płocka na Wszystkich Świętych i niespodziewanie poznałem dziewczynę. Zakochałem się i rzuciłem dla niej wszystko – wspomina płocczanin. Dziś tamta dziewczyna odeszła w niepamięć. Została za to świetna znajomość włoskiego. Mogłam się o tym przekonać, gdy do naszego stolika dotarł w końcu długo oczekiwany Wito. Nastąpiło typowo włoskie, serdeczne powitanie braci, z którego właściwie niewiele mogłam zrozumieć poza „ciao”. Na szczęście okazało się, że Witold Casetti świetnie mówi po polsku.
– Między innymi biegła znajomość waszego języka sprawiła, że trafiłem do Polski. Sześć lat temu międzynarodowa firma finansowa, w której pracowałem jako menadżer, szukała swoich przedstawicieli na teren Polski. Stawiała jednak dwa warunki, wspomniana znajomość języka polskiego i możliwość przeprowadzenia się tutaj na stałe – zdradza Witold, dla którego nie był to wcale trudny życiowy wybór.
– Dzięki mamie Polce i częstym przyjazdom do Polski znam polską mentalność. Ale mimo tych korzeni, czuję się typowym Włochem z włoskim temperamentem. Nie robi mi jednak różnicy, gdzie mieszkam. Jestem Europejczykiem. Kiedy mam ochotę jechać do rodzinnej Florencji, robię to, a potem bez żalu wracam do Polski.
Okazało się jednak, iż przekonanie Witolda, że jest Europejczykiem nie miało wpływu na jego postanowienie, by wziąć udział i wygrać casting do programu „Europa da się lubić”.
– Lubię, kiedy wokół mnie coś się dzieje. Dobrze się czuję przemawiając do zebranych. Chętnie nawiązuję kontakty. To jest moja praca, gdyż prowadzę na co dzień kursy menadżerskie – tłumaczy Witold Casetti. Niestety, najprawdopodobniej nie będziemy go już oglądać w kolejnych edycjach.
-To była ciekawa przygoda. Nie chcę być jednak zaszufladkowany. Owszem, program „Europa da się lubić” w dość ciekawy sposób pokazywał kulturę różnych krajów. Powoli jednak jego popularność słabnie. Cieszę się, że brałem w nim udział wtedy, kiedy był na fali.
Telewizja bardzo polubiła Włocha i tak łatwo nie chce go zostawić. Witold brał też udział w programie „Robinsonowie”, z kolei w programie „Garito”, prowadzi konkursy dla telewidzów. Casetti śmieje się, że gdyby nie był menadżerem, na pewno zawodowo występowałby na estradzie. Wtedy czuje, że żyje.
Niedawno w Płocku poprowadził jubileuszowy koncert zespołu Farben Lehre. Muzyka tego zespołu bardzo mu się spodobała, gdyż jego zdaniem jest prawdziwa i pełna energii. W domowym zaciszu najchętniej słucha jednak Stinga i U2. Zdradza też, że dawniej, w rodzinnej Toskanii, był przez kilka lat dj’em radiowym i doskotekowym.
Teraz bliski kontakt z muzyką zapewnia mu wspomniana impreza Serata Italiana, na którą do płockiego lokalu przychodzą chętnie jego rodacy. Dodajmy, że blisko 250 Włochów zatrudnionych jest w spółkach Orlenu. – To są zawsze miłe spotkania – zaznacza Wito.
Wiele osób zastanawia się, dlaczego Witold Casetti zamieszkał właśnie w Płocku. Firma nie narzucała mu miasta, w którym miał się osiedlić. Telewizyjna sława pozwoliłaby mu na ciekawe życie choćby w stolicy.
– To jednak w Płocku spotkałem ludzi otwartych i szczerych – zdradza Casetti. Dopiero na drugim planie stawia fakt, że w naszym mieście życie jest po prostu tańsze. – Zawsze będę się zastanawiał nad fenomenem, dlaczego w jednym kraju w dwóch miastach oddalonych od siebie zaledwie o półtorej godziny jazdy samochodem są takie różnice w cenach. Chodzi o wynajmowanie mieszkania, czy też świadczenie usług przez adwokatów.
W Płocku mieszka ze swoją żoną Monicą i dwójką dzieci: 6-letnim Alessandro i 4-letnią Guendaliną. Żona jest oczywiście Włoszką. Pracuje w firmie pana Casettiego. Już zdążyła się nauczyć języka polskiego, choć nie było to wcale takie proste zadanie. Bardziej niż mąż tęskni za rodzinnym krajem, częściej też do niego powraca. Tym razem przyszła z Witem na „Serata Italiano”, a przy okazji na kolację. Wcale nie włoską pizzę czy spaghetti, a na dobre, polskie jedzenie. Jeszcze chwila przerwy na wspólny posiłek, DJ Greco skończy swoją godzinę grania muzyki dla każdego i rozpocznie się na dobre w Płocku noc z najbardziej znanym Włochem w Polsce.
BeeS


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości